poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 9

~Marika~

Zaraz po tym jak nasi drodzy panowie opuścili mój dom, rozsiadłam się na sofie i spojrzałam na Natalie. Dziewczyna była trochę zdezorientowana nagłym wyjściem chłopaków, podczas gdy mnie to w tym momencie najmniej obchodziło.
- No więc, słucham. - odezwałam się, przerywając niezręczną ciszę.
- He?
- Co jest między tobą a Peterem?
- Tak właściwie to nie wiem.
- To znaczy?
- To znaczy, że nie wiem.
- Kpisz sobie ze mnie?
- Nie śmiem.
- Skoro nie wiesz, co jest między wami, to czemu się z nim całowałaś?
- Tak wyszło.
- Jak to, tak wyszło?
- Normalnie.
- Jak to, normalnie?
- Lubisz zadawać głupie pytania, tak?
- Lubisz wymijająco odpowiadać na moje pytania, tak?
- To przesłuchanie?
- Owszem, a teraz odpowiadaj.
- Ależ pani detektyw! Ja już odpowiedziałam na pani pytania!
- Zaraz oberwiesz.
- Też cię kocham.
Ta "rozmowa" zaczęła mnie denerwować, więc stwierdziłam, iż ponowię ją jutro. Było już po 23 i zarówno ja jak i Natalie zrobiłyśmy się zmęczone. Posprzątałyśmy cały bałagan w salonie i poszłyśmy spać.

~~~

Leżałam sobie w moim mięciutkim, cieplutkim łóżeczku wraz z Bazylem licząc, że upierdliwy ktoś, w końcu przestanie walić w te cholerne drzwi o 7 rano. Niestety pukanie było coraz głośniejsze i nie do zniesienia.
- Marika, weź otwórz. - powiedziała zaspanym głosem Natalie, która leżała na materacu obok mego łóżka. Westchnęłam, zrzuciłam z siebie kołdrę i podniosłam się do pozycji siedzącej. Na bose stopy założyłam kapcie i powolnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Ten ktoś, walił w te drzwi coraz mocniej, przecież mógł użyć dzwonka! Otworzyłam, w końcu, te głupie drzwi i ku mojemu zdziwieniu za nimi stał mój ojciec!
- No nareszcie. - mrukną i wszedł do środka. Chwila, moment, przecież on był na jakiejś delegacji i miał wrócić dopiero za dwa dni! I czemu se drzwi nie otworzył skoro miał klucze!
- Tato, czemu wróciłeś tak wcześnie i gdzie masz klucze do domu? - spytałam.
- Mam kilka spraw do załatwienia i musiałem wracać, a klucze zostawiłem w biurze. - powiedział wyjmując z szuflady jakieś dokumenty.
- Ale przecież...
- Właśnie! Dziś przyjdą do nas goście, dwójka, masz przygotować jakąś naprawdę dobrą kolację i ubierz się ładnie i Lucasa też ubierz porządnie. Przyjadę z gośćmi o 16 do tego czasu wszystko ma być perfekcyjnie przygotowane. - oznajmił, po czym jakby nigdy nic wyszedł. Co to miało być?! Nie jestem jakąś służącą! Wzięłam pierwszą lepszą rzecz, którą miałam pod ręką - a okazał się nią wazon - i rzuciłam o ścianę. Hałas tłuczonego wazonu sprawił, że po chwili na dół zeszła Natalie z Lucasem.
- Wow, Marika co jest?
- Ojciec wrócił i jeszcze poprosił mnie, a właściwie to rozkazał mi, przygotować kolację, bo przybędą jacyś goście.
- Marika, wyluzuj! Chill out! Ja ci pomogę z tą kolacją!
- Dzięki Natalie - powiedziałam przytulając przyjaciółkę.
- Ja też pomogę! - krzykną Lucas.
- Świetnie! To może zaczniemy od sprzątnięcia wazonu, a raczej tego co z niego zostało, okey?
- Tak jest sir! - krzyknęłam i poszłam po zmiotkę. Chwilę po tym po wazonie nie było śladu, a ja wraz z moją kochaną, niezawodną Natalie w fartuszkach przeglądałyśmy książkę kucharską zastanawiałyśmy się co ugotować na kolację. Po 10 minutach kartkowania zdecydowałyśmy się na sałatkę warzywną z kurczakiem, bigos na który uparłam się z Lucasem, słodko-pikantnego indyka i pierogi.

~~~

- Kocham pierogi! - krzyknęła Natalie śmiesznie wymawiając "pierogi" co wywołało u mnie napad śmiechu. - No co?
- Nic, nic, a teraz zostaw te pierogi bo wszystkie zjesz! - Wzięłam talerz z pierogami aby moja droga Natalie nie mogła zjeść wszystkich.
- Nie! Jak mogłaś!
- Normalnie złotko, normalnie.
- Dobra, jest 13, pomóc ci się wyszykować?
- Jasne, dzięki.
Gdy już byłyśmy w moim pokoju Natalie posadziła mnie na łóżko a samo podeszła do dość dużej szafy. Zaczęła przeglądać jej zawartość co chwila komentując. W pewnym momencie przerwała, myślałam że znalazła coś co jej się spodobało ale nie. Z szafy zamiast jakiejś sukienki wyjęła Bazyla.
