niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się, gdy do moich uszu dotarły pierwsze nuty piosenki Justina Biebera "Confident". Wstałam z mojego wygodnego łóżka i wyłączyłam budzik.Od razu zaczęłam szukać wymówki, dzięki której mogłabym spotkać się dziś z Williamem.Nagle wpadłam na pomysł.Może banalny ale zawsze coś.Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Natalie.Po dwóch sygnałach dziewczyna odebrała.
    -Natalie, musisz mi pomóc.
    -No hej Marika.Jak miło, że dzwonisz moja droga przyjaciółko - powiedziała teatralnie Natalie.
    -Natalie...proszę cię to ważne.
    -Dobra.Pełna powaga.Co się stało?
    -Potrzebuję alibi na dzisiejszy wieczór.
    -Nie zamierzasz nikogo zabić, torturować, okraść, zgwałcić...
    -Nie!
    -W takim razie kontynuuj.
    -Chcę abyś w razie potrzeby potwierdziła, że jestem u ciebie i razem robimy projekt z angielskiego.
    -Dobra... ale po co ci to?
    -Ale zgadzasz się na 100%, tak?
    -Tak, tak, gadaj mnie teraz.
    -Bo dzisiaj jestem umówiona z Williamem.Nie pamiętasz?
    -Cholera! Zapomniałam.Grrrrr mogłam się nie zgadzać.
    -Dziękuję bardzo - powiedziałam sarkastycznie.
    -Dobra, tylko mi się nie obrażaj.Załatwię ci to alibi ale robię to tylko i wyłącznie dla ciebie.
    -Kochana jesteś!
    -Wiem złotko. Do zobaczenia w szkole.
    -Papatki - powiedziałam radosnym głosem i się rozłączyłam.Szybko poszłam wziąć prysznic po czym skierowałam się w stronę szafy. Nałożyłam na siebie ubrania, które wczoraj wybrałam.Przed wyjściem do szkoły powiedziałam tacie, że wrócę późno, ponieważ muszę robić projekt z  Natalie. Na początku nie chciał mi uwierzyć ale w końcu go przekonałam.W szkole większość czasu rozmawiałam z Natalie, a raczej słuchałam jej narzekań na naszą nauczycielkę chemii.Po lekcjach i odbyciu kary pożegnałam się z Natalie i ruszyłam w stroną Williama, który czekał na mnie przy swoim motorze.
    -Cześć śliczna - przywitał się z uśmiechem na twarzy.
    -Cześć - odpowiedziałam nieśmiało.
    -Lubisz filmy?
    -Tak i to bardzo.
    -To świetnie - powiedział podając mi kask - bo dziś zabieram cię do kina.
Uśmiechnęłam się i założyłam kask.William zrobił to samo i usiadł na motorze, chwilę potem dołączyłam do niego i objęłam go mocno w pasie.Jechaliśmy dość wolno.Nie wiem czy to dlatego, że William dbał o nasze bezpieczeństwo, czy po prostu bał się, że jak przyśpieszy jego motor może się rozsypać albo coś podobnego.Bądźmy szczerzy jego maszyna nie jest w najlepszym stanie, a on sam - z tego co mi mówiła Natalie - nie jest za dobrym mechanikiem.Gdy dotarliśmy na miejsce William kupił 2 bilety na film, którego tytułu i gatunku nie chciał mi zdradzić.Zaopatrzyliśmy się w colę oraz duży popcorn po czym weszliśmy do sali, w której miał zostać puszczony film.Usiedliśmy na końcu pomieszczenia.Dopiero gdy kończono wyświetlać reklamy William zdradził mi jaki film za chwilę obejrzymy.Gdy już to powiedział nie mogłam uwierzyć własnym uszom.Film okazał się horrorem.Horrorem! Nie lubię tego typu filmów.Śnią mi się potem koszmary, a każdy cień wydaje się być bestią pragnącą mojej męki oraz śmierci.William widząc moją minę próbował mnie uspokoić.
    -Spokojnie to tylko film.Poza tym ja jestem obok więc możesz się do mnie przytulić jeżeli będziesz się bała.
Na początku nie planowałam skorzystać z tej propozycji.Postanowiłam być dzielna.Jednak już podczas pierwszej strasznej sceny z krzykiem wtuliłam się w Williama rozsypując przy tym cały popcorn.Chłopak zaskoczony lecz wyraźnie zadowolony moją reakcją objął mnie.
    Po filmie wyszliśmy na świeże powietrze.William żartował sobie ze mnie przez całą drogę na parking.
    -To nie jest śmieszne William!
    -Jest i to bardzo - wykrztusił z siebie chłopak ciągle się śmiejąc.
    -Jesteś podły - powiedziałam i zrobiłam minę zbitego psiaka.
    -Ojj przepraszam aniołku.
William pochylił się nade mną i w ramach przeprosin dał mi buziaka w policzek.Zarumieniłam się, on był uroczy.