- Nie no, znowu. - powiedziałam podchodząc do przyjaciółki i odbierając od niej tą słodką mendę. Miałam wrażenie, że kociak śmieje się ze mnie i z mojej niewiedzy co do tego jak on tam włazi.
-Masz! Zakładaj to i jeszcze do tego te buty! No już! Ja lecę ubrać Lucasa! - Natalie rzuciła we mnie wybranymi przez siebie ubraniami i wychodząc z mego pokoju. Jej wybór padł na beżową sukienkę bez ramiączek, przepasaną czarnym paskiem z kokardą oraz czarne buty na obcasie z również czarnymi ćwiekami na pięcie.

~~~

-Dzięki za pomoc. - powiedziałam przytulając się do Natalie.
- Nie ma sprawy! Powodzenia na zapewne prze nudnej kolacji! - powiedziała blondynka po czym zamknęła za sobą drzwi. Za dwadzieścia minut powinien pojawić się ojciec se swoimi "gośćmi". Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Dom był wysprzątany, stół nakryty, pozostawało nam tylko czekać. Aby umilić sobie czas zagrałam sobie z Lucasem w jakieś wyścigi na xboxie. Oczywiście dzięki moim niebywałym zdolnością przegrywałam za każdym razem. Podczas tej rozgrywki kompletnie straciliśmy poczucie czasu. Ocknęliśmy się gdy w domu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Poderwaliśmy się z kanapy, szybko wyłączyliśmy grę i poszliśmy się przywitać. Przy drzwiach stał ojciec z jakąś kobietą i chłopakiem mniej więcej w moim wieku. Oczy wszystkich zwróciły się ku nam.
- Patrycia, Olivier, poznajcie moją córkę - Marikę oraz syna - Lucasa.
- Miło mi was poznać. - powiedziała promiennie Patrycia podając mi dłoń. Odwzajemniłam gest i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Olivier, przywitaj się. - odezwała się do swego syna Patrycia.
- Cześć. - mrukną. Uśmiechnęłam się do niego w ramach przywitania. Muszę przyznać, że wyglądał naprawdę świetnie, ubrany był w ciemne jeansy, białą koszulę, która lekko się opinała na jego umięśnionej klacie oraz eleganckie czarne buty.Jego kasztanowe włosy były w lekkim, można by rzec, artystycznym nieładzie. Natomiast jego matka wyglądała niczym gwiazda filmowa, miała na sobie długą, czerwoną sukienkę, perfekcyjnie podkreślającą jej kształty, czarne buty na wysokim obcasie, w dłoni trzymała kopertówkę. Mimo, iż wyglądała na miłą kobietę, moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że nie jest ona do końca taka za jaką można by ją uznać. W końcu nie ocenia się książki po okładce, prawda? Jak przystało na pana domu, ojciec zaprosił gości do jadalni. Patrycia pochwaliła dania, które przyrządziłam, Olivierowi widocznie też posmakowało bo policzki miał wypchane bigosem. Naprawdę się ucieszyłam, że tak mu posmakowała polska kuchnia. Sytuacja między mną, a Olim znacznie się rozluźniła i już normalnie ze sobą rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Oczywiście nie mogliśmy sobie pozwolić na zbyt wiele, bo co chwila byliśmy uciszani. Patrycia okazała się niezwykle sztywna i zachowywała się jak jakaś dama. Mój ojciec nie był lepszy ale nie zawsze taki był. Lucas był już wyraźnie znudzony tą kolacją i chciał odejść od stołu lecz ojciec go zatrzymał.
 - Lucas, siadaj.
 - Ale tato, nudzi mi się. Zjadłem już.
 - Będziesz mógł odejść od stołu za chwilę. Musimy tylko coś ogłosić.
 - Musimy? - odezwałam się. Ojciec spojrzał porozumiewawczo na Patrycię po czym obydwoje wstali. Nie podoba mi się to.
 - Drogie dzieci, - zaczęła Patrycia. - na początku może być to dla was trudne do zrozumienia ale ja oraz John od jakiegoś...
 - Jesteśmy razem. - dokończył ojciec. - Postanowiliśmy, że zamieszkamy tu wszyscy razem.
 - Słucham?! - krzyknęłam jednocześnie z Olivierem. On sobie z nas kpi?! Mama zmarła ledwie rok temu, a on już sobie panienkę znalazł i jeszcze chce żebyśmy razem zamieszkali! To jakiś żart, tak?
 - Nie odwalajcie niepotrzebnych scen. - powiedziała Patrycia aka nowa panienka ojca.
 - Wszystko jest już ustalone. Jutro przyjadą rzeczy Patryci i Oliviera. Olivier zajmie pokój obok Mariki. - dodał ojczulek. Spojrzałam na Oliego, nie był zadowolony tym co usłyszał, podobnie jak ja. Nie miałam ochoty tu być. Nie miałam ochoty patrzeć na ojca. Musiałam wyjść  tak też zrobiłam. Nie myśląc o konsekwencjach wstałam od stołu, szybko wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu. Szłam przed siebie. Nie miałam określonego celu podróży. Byle dalej.

  ___________________________________________________________________________

Yo!
Patrzcie, patrzcie, ja żyje!