    William zatrzymał się pod moim domem.Zsiadłam z motoru chłopaka i zdjęłam kask.William zrobił to samo.Podałam mu kask, a on schował go do schowka po siedzeniem.Przez jakiś czas staliśmy w ciszy.Zaczęło robić się niezręcznie, więc postanowiłam przytulić Williama na pożegnanie.
    -Dzięki za ten wieczór. - Powiedziałam i chciałam go przytulić lecz gdy William się schylił zamiast mnie przytulić on pocałował mnie.
__________________________________________________________________________________
Yo!
Nareszcie wakacje! Mam nadzieję, że wszyscy się cieszą z tego faktu.
Bardzo was przepraszam za jakiekolwiek błędy, które pojawiły się w tym rozdziale.
Niestety, ortografia nie jest moją najlepszą stroną.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał i wraz z Natalie liczymy na wasze komentarze.Dają nam one motywację do dalszego pisania.
I na koniec podsumowanie dzisiejszego rozdziału w formie gif'a:
Alice

 
 

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 3

-Co tu się dzieje?- zapytała podniesionym głosem pani Osheroff.
-Ta suka Isabelle rzuciła się na Marikę!- powiedziała zdenerwowana Natalie.
-Panno Smith, proszę nie używać takiego słownictwa- powiedziała już podenerwowana nauczycielka.
-Isabelle, Sophie co się stało?
-Marika rzuciła się na mnie- powiedziała płaczliwie Isabelle- ja i Sophie chciałyśmy jej i Natalie tylko zwrócić uwagę na ich niewłaściwe zachowanie.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Te suki kłamały w żywe oczy. Miałam ochotę przypieprzyć teraz wszystkim trzem: Isabelle i Sophie za te perfidne kłamstwa, a tej suce Lunie za sprowadzenie nauczycielki. Patrząc na minę Natalie widziałam, że popiera mój tok myślenia.
-Klaso czy to prawda?- zapytała pani Osheroff.
 -One kłamią proszę pani- powiedziałam starając się bronić.
-Nie ciebie pytałam panno Brunke!- krzyknęła nauczycielka.
-Klaso, zadałam pytanie.
-Isabelle mówi prawdę proszę pani- powiedziała jakaś dziewczyna. Reszta klasy pokiwała twierdząco głowami.
Tego było za wiele. Jak ta dziewczyna mogła tak powiedzieć! Przecież widziała jak było naprawdę! A reszta klasy to potwierdziła. Co to ma być do kurwa nędzy!
-Marika, Natalie do dyrektora! Ale to już!- powiedziała, a raczej krzyknęła pani Osheroff.
       Siedziałam z Natalie w gabinecie dyrektora. Pani Osheroff powiedziała mu jak wygląda sytuacja.
-Dziewczynki, możecie mi powiedzieć dlaczego pobiłyście Isabelle oraz Sophie?- zapytał oschle mężczyzna.
-My się tylko broniłyśmy proszę panna. To one zachowywały się agresywnie wobec nas i zaczęły bójkę.- powiedziałam próbując nas obronić.
-To prawda proszę panna.- zgodziła się ze mną Natalie.
-W takim razie dlaczego reszta klasy twierdzi, że było odwrotnie?
-Ponieważ oni się boja, że jeżeli nie potwierdzą wersji Isabelle to będą mieli kłopoty w szkole i z jej ojczulkiem.- powiedziała lekko zdenerwowana Natalie.
-Panno Smith, proszę nie gadać takich głupot. Isabelle jest porządną dziewczyną.
-No ależ oczywiście, bo jakby inaczej.- powiedziała z kpiną Natalie- Mówi pan tak tylko dlatego, że ojciec Isabelle daje mnóstwo kasy na tą szkołę.
-Dość!- krzyknął wyraźnie zdenerwowany dyrektor- Powinienem was zawiesić w prawach ucznia. Ale ze względu, że to  wasze pierwsze przewinienie będę dla was łaskawy. W ramach kary będziecie sprzątać gumy poprzyklejane do ławek. Przez 2 tygodnie. Od dziś.
-No super. Kurwa po prostu świetnie!- krzyknęła Natalie po tym jak wyszłyśmy z gabinetu.
-Mam ochotę jeszcze raz przypieprzyć tej dziwce.- powiedziałam wkurzona całą tą sytuacją.
Nagle usłyszałam śmiech Natalie.
-Co?- spytałam zdziwiona jej nagłą poprawą nastroju.
-Nie znałam cię od tej strony Marika. Skopałaś dupę tej suce.
-Taaa ale teraz mnie strasznie  ręka boli. Ty to dopiero pokazałaś tej dziwce gdzie jej miejsce. Nie dałaś jej się nawet tknąć.
Teraz i ja zaczęłam się śmiać.
           Po zakończonych lekcjach poszłyśmy do składziku gdzie otrzymałyśmy rękawiczki, dwie skrobaczki i wiaderko. Zaczęłyśmy od Sali, w której pobiłyśmy się z tymi plastikami.
-Bleee. To jest obrzydliwe.- zaczęła narzekać Natalie- Ja tak nie wytrzymam 2 tygodnie!
-Myśl pozytywnie Natalie. Przecież przywalenie tym sukom było jedna z najlepszych rzeczy jakie robiłam.
-Tyyy. Jesteś świetna w pocieszaniu.- uśmiechnęła się Natalie.
-Mój dar.- odwzajemniłam uśmiech.
Po godzinie mogłyśmy wracać do domu. Ze względu na to, że o tej godzinie niema autobusów w stronę naszych domów, przyjechał po nas wujek Natalie. Był bardzo miłym i zabawnym 40-latkiem. Gdy zatrzymaliśmy się pod moim domem, pożegnałam się z Natalie oraz Jeremy’m. Przez chwilę stałam bojąc się ruszyć. Tata i Lucas już zapewne wrócili. Weszłam do domu i od razu skierowałam się do salonu, w którym siedział tata.
-Marika gdzie ty byłaś? Martwiłem się o ciebie.- powiedział ojciec podnosząc się z sofy.
-Przepraszam tato. Musiałamodbyćkarę.- powiedziałam na jednym wdechu- Idę zrobić obiad.- powiedziałam chcąc ruszyć w stronę kuchni.
-Co musiałaś zrobić?
-Odbyćkarę.
-Marika mów wyraźnie.
-Musiałam odbyć karę!
-Co?!? Marika coś ty zrobiła? Przecież to dopiero twój drugi dzień w szkole!
-Ale to nie moja wina! To ta suka się na mnie rzuciła.
-Słucham?!?
-Taka Isabelle się mnie czepiała, a potem zaczęła mnie ciągać za włosy! No i ja się broniłam! Ale nikt nie chciał mi uwierzyć, że to jej wina! Więc przez 2 tygodnie muszę zostawać po lekcjach i sprzątać gumy!- powiedziałam podniesionym głosem.
-Marika! Masz szlaban na dwa tygodnie! Zero telewizji i komputera!
-Ale czemu ?!? Przecież ci mówię, że się tylko broniłam!
-Zawsze mogłaś załatwić sprawę w pokojowy sposób!
-Ale…
-Żadnego ale! Masz szlaban!
Byłam wściekła. Poszłam do swojego pokoju i opadłam na łóżko. Przycisnęłam poduszkę do twarzy i wydałam z siebie krzyk frustracji. Kurwa! Przecież to nie moja wina! Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i wzięłam długi relaksujący prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i weszłam do garderoby. Ubrałam się w wygodny dres i białą koszulkę, a włosy związałam w niechlujnego koka. Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam, że niema w nim laptopa. Ojciec musiał go wziąć. Sprawdziłam telefon. Miałam 2 nieodebrane połączenia od Natalie oraz sms’a również od niej z prośba o oddzwonienie. Od razu wybrałam numer Natalie i zadzwoniłam do niej. Od razu odebrała.
-Hej Natalie!
-Marika to straszne.
-Co się stało?
-Mam szlaban na dwa tygodnie!
-To jesteśmy dwie.
-Ty też?
-Niestety.
-Nie rozumiem przecież to niemy zaczęłyśmy! I jeszcze William się pyta za co mam ten szlaban.
-Ja też nie rozumiem, a William się dowie pewnie w szkole.
-Pewnie co i tak.
-Ughhh.
-Dobra muszę kończyć, papa.
-Papatki.
Rozłączyłam się. Z braku zajęć postanowiłam wziąć się za pracę domową z historii. Po 30 minutach poczułam się zmęczona. Wzięłam Bazylka, który cały czas leżał mi na kolanach i położyłam go na jego posłanie. Rozczesałam włosy i ubrałam się w piżamę. Położyłam się do łóżka i szczelnie opatuliłam się cieplutką kołdrą. Zasnęłam niemal natychmiast.
____________________________________________________________________________
                                                                 Yo!
Jest już 3 rozdział! Dziękujemy za komentarz od Mery Popynss! Gdy go przeczytałyśmy miałyśmy wielki zaciesz :)