Szok, co nie?
Mniejsza o to.
Oto mamy rozdział numer 9!
Swoją drogą, cholernie dawno nie było rozdziału,
ale cóż rok szkolny i egzaminy!
Od tego się nie ucieknie.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny
(jestem szczera).
Wkrótce pojawią się niewielkie zmiany.
Alice


wtorek, 14 października 2014

Rozdział 8

~Marika~
Od tego dziwnego porwania miną tydzień. Gdy tamtego dnia wróciłam do domu, na moje szczęście, ojciec i Lucas byli na meczu i nie zauważyli mojej nieobecności, w przeciwieństwie do Natalie. Zaraz po tym jak się z nią skontaktowałam i opowiedziałam historyjkę, którą wymyślił David, dostałam ochrzan. Na szczęście Natalie nie gniewała się długo i właśnie rozkładałyśmy w salonie poduszki na nasz babski wieczór, prawie. Musiałam się zająć Lucasem, ponieważ ojciec wyjechał na tydzień w jakiejś ważnej sprawie. Gdy skończyłyśmy układać poduszki ja zaczęłam rozstawiać na stoliku słodycze i napoje gazowane, natomiast Natalie poszła po filmy, które zostawiła w swojej torbie. W pewnym momencie do salonu wszedł Lucas ubrany w piżamę.
- Lucas, miałeś iść spać - powiedziałam.
- Nie idę, chcę oglądać z wami filmy - powiedział i tupną nogą. Wyglądało to naprawdę uroczo.
- Ale to babski wieczór - starałam się mu jakoś wytłumaczyć dlaczego nie będzie z nami oglądał, gdy nagle w domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Otworzę! - krzyknęła Natalie z kuchni. Chwilę później do salonu weszła moja przyjaciółka w towarzystwie Davida i Petera. Chwila, moment! Co to ma znaczyć?!
- Ha! - zawołał Lucas. - Skoro oni mogą z wami oglądać to ja też! - Peter i Natalie zachichotali rozbawieni reakcją mojego brata, ja jednak nie zwracałam na to uwagi. Całą swoją uwagę skupiłam na Davidzie. Mierzył mnie swoim chłodnym spojrzeniem. Nie było to komfortowe, więc szybko chwyciłam Natalie za rękę i ruszyłam w stronę kuchni.
- Natalie! Co oni tu robią?!
- Niespodzianka! - krzyknęła uradowana. - Zaprosiłam ich na wspólne oglądanie filmów. Fajnie, prawda?
- Nie, nie fajnie. To miał być nasz baski wieczór.
- Daj spokój, będzie fajnie!
- Ale..
- Nie ma żadnego ale.
- No dobra..
- Yeah! - krzyknęła Natalie i poszła z powrotem do salonu, a ja za nią. Nie byłam zadowolona z obecności Davida w moim domu. Po co on tu przyłaził? Mógł przecież odmówić Natalie. Co jeśli on chce się mnie pozbyć? Może się boi, że się komuś wygadam? Gdyby Natalie wiedziała o tym porwaniu. Ale nie wie i się nie dowie. Boję się myśleć co by ci goście z Davidem na czele mogliby jej zrobić.
- Jaki film najpierw oglądamy? - spytała Natalie wyrywając mnie tym z rozmyślań.
- Może " Szybcy i wściekli 5" ? - zaproponował Peter.
- Yeah! - krzyknęli Natalie i Lucas zgadzając się na film.


~.~.~.~.~.~.~.~

Po godzinie oglądania filmu Lucas zasną na moim ramieniu. Chciałam go obudzisz i powiedzieć, żeby poszedł spać, ale David mi w tym przeszkodził.
- Zostaw, ja go zaniosę - powiedział, a ja skinęłam głową na znak zgody. Nie wiem czemu to zrobiłam, on był niebezpieczny. Może to przez to, że w przeciwieństwie do reszty, ten fil strasznie mnie znudził? David wstał i wziął Lucasa na ręce. Natalie i Peter byli tak zapatrzeni w ekran telewizora, że nie zwrócili na nas najmniejszej uwagi. Wstałam i poprowadziłam Davida do pokoju mojego brata. Gdy już w nim byliśmy, David ostrożnie położył Lucasa do łóżka i go przykrył kocem. Wyglądało to naprawdę uroczo, przez chwilę nawet mogłabym pomyśleć, że to zwykły uczuciowy chłopak, a nie seksowny kryminalista. Moment, czy ja pomyślałam seksowny? Cóż, nie mogę zaprzeczyć, iż jest on świetnie zbudowany i niewątpliwie cudownie byłoby go przytulić, a w jego oczy można się gapić godzinami...
- Długo masz tak zamiar stać i się na mnie gapić? - spytał z łobuzerskim uśmiechem na twarzy David, a ja podskoczyłam zaskoczona. Kiedy on znalazł się tak blisko mnie?! Ja jak głupia gapiłam się na niego przez ten cały czas! Czując, że moje policzki robią się czerwone, czym prędzej odwróciłam się tyłem do niego i wyszłam na korytarz. Ledwie zrobiłam kilka kroków w stronę schodów, gdy nagle David chwycił mnie za ramię i pchną na ścianę. Syknęłam z bólu, a on złapał mnie za nadgarstki i ulokował je po obu stronach mojej głowy. Serce biło mi nienaturalnie szybko. Czułam na sobie jego oddech, był zdecydowanie za blisko.