Natalie_Alice
xoxo

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 2

 Stałyśmy z Natalie pod salą nr. 46-gdzie miała się odbyć nasza ostatnia lekcja-i rozmawiałyśmy o różnych błahych sprawach. Przez cały dzień miałam wrażenie jakby ktoś na mnie patrzył. Na początku myślałam, że mi się tylko wydaje lecz kilka razy przyłapałam na gorącym uczynku przystojnego chłopaka o blond włosach. On nawet się z tym nie ukrywał. Gdy nasze spojrzenia się spotykały, posyłał w moja stronę uśmiech lub puszczał oczko. Gdzie byśmy nie poszły on zawsze tam był w pobliżu wraz ze swoimi kolegami, otoczony wianuszkiem dziewczyn. Zaczęło mnie to naprawdę irytować.       
-Natalie, co to za koleś?- wskazałam na chłopaka, który znów zaczął mnie obczajać.
-Aż wstyd się przyznać, ale to mój brat.- powiedziała mało entuzjastycznie Natalie. W tym momencie chłopak uśmiechnął się do mnie zalotnie. Powiedział coś swojemu koledze po czym oboje wybuchnęli śmiechem.
-Naprawdę? Więc mogłabyś mu powiedzieć, aby się przestał na mnie gapić.- powiedziałam lekko podenerwowana zachowaniem osobnika, który był bratem Natalie.
-Nawet jeśli mu powiem to mnie nie posłucha, a ty powinnaś się trzymać od niego z daleka. Mój to kobieciarz to smutne, ale prawdziwe.- narzekała Natalie- Już tyle razy mu mówiłam, że zachowuje się jak gnojek, ale on ma to gdzieś. Nic do niego nie dociera. Myśli, że jak jest w drużynie football’owej to mu wszystko wolno! To jest denerwujące!
-Spokojnie nie mam zamiaru się do niego zbliżać.- uspokoiłam przyjaciółkę- On nie jest w moim typie, a poza tym zachowuje się jak idiota.
-Ty masz to szczęście, że z nim nie mieszkasz.
-I tu masz rację.
       Po zakończonych lekcjach ruszyłyśmy w stronę przystanku autobusowego. Gdy mijałyśmy szkolny parking zobaczyłam Williama- bo tak się nazywał brat Natalie- wsiadającego na motor.
-Dlaczego twój brat jeździ motorem,  a ty musisz jeździć autobusem?- zapytałam nie kryjąc zdziwienia.
-Ponieważ jak już ci wcześniej wspominałam mój kochany braciszek jest idiotą i nie ma zamiaru mnie wozić.
        Pożegnałam się  z Natalie i poszłam w stronę domu. Gdy już byłam pod drzwiami wyjęłam kluczę z torby i weszłam do środka. Ojca i Lucasa nie było jeszcze w domu. Położyłam torbę na sofę i poszłam do kuchni. Odkąd nie ma z nami mamy to na mnie spadł obowiązek przygotowywania obiadu. Dziś postanowiłam, że ugotuję kurczaka ze szpinakiem. Po 40 minutach danie było gotowe. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wyszłam na korytarz, przywitałam tatę i uściskałam Lucasa. Gdy usiedliśmy przy stole musiałam odpowiedzieć na szereg pytań dotyczących szkoły. Gdy obiad się skończył posprzątałam ze stołu i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam laptopa na kolana i zalogowałam się na Facebook’a. Miałam sporo zaproszeń do znajomych wśród nich było zaproszenie od Williama. Mimo jego zachowania w szkole i ostrzeżeń od Natalie postanowiłam je zaakceptować. Chwilę po tym napisał do mnie.
William:
‘’Hej śliczna ;)’’
Nie wiedzieć  czemu mu odpisałam.
Marika:
‘’Hej’’
William:
‘’Widziałem cię w szkole. Wygląda na to, że zaprzyjaźniłaś się z moją siostrą.’’
Marika:
‘’Tak. Natalie jest strasznie wesołą osobą.’’
William:
‘’Taaa ma dużo energii, ale jest upierdliwa -,-‘’
Marika:
‘’To samo słyszałam od niej na twój temat.’’
William:
‘’Ooo już mnie oczernia ;( nie jestem taki zły.’’
Marika:
‘’W szkole odniosłam inne wrażenie.’’
William:
‘’Przepraszam za moje zachowanie tego dnia, ale nie mogłem oderwać od ciebie wzroku. Byłaś niczym anioł ;)’’                       
Zarumieniłam się. Brawo Marika zaczyna ci się podobać chłopak, który pewnie cie wykorzysta, a potem zostawi- skarciłam się w myślach. Ale on przecież nie może być taki zły. Każdemu należy się szansa. Z ta myślą odpisałam Williamowi.
Marika:
‘’Wcale nie byłam niczym anioł.’’   
William:
‘’Dla mnie byłaś, pogadamy jutro w szkole?’’
Marika:
‘’Pewnie’’
William:
‘’Świetnie. Do zobaczenia jutro ;)’’         
Marika:       
‘’Papatki :)’’                                            
Wylogowałam się. Coś ty zrobiła Marika. Przecież on cie skrzywdzi. Będziesz żałować, że nie posłuchałaś Natalie- biłam się z myślami- ale on wydaje się być miły. W szkole zachowywał się jak idiota, lecz pewnie chciał się tylko popisać przed kolegami. Zaraz. Po co ja go usprawiedliwiam?!? Głowa mnie bolała od natłoku myśli. Włączyłam muzykę na laptopie i postawiłam go na Szawle nocną. Zaczęłam odrabiać lekcje.
       Obudziłam się cała obolała, bo jak się okazało prace domowe były tak fascynujące,  że zasnęłam przy biurku. Rozciągnęłam się, wzięłam prysznic i ubrałam się w różowe rurki i szara bluzę. Sprawdziłam telefon i zobaczyłam, że mam 2 nieodebrane połączenia od Natalie. Ciekawe czego chciała.- pomyślałam i spojrzałam na godzinę, 756. Wybiegłam jak poparzona z domu. Jakimś cudem udało mi się zdążyć na autobus. Byłam wściekła na ojca, że mnie nie obudził. Ku mojemu zdziwieniu Natalie nie było w autobusie. Wysłałam jej sms’a z zapytaniem gdzie jest. Po chwili otrzymałam odpowiedz.
               Od Natalie:
‘’Jestem już w szkole. Stało się coś dziwnego O.o, pogadamy w szkole.’’
         Weszłam do szkoły i skierowałam się w stronę szafek z zamiarem wzięcia książek od historii. Niestety dzięki mojemu szczęściu szafka nie chciała się otworzyć. Dopiero po kilku uderzeniach i szarpnięciach drzwiczki ustąpiły. Wzięłam książki i zamknęłam szafkę. Obróciłam się  i podskoczyłam zaskoczona obecnością Natalie tuż obok mnie.
-Natalie, przestraszyłaś mnie!
-Oj przepraszam, ale to nie jest ważne.
-Co się stało i dlaczego nie było cie w autobusie?
-Oto właśnie chodzi. Mój brat się dziwnie dzisiaj zachowuje. Zrobił śniadanie, podwiózł mnie do szkoły i dał pieniądze na lunch.
Byłam lekko zaskoczona tym co mówi moja przyjaciółka. Jednocześnie nie opuszczała mnie radość spowodowana zachowaniem Williama. Wiedziałam, że on nie jest taki zły! Założę się, że jak go bliżej poznam będę mile zaskoczona co do charakteru chłopaka. Ruszyłyśmy w stronę sali, w której miała się odbyć nasza pierwsza lekcja nie przestając rozmawiać o nagłej zmianie zachowania Williama. Gdy nadeszła pora na lunch, poszłyśmy na stołówkę. W drodze do naszego punktu docelowego natknęłyśmy się na trzy tapeciary. Spojrzały na mnie z wyższością i przechodząc obok nas jedna z nich szturchnęła mnie w ramię. Byłam zniesmaczona ich zachowaniem. One kurwa myślą, że kim niby są?!?
-Właśnie miałaś okazję spotkać szkolne ‘’piękności’’.- powiedziała Natalie robiąc cudzysłów w powietrzu- Nie mam pojęcia co faceci w nich widzą.
-Uwierz mi, że ja też nie wiem. Szczerze to najchętniej bym zrobiła coś tej plastikowej laluni.
-Moja bratnia duszo!- krzyknęła Natalie i mnie przytuliła- nawet nie wiesz ile czasu czekałam, aż ktoś podzieli moje zdanie na ten temat!
Wybuchnęłyśmy śmiechem tym samym zwracając na siei uwagę innych uczniów. Weszłyśmy do stołówki i zajęłyśmy stolik w kacie pomieszczenia. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym oraz zajadałyśmy się kanapkami. W pewnym momencie do naszego stolika podszedł William.
-Hej siostrzyczko. Cześć Marika- przywitał się z nami
-Czego chcesz?- zapytała oschle Natalie
-Nie rozumiem o co ci chodzi siostrzyczko.
-William za dobrze cie znam! Od rana jesteś zbyt miły dla mnie. Co ty knujesz?
-Ranisz mnie.- powiedział z miną zbitego psiaka William- ja tylko staram się być miły. Mariś czy ja jestem taki zły?
-Nie wiem William- powiedziałam rumieniąc się- Nie znam cie za dobrze.
-W takim razie czas to zmienić! Czy zgodziłabyś się spotkać ze mną jutro o 1800 w pobliskiej kawiarni, droga Mariko?
-Tak, brzmi nieźle- odpowiedziałam schylając głowę by zasłonić rumieńce.
-Więc widzimy się jutro- powiedział William i ruszył w stronę swoich kolegów.
-Co to kurwa miało być?- zapytała zdenerwowana Natalie.
-Nie rozumiem o co ci chodzi.
-Marika przecież mówiłam ci, że mój brat to babiarz. Kurwa, teraz wiem dlaczego był taki milutki.
-Daj spokój Natalie. Postanowiłam dać mu szanse.
-Będziesz tego żałować.
-Możemy zakończyć ten temat.- poprosiłam, Natalie skinęła tylko głową.
          Zadzwonił dzwonek. Weszłyśmy do Sali, w której za chwilę miała się odbyć godzina wychowawcza. Na moje szczęście nasza wychowawczyni jest również nauczycielką angielskiego, więc przedstawianie się nowej klasie mam za sobą. Usiadłyśmy na swoich miejscach. Chwilę potem pani Osheroff weszła do Sali. Już chciała coś powiedzieć, gdy nagle do sali wszedł dyrektor i poprosił ją do siebie. Pani Osheroff poprosiła abyśmy zachowali się przyzwoicie i nie hałasowali. Razem z Natalie zaczęłyśmy rozmawiać o moim jutrzejszym spotkaniu z William’em (tak udało mi się ją do tego przekonać). Nagle ktoś mnie szarpną za ramię powodując, że prawie upadłam.
-Co jest kurwa?- wysyczałam w stronę Isabelle- jednej ze szkolnych ‘’piękności’’.
-Odpieprz się od Williama- powiedziała swoim cholernie irytującym i sztucznym głosem.
-A to niby czemu Barbie?
-Bo on jest mój!
-Weź się zamknij Isabelle i spieprzaj stąd.- powiedziała jadowicie Natalie.
-Nie wtrącaj się Smith. To nie twoja sprawa.- powiedziała druga suka o imieniu Sophie.
-Jak nie moja sprawa?!? To jest do jasnej cholery mój brat pizdo!
W tej chwili Isabelle chwyciła mnie za włosy i je pociągnęła. Nie pozostając jej dłużna zrobiłam to samo. Sophie poszła w ślady Isabelle i rzuciła się na Natalie. Lecz nie zdążyła jej nawet tknąć, ponieważ moja przyjaciółka Nielubi się cackać i od razu przywaliła jej pięścią w jej paskudną mordę. Sophie upadła na ziemie i pokazała, że się poddaje. Luna- trzecia Barbie- wybiegła z sali. Nie za bardzo mnie obchodziło po co. Dalej szarpałyśmy się z Isabelle. Suka wbiła mi swoje pazury w ramię! Miałam jej po prostu dość. Pchnęłam ją powodując, że upadła. Niestety przez to, że mnie trzymała upadłam razem z nią z tą różnicą, że ja byłam na górze. Będąc już niezwykle zdenerwowaną, przywaliłam jej pięścią w nos. Nie byłam jakąś  furiatką, więc po tym ciosie zeszłam z niej i przybiłyśmy sobie piątkę z Natalie. Zauważyłam, że swoją bójką zwróciłyśmy na siebie uwagę całej klasy. Nagle drzwi się otworzyły, a do sali weszła Luna z panią Osheroff.