- Mariś, czyżby w twojej małej niewinnej główce pojawiły się nieczyste myśli wobec mojej osoby? - spytał lekko zachrypniętym głosem. Moje policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone niż były wcześniej. David widząc ja działają na mnie jego słowa zaśmiał się. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku ale na marne.
 - Nie tak szybko kruszyno - odezwał się David. - Mam nadzieję, że byłaś dobrą dziewczynką i tamten incydent został między nami. Czy tak jest? - Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa, więc tylko skinęłam głową. W tym momencie naprawdę się wystraszyłam, a on tylko się uśmiechną się zwycięsko, puścił mnie i skierował się w stronę schodów. Ja po chwili zrobiłam to samo. Moje serce wciąż biło nienaturalnie szybko, a oddech był przyśpieszony. Gdy weszliśmy do salonu, obydwoje stanęliśmy zszokowani sytuacją, która miała miejsce. Peter całował się z Natalie. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Peter wydawał się być naprawdę dobrym chłopakiem.

~David~

 Stałem tam i patrzyłem się jak mój przyjaciel liże się z Natalie. Serio? Musiał to robić akurat w naszej obecności? Spojrzałem na Marikę, a ona szczerzyła się jak idiotka. Westchnąłem.
- Możecie się wymieniać śliną gdzie indziej? - powiedziałem poirytowany, a oczy wszystkich zwróciły się na mnie. Blondi się zarumieniła, a Marika patrzyła się na mnie z wyrzutem. Hello, ja tylko przerwałem tą żenującą scenę. Powinna mi być za to wdzięczna. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Nie zwracając na nikogo uwagi wyszedłem z salonu i odebrałem.
- Szefie, mamy problem - odezwał się głos w słuchawce. Świetnie, jeszcze tego brakowało.
- Co jest?
- Mamy szpiega. - No kurwa, żaden skurwiel nie będzie tak ze mną pogrywał! Dowiem się kto był na tyle głupi, aby bawić się w Bonda. Rozłączyłem się i wszedłem do salonu.
- Peter musimy iść.
- Czemu? - spytała Natalie.
- Jest późno, nie będziemy się narzucać - skłamałem i posłałem Peterowi porozumiewawcze spojrzenie.
- Ale możecie przecież tu spać, prawda Marika?
- David ma rację Natalie, musimy już jechać. Dobranoc - powiedział i dał jej buziaka w policzek. Jakież to było słodkie, a fe! Szybko pożegnaliśmy się jeszcze z Mariką, po czym wyszliśmy i wsiedliśmy do samochodu.
- Co jest? - spytał od razu Peter.
- Jakiś skurwiel nas szpieguje.
~.~.~.~.~.~
Yo!
Na początek przepraszam, że tak długo nie było rozdziału i że ten jest taki krótki.
Szczerze bałam się, że nie zdążę go napisać, ale udało się!
Yeah!
Mam nadzieję, że się podobał i że koś to jeszcze czyta.
 Zachęcam też do komentowania!
Każdy komentarz sprawia, że na mojej mordce ( i na twarzyczce Natalie) pojawia się uśmiech.
Do następnego!
Alice

P.S. Teraz mogą komentować również anonimki ;) 

niedziela, 12 października 2014

Uwaga!


Hejka!

Jest sprawa! :)
Wiem że zawaliłyśmy ;( ale nie będziemy się tłumaczyć szkoła i wgl (no mamy sporo nauki bo to 3 gim.. i wgl zagmatwanie xD) nooo wiec NA PEWNO 8 rozdział się pojawi we wtorek (15 października) jakby jakieś pytania to założyłyśmy ask'a ask.fm/Natalie_Alice Kiiiiiiski :*****
 Do zobaczyska! ^^
Natalie xx

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 7

Ważna notka pod rozdziałem!!!!!!!!



Modliłam się aby osoba za Paulem mi pomogła. Niestety Bóg wydawał się nie słyszeć moich modlitw. Gdy ta osoba była podeszła bliżej okazało się, iż jest to po prostu schlany imprezowicz. Ten koleś ledwo trzymał się na nogach! Nagle poczułam jak uderza we mnie fala zimnego powietrza. Przeszły mnie deszcze. Blondyn niósł mnie jeszcze kawałek po czym się zatrzymał. Po chwili usłyszałam dźwięk otwierania bagażnika do którego chwilę później zostałam wrzucona. Dzięki mojemu "szczęściu" wpadając do bagażnika uderzyłam głową w skrzynkę z narzędziami, która znajdowała się w środku. Straciłam przytomność.


Obudziłam się z potwornym bólem z tyłu głowy. Automatycznie chciałam się chwycić za bolące miejsce lecz coś mi to skutecznie uniemożliwiało. Otworzyłam oczy, byłam przywiązana do krzesła.Od razu ogarną mnie strach i dezorientacja. Znajdowałam się w małym, obskurnym pokoju. Ściany były szare, a w niektórych miejscach było widać dziury. Po mojej prawej stronie znajdowało się jedyne w tym pokoju okno. Już chciałam wołać o pomoc ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak postaram się wymyślić jakiś pomysł dzięki któremu się stąd wydostanę. Jeszcze raz rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie było w nim nic oprócz tego pieprzonego krzesła! A do tego jedynym źródłem światła było to małe okno... właśnie! Okno! W miarę możliwości starałam się przysunąć na krześle do okna. Muszę przyznać, że szło mi to całkiem nieźle. Już po paru chwilach znalazłam się przy oknie. Wyjrzałam przez nie. Pokój znajdował się na pierwszym piętrze ale na moje szczęście tuż obok niego rosło drzewo po którym mogłabym spokojnie zejść. Zadowolona z takiego obrotu sytuacji zaczęłam się szarpać chcąc się uwolnić ze sznurów,którymi byłam przywiązana do krzesła. Nagle drzwi się otworzyły a do środka wszedł Paul i blondyn! O cholera...
-Hej Mike zobacz kto się obudził! - powiedział Paul z tym swoim uśmiechem na mordce.
-Przecież widzę kretynie - powiedział blondyn i podszedł do mnie. - Co ty kombinujesz, hmmm? Z tego co pamiętam krzesło stało na środku pokoju a nie przy oknie. - powiedział szorstko. Ten facet był straszny. Bałam się jak nigdy. Takie sceny oglądałam w filmach i nigdy bym nie pomyślała, że to może mnie spotkać!
- Gdzie są nasze pieniądze? -spytał Mike. Patrzyłam na niego jak na idiotę. O czym on mówi?
-Jakie pieniądze?
-Nie udawaj głupiej! - krzykną groźnie. - Gdzie jest nasza kasa za dragi?
-Słucham?! Ja nie biorę żadnych narkotyków! - krzyknęłam. Szybko tego pożałowałam, ponieważ Mike przywalił mi w twarz. Łzy cisnęły mi się do oczu. To jakaś pieprzona pomyłka!
-Pytam jeszcze raz. Gdzie nasza kasa? - Nic nie mówiłam. Bałam się.
-Mike... - powiedział Paul lecz blondyn zdawał się go nie słyszeć. - Mike!
-Co?! -rykną blondyn.
-Czy tamta dziewczyna która jest nam winna kasę nie jest przypadkiem blondyną? - Mike'owi źrenice momentalnie się powiększyły. Patrzył się na mnie.... z lekkim przerażeniem w oczach.
-O kurwa - wyszeptał Mike. - Ona ma brązowa włosy! Kurwa, pomyliliśmy się!
-Zauważyłem kretynie! Co teraz? Szef zaraz ty będzie! - krzyczał Paul. Patrzyłam się na nich jak na wariatów. Nagle z twardych gangsterów zmienili się w przerażone dzieci.Było to dość zabawne. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
-Szefie! - krzyknęli jednocześnie Mike i Paul. Spojrzałam na osobę która przed chwilą tu weszła. Zatkało mnie, przecież to... David!


*David*


Już na korytarzu prowadzącym do pokoju, w którym znajdowali się Mike i Paul było słychać ich krzyki. Wkurwiało mnie to tym bardziej, iż po wczorajszym wypadzie do klubu miałem kaca. Teraz powinien być ze mną Peter ale on razem z tą swoją przyjaciółką, hmmm jak jej tam... Natalie szukają Mariki. Według mnie jest to kompletnie bez sensu. Pewnie zasnęła na jakiejś ławce albo wróciła wcześniej do domu. Gdy byłem już przy drzwiach krzyki stały się nie do zniesienia, w wyniku czego dość mocno nacisnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Mike i Paul krzyknęli "Szefie!" . Po jaką cholerę krzyczeli to ja nie wiem. Przecież stoję tuż obok. Po słałem im mordercze spojrzenie. To starczyło aby się zamknęli.
-Czego się drzecie idioci?!
-Sz-szefie bo m-my,nooo - jąkał się Mike. To było irytujące.
-No co?!
-Porwaliśmy nie tą dziewczynę - dokończył Paul.
-Że co wy zrobiliście?! - Spojrzałem na dziewczynę która siedziała przywiązana do krzesła. Nosz kurwa! - Wy idioci! Przecież ona nawet nie przypomina tamtej laski!
-Ale my widzieliśmy jak wchodzi do łazienki. N-no i my poszliśmy wtedy po taśmę i j-jak wracaliśmy to ta dziewczyna wychodziła... - tłumaczył Mike ale to im nie pomagało.