_______________________________________________________________________________

Na poprawę humoru Justinek od Natalie.
Natalie_Alice
xoxo


środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 1




Obudziły mnie jakieś szmery. Leniwie zeszłam z łóżka i szurając nogami ruszyłam w stronę źródła hałasu, którym była szafa. Delikatnie uchyliłam drzwiczki mebla i zajrzałam do środka. Na stercie poskładanych ubrań siedział Bazyl, mój kilkumiesięczny biały kotek. Wzięłam go na ręce i przeniosłam na łóżko. Sprawdziłam godzinę na telefonie. Była 5:20. Czując, że już nie zasnę, postanowiłam przygotować się na mój pierwszy dzień w nowej szkole. Poszłam wziąć prysznic, ubrałam się w moje ulubione dżinsy i wygodną bluzę.


 Gdy skończyłam makijaż, zeszłam do kuchni, w której zobaczyłam półprzytomnego ojca.
    - Dzień doby tato - przywitałam się.
    - Dzień dobry Marika - odpowiedział zaspanym głosem mój ojciec. - Znów miałaś problemy ze snem?
    - Nie.Tym razem to wina Bazyla. Nie mam pojęcia jak on wlazł do tej szafy, ale strasznie hałasował.
    - Mówiłem ci, że z tym kotem jest coś nie tak.
    - Wiem! Może on ma jakieś super umiejętności albo jest takim szpiegiem jak z filmu "Psy i koty" - powiedziałam wyciągając jogurt z lodówki.
    - Może oglądasz za dużo filmów?
    - Wcale nie!  
    - Naprawdę? Dwa dni temu znalazłem cię śpiącą na sofie przed telewizorem. Byłaś cała w popcornie i...
    - Dość! Dobra, może i oglądam trochę za dużo filmów. Wygrałeś! - mówiąc to wyrzuciłam pojemnik po jogurcie i wróciłam do pokoju.
    Położyłam się na łóżko i założyłam słuchawki na uszy, chwilę potem rozbrzmiały w nich pierwsze nuty piosenki One Direction - "You and I". Zamknęłam oczy i niemalże w tej samej chwili w mojej głowie pojawił się obraz zdarzenia sprzed tygodnia. Miałam wrażenie, jakby znów ktoś przykładał mi nóż do gardła. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Teraz w głowie rozbrzmiał mi ten seksowny głos mego wybawcy. Mogłabym się nim delektować godzinami. Niestety mój kot był innego zdania i postanowił pogryźć kabel od słuchawek, tym samym przerywając moje rozmyślania. Usiadłam i zdjęłam już nienadające się do użytku słuchawki. Spojrzałam na Bazyla. Ten bezczelny, lecz słodki kotek gapił się na mnie, wyraźnie zadowolony ze zniszczenia kolejnego sprzętu (tak, kolejnego). Wzięłam go na ręce i przysunęłam do swojej twarzy.
    - Bazyl, koteczku, jesteś najbardziej wkurwiającym, a zarazem najsłodszym stworzeniem jakie kiedykolwiek widziałam.
    Odłożyłam go z powrotem na łóżko. Zeszłam do salonu i zobaczyłam mojego ośmioletniego brata Lucasa. Siedział na sofie z miską płatków na kolanach i oglądał kreskówki.
    - Posiłki spożywamy w kuchni głupku.
    - Wieeeeeeem, ale teraz leci w TV moja ulubiona bajka.
    - Dobra,ale to ostatni raz.
    W tej samej chwili do pokoju wszedł tata. Był ubrany w garnitur, w którym chodzi do pracy.
    - Lucas, wyłącz telewizor. Pora do szkoły.
    - Ale się jeszcze nie skończyło - powiedział błagalnym tonem Lucas.
    - Obejrzysz powtórkę wieczorem.
    - Dooooooobra - powiedział Lucas i ruszył w stronę wyjścia.
    - Marika. Ty też powinnaś już wychodzić, zaraz się spóźnisz na autobus.
    - Dobrze, tato. Pa - pożegnałam się i wyszłam z domu od razu kierując się w stronę przystanku.
    Szłam jakieś 20 minut. Gdy byłam już niedaleko zobaczyłam, że autobus już podjeżdża pod przystanek. Zaczęłam biec. "Ufff, zdążyłam" - pomyślałam wchodząc do środka. Ledwo zrobiłam dwa kroki i potknęłam się o czyjąś torbę.
    - Przepraszam - powiedziałam do właścicielki torby.
    - Spoko - odparła z uśmiechem na twarzy. - Jestem Natalie.
    - Marika.
    - Siadaj - poklepała miejsce obok siebie. - To ty jesteś z tej rodziny co się tu niedawno przeprowadziła?
    - Tak.
    - Skąd jesteś?
    - Z Polski, konkretniej z Białegostoku.
    - Do której szkoły będziesz chodzić?
    - Dziś będzie mój pierwszy dzień w John Marshall High School.
    - To świetnie! Właśnie do tego liceum uczęszczam! - powiedziała trochę za głośno Natalie.
    Przez całą jazdę autobusem rozmawiałam z nową znajomą. Nie mogłam pojąć skąd w niej tyle pozytywnej energii. Bardzo ją polubiłam. W końcu autobus się zatrzymał. Wysiadłyśmy i ruszyłyśmy w stronę liceum.
    - Natalie, muszę iść do sekretariatu po plan lekcji, a nie wiem gdzie to jest...
    - Zaprowadzę cię.
    - Dzięki.
    Po przebyciu niedługiej drogi doszłyśmy do sekretariatu.
    - Ja tu poczekam - powiedziała Natalie.
    - Okej.
    Zapukałam do drzwi i gdy usłyszałam, że mogę wejść, otworzyłam je i weszłam do pomieszczenia. Przedstawiłam się. Od starszej kobiety z okularami na nosie otrzymałam plan lekcji i listę kół zainteresowań na które będę mogła uczęszczać. Podziękowałam i wyszłam. Gdy tylko zamknęłam drzwi, usłyszałam Natalie.
    - Pokaż mi swój plan lekcji.
    Podałam jej kartkę z moim planem lekcji.
    - Mamy razem większość lekcji - powiedziała z radością Natalie. - Chodź, teraz mamy historię.
    Poszłyśmy w stronę sali w której odbywały się zajęcia. W międzyczasie Natalie mówiła mi, gdzie co się znajduje. "Skąd do jasnej cholery tyle w niej radości?!" - pomyślałam patrząc na moją nową przyjaciółkę.