- Nie obchodzi mnie to! Spieprzyliście robotę! Nie dość, że nie odzyskaliście kasy to jeszcze porwaliście córkę prokuratora! - Byłem wściekły. Jak oni mogli spieprzyć tak proste zadanie. Mike znów próbował się tłumaczyć ale ja nie chciałem tego słuchać. Nawet nie wiem kiedy moja pięść powędrowała w stronę Mike'a. Chłopak wylądował na podłodze. - Paul rozwiąż dziewczynę, a ty Mike zejdź mi z oczu. - Paul od razu ruszył wykonać moje polecenie. Mike natomiast przez chwilę patrzył na mnie to na Paula. Kilkakrotnie otwierał usta aby coś powiedzieć ale szybko je zamykał. W końcu wstał i wyszedł. Obróciłem się i zobaczyłem, że Paul już odwiązał dziewczynę. Podszedłem do niej i chwyciłem ją za przedramie. Powiedziałem jeszcze dla Paul'a aby on i Mike znaleźli odpowiednią dziewczyną, po czym wyszedłem z pokoju ciągnąc ze sobą brązowowłosą. Szliśmy przez korytarz w ciszy co wcale mi nie przeszkadzało. Po paru chwilach wyszliśmy z pustostanu. Spojrzałem na dziewczynę. Miała strach w oczach. Szczerze nie dziwie jej się. Otworzyłem drzwi od mojego czarnego Range Rover'a i wskazałem dziewczynie aby wsiadła. Gdy już to zrobiła obszedłem samochód i usiadłem na miejscu kierowcy.
-Marika - zwróciłem się do niej - nic ci się nie stanie jeżeli obiecasz, że nikomu nic nie powiesz.


*Marika*

David otworzył mi drzwi od swojego samochodu gestem ręki pokazując abym do niego wsiadła. Posłusznie wykonałam jego polecenie bojąc się konsekwencji jakiegokolwiek sprzeciwu z mojej strony. Chwilę potem chłopak siedział już na miejscu kierowcy.
-Marika, nic ci się nie stanie jeżeli obiecasz, że nikomu nic nie powiesz.
-David ale o co im chodziło i czemu nazywali cię szefem? - spytałam cichutko w głębi duszy mając nadzieję, że tego nie usłyszał.
-To bez znaczenia. - a jednak słyszał - Obiecaj mi teraz, że nikomu nic nie powiesz bo inaczej będę musiał użyć na tobie trochę drastyczniejszych metod, a tego chyba nie chcemy?
-Obiecuję. - Bałam się powiedzieć cokolwiek innego. I co znaczyły te "drastyczniejsze metody"? Może lepiej abym nie wiedziała.
-Dobra dziewczynka - powiedział David z tryumfalnym uśmiechem i uruchomił silnik po czym ruszył z miejsca z piskiem opon. Już po kilku pierwszych minutach jazdy z nim mogłam spokojnie stwierdzić, iż już nigdy więcej nie wsiądę z nim do samochodu! Facet jechał cholernie szybko kompletnie ignorując wszelkie ograniczenia prędkości i inne znaki. Siedziałam przyciśnięta do fotela z szeroko otwartymi oczami. Nienawidzę szybkiej jazdy!
-Mógłbyś zwolnić! - krzyknęłam do Davida bojąc się, że jak tak dalej pójdzie to może dojść do jakiegoś wypadku. Chłopak spojrzał na mnie i po chwili, ku mojemu zdziwieniu, zwolnił.
-Marika, ty się dobrze czujesz? Jesteś strasznie blada.
-Dziwisz mi się! Jedziesz jak wariat przez miasto! Co by było gdybyś kogoś potrącił?!
-Daj spokój. Jestem profesjonalistą jeśli chodzi o szybką jazdę.
-Nie obchodzi mnie to! - David patrzył na mnie przez chwilę ale szybko wrócił wzrokiem na ulicę. O dziwo nie był zły. Przez następne kilka minut żadne z nas się nie odzywało. Chłopakowi chyba zaczęło to przeszkadzać, ponieważ postanowił włączyć radio. W duchu byłam mu za to wdzięczna. Miałam nadzieję, że muzyka odgoni moje wszystkie negatywne myśli, które podczas jazdy nagromadziły się w mojej głowie.
Goodnight, sleep tight
Don't let the dead bite

Johnny 3, and he's dippin' in the four door
44, and it's pointing at your window
Ain't a good shot, here come four more
Gettin' hot, so I play in the snow
In a town made wicked, made from these wicked things
See the dead on the cover of a magazine
I see my smile, it was born from amphetamines
Better duck, 'cause it's war on my enemies
Oh, God, think I lost it all now
Lost some and wanna watch the rest go
A mad man when I'm mixed with Soco
Who would've thought a man could sink to so low
Now, who wants to die from the Mossberg shotty!?
Putting holes in the hotel lobby!
All you fake bitches is just another hobby!
And I'll let you dig, where I dump your body. *

Niestety myliłam się. Ta piosenka ani trochę mi nie pomagała! Wręcz przeciwnie. Ugh. W przeciwieństwie do mnie David był widocznie zadowolony z piosenki bo nawet zaczął ją sobie nucić pod nosem.



________________________________________________________________________________________
*Dobranoc, Śpij dobrze
Nie daj ukąsić się śmierci
Johny 3, kroczy do drzwi głównych, czterdziestka czwórka wycelowana w Twoje okno
Niedobry strzał, zaczyna się robić cztery razy bardziej gorąco, więc się bawię
W mieście zrodzonym z grzeszności, zrodzonym z tych niegodziwych rzeczy
Widać trupy na okładkach magazynów
Widzę mój uśmiech, zrodzony z amfetaminy
Lepiej, frajerze, 'przyczyna' to wojna przeciw moim wrogom
Och, Boże, sądzę, że teraz straciłem wszystko
Straciłem nieco, i chcę patrzeć, jak odchodzi reszta
Źli faceci z mixem, to takie zimne
Kto by pomyślał, że facet może utonąć tak płytko
A teraz, kto chce umrzeć od strzału Mossberga?!
Robię dziury w hotelowym holu!
Wszystkie te sztuczne dziwki, to tylko kolejne hobby!
Teraz jesteś martwy, owinięty we własne ciało
Hollywood Undead - Dead Bite

HI!! -.-
Jestem wprost happy z ilości komentarzy pod rozdziałem 5 ale za to pod rozdziałem 6 niema ich wgl! Ugh! Czemuuuuu noo????? xD Ale za to przybywam z rozdziałem 7 jest krótki tak wiem -,- to jest kara! xD 
Więc do następnego! (jak wgl będzie xD)







Natalie xx


niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 6

-Nie rozumiem.Marika opowiedz mi wszystko od początku dobrze?
-Nie odwrócisz się ode mnie jak ci to powiem.
-Oczywiście, że nie!
-A obiecasz, że nikomu nie powiesz?
-Obiecuję.
-Więc...
-Więc? -Natalie patrzyła się na mnie czekając,aż powiem jej o co chodzi.Chciałam powiedzieć Natalie całą prawdę ale nie byłam pewna czy powinnam.Co jeżeli tylko mi się wydaje? Może ojciec ma gorsze dni w pracy.Bałam się jej reakcji. Przecież może mnie uznać za rozpieszczoną dziewczynkę, która za wszelką ceną próbuje dopiec ojcu za to, że dał jej szlaban.Nie chciałam stracić mojej jedynej przyjaciółki.Nie zniosłabym tego.
-Ja.... Nie mogę, przepraszam.
-Ehhh. Dobra, powiesz mi jak będziesz gotowa, okey? - Naprawdę mi ulżyło kiedy usłyszałam te słowa z ust Natalie.Byłam jej wdzięczna za to.
-Okey.
-Masz chusteczkę, wysmarkaj się - powiedziała podając mi chusteczki.
-Dzięki.
-Tylko szybko, bo i tak już jesteśmy spóźnione na lekcje.
-Nie wierzę!
-Co?
-Ty się martwisz spóźnieniem na lekcje!
-Hmmm, widzę, że humorek się poprawił, co? - spytała z cwaniackim uśmiechem Natalie.
-Trochę.
-To świetnie! Chodź idziemy na naleśniki!
-Czekaj, co?! Miałyśmy iść na lekcje! Sama tak mówiłaś!
-Rozmyśliłam się. Nie stój tak!
-Okey, okey.


-Będziemy miały kłopoty - powiedziałam już po raz setny podczas naszego pobytu w kawiarence niedaleko szkoły.
-Ojj, zamknij się! Cały czas narzekasz. Nic się nie stanie. Ta facetka nie sprawdza obecności. -Natalie miała już chyba naprawdę dość moich narzekań.Ale to moje pierwsze wagary! Nigdy wcześniej nie uciekłam z ŻADNEJ lekcji.Do szkoły chodziłam nawet gdy mama była w szpitalu.Prawie zawsze miałam 100% frekwencję.A teraz siedzę w jakiejś kawiarence zamiast uczyć się w szkole!
-Okey.. - powiedziałam i kontynuowałam jedzenia cholernie dobrego naleśnika.Nagle Natalie wlepiła wzrok w coś za mną.Obróciłam się, aby zobaczyć co przyciągnęło wzrok mojej przyjaciółki. Okazał się być to wysoki chłopak o czarnych włosach.Był ubrany w szary t-shirt i jeansy.Spojrzałam z powrotem na Natalie.Gapiła się na tego chłopaka z niewiarygodnym skupieniem. Trzeba przyznać, że był to śmieszny widok.
-Natalie. - zwróciłam się do przyjaciółki lekko chichocząc.
-Co? - spytała zdezorientowana.
-Czemu gapisz się na tamtego kolesia?
-Mam wrażenie, że go znam.
-Hmm?
-Nieważne - machnęła na to ręką.


Po naszym wypadzie do kawiarenki wróciłyśmy do szkoły.Chwała Panu, że nie natknęłyśmy się przez resztę dnia w szkole na te puste lalunie.Zaraz po szkole wróciłam do domu i zrobiłam obiad. Tata z Lucasem wrócili niedługo po tym jak nakryłam do stołu. Nie odezwałam się do ojca ani słowem. Po skończonym posiłku Lucas pobiegł do swojego pokoju, a ja musiałam posprzątać. Ojciec przyglądał się wszystkiemu co robię, strasznie mnie to irytowało. Starałam się ukryć moje zdenerwowanie ale chyba nie najlepiej mi to wychodziło.
-Co to za mina, Marika?
-Żadna...
-Marika - powiedział chłodno.
-Co? - spytałam trochę zbyt ostro.
-Kurwa Marika! Może trochę grzeczniej!
Nic nie mówiłam.Byłam zdziwiona jego wybuchem ale postanowiłam to zignorować, więc powróciłam do sprzątania po obiedzie kompletnie ignorując ojca i jego pytania typu "Co w szkole?". Nie wydawał się być zadowolony z mojego zachowania ale nie sądziłam, że będzie, aż tak wściekły.