________________________________________________________________________________

Eloszki ^.^
Jest już pierwszy rozdział yuuupi xD. Jesteśmy ciekawe czy wam się spodobały nasze wypociny.


Natalie_Alice
xoxo

Prolog


Był już późny wieczór. Szłam ciemnymi ulicami Los Angeles i rozmyślałam o jutrzejszym dniu. Miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Oglądałam się nerwowo za siebie, jednak nikogo nie mogłam zauważyć. Przyśpieszyłam. Nagle poczułam zimną stal na mojej szyi.
    - Bądź cicho, a nic ci się nie stanie - usłyszałam głos napastnika.
Spanikowałam. Nogi się pode mną ugięły. Napastnik zażądał ode mnie pieniędzy i telefonu. I wtedy poczułam, że ktoś odciąga bandytę do tyłu. Mój wybawca okazał się być chłopakiem w kapturze. Uderzył napastnika pięścią w twarz, a następnie w brzuch.
    - Spieprzaj, albo ci wpierdolę!
    Bandyta odszedł, trzymając się za brzuch i klnąc pod nosem. Chłopak w kapturze spojrzał w moją stronę.
    - Wszystko w porządku? - zapytał swoim seksownym głosem.
    - T-tak - odpowiedziałam, chociaż nie byłam do końca pewna.
    - Nie powinnaś chodzić tak późno po tej dzielnicy - ostrzegł mnie. - Jakiś nieprzyjemny typ mógłby ci zrobić krzywdę.
    - Dzięki za pomoc.
    - Nie ma sprawy.
    - Jestem Marika - powiedziałam cicho
    - Ładne imię - rzucił komplement i chwilę później zniknął w ciemnym zaułku.
    Jeszcze jakiś czas stałam, nie mogąc się ruszyć. Byłam przerażona tym co się stało, a jednocześnie w mojej głowie wciąż słyszałam nieziemski głos nieznajomego.

__________________________________________________________________________________
 Witajcie na naszym pierwszym blogu!
Mamy nadzieje, że prolog wam się spodobał.^.^ Czekamy na wasze komentarze zarówno te pozytywne jak i negatywne. ;3


Natalie_Alice
xoxo