-Marika do cholery, mówię do ciebie! - Krzykną mocno chwytając mnie za przedramię przez co upuściłam talerze, które niosłam do zmywarki.
-Nie dość, że jesteś rozpieszczoną gówniarą to jeszcze nawet nie potrafisz posprzątać!
-Auć, tato puść mnie! To boli! - krzyczałam próbując się wyrwać.
-Czy ty nie umiesz niczego zrobić porządnie! Przez ciebie twoja matka pewnie teraz się w grobie przewraca!
-Tato przestań - powiedziałam ze łzami w oczach dalej próbując się wyrwać z uścisku.Na marne.
-Zamknij się! Jesteś z siebie dumna, co?! To przez ciebie Iwona zmarła!
-To nieprawda! To choroba! To rak ją zabił!
-Wyzdrowiałaby gdybyś się nią odpowiednio zajęła!
-Codziennie ją odwiedzałam w szpitalu! Codziennie ją pocieszałam! Byłam z nią cały ten czas!
-Widocznie to za mało! Może gdybyś nie sprawiała kłopotów przed tym jak twoja matka zachorowała ty by nie było tej całej sytuacji!
-Ja?! Ja sprawiałam kłopoty?! To ciebie nie było całymi dniami, a jak już byłeś to się kłóciłeś z matką i... - nie zdążyłam dokończyć, bo poczułam silny ból na prawym policzku.On mnie uderzył.Łzy spływały mi po policzkach. Miałam tego dość.Ojciec był wściekły, krzyczał na mnie ale ja już nic nie rozumiałam.Miałam mętlik w głowie.Wyrwałam się z uścisku i pobiegłam do swojego pokoju, który zamknęłam, a następnie udałam się do łazienki. Usiadłam przy ścianie i schowałam twarz w dłoniach.Siedziałam tak parę minut, aż w końcu wstałam i podeszłam do umywalki. Otworzyłam drzwiczki od szafki i wyciągnęłam z niej żyletkę.Przyłożyłam ją sobie do nadgarstka i jednym ruchem przejechałam ją po skórze.Czynność powtórzyłam jeszcze kilka razy.Stałam tak przez chwilę patrząc jak krew spływa mi po nadgarstku. Nie! Nie mogę tego znowu robić! Rzuciłam żyletkę o ścianę i znów kucnęłam przy ścianie.Byłam psychicznie wykończona.Chciałam aby ten ból znikną i już nigdy więcej się nie pojawił.Nie chodzi tu o ból fizyczny ale psychiczny, a on jest znacznie gorszy.Uciska cię w sercu, a ty nic nie możesz z tym zrobić.Krzyczysz, kopiesz, bijesz, a on pozostaje niewzruszony.To cię niszczy od środka.

Obudził mnie dźwięk dzwonka od telefonu.Nawet nie zdawałam sobie sprawy kiedy zasnęłam.Wciąż byłam w łazience. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam połączenie.
-Halo?
-Hej,Marika.Z tej strony Natalie.Wszystko w porządku?
-To nic takiego.
-Na pewno?
-Tak.
-Okey.Pamiętasz tego chłopaka w kawiarni?
-Tak, a co?
-To był Peter.Mój przyjaciel z dzieciństwa. Przeprowadził się 3 lata temu i kontakt nam się urwał.Ale teraz jest w okolicy i go spotkałam.Pogadaliśmy i on zaprosił mnie i ciebie na imprezę. Przyjdzie z kumplem, więc ubieraj się w seksowne ciuchy i widzimy się przy parku za godzinę!
-Ale... - połączenie zostało przerwane,zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.Naprawdę nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, najchętniej położyła bym się teraz do łóżka i nie wychodziła z niego przez cały weekend ale w tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak tylko przygotować się na imprezę.Wstałam z podłogi i wzięłam prysznic.Nie trwał on długo ponieważ miałam tylko godzinę.Założyłam za siebie czarną koronkową bieliznę i podeszłam do lustra.Wyglądałam strasznie.Nie chciałam na siebie patrzeć, gdy byłam w takim stanie.Szybko się umalowałam i ruszyłam w stronę garderoby.Po dłuższym zastanowieniu postanowiłam założyć moją czarną sukienkę z wycięciem na plecach oraz czarne szpilki.Na nadgarstek założyłam sporą ilość bransoletek aby zakryć ślady po moim spotkaniu z żyletką.Gdy już się ubrałam schowałam do torebki telefon i portfel.Nie miałam zamiaru pytać ojca o zgodę.Otworzyłam drzwi na balkon i ostrożnie zeszłam na dół.O dziwo nie doznałam żadnej nieprzyjemności, więc najszybciej jak tylko mogłam ruszyłam w stronę parku. Dotarcie na miejsce zajęło mi około 20 minut. Natalie była już w umówionym miejscu więc nie czekając ani chwili dłużej ruszyłyśmy w stronę klubu. Przed klubem ciągnęła się cholernie długa kolejka.Już chciałyśmy grzecznie stanąć w kolejce gdy nagle usłyszałyśmy jak ktoś nas woła, a konkretniej jak ktoś woła Natalie.
-Natalie! - krzykną chłopak którego widziałam w kawiarni i podbiegł do nas.
-Peter! - krzyknęła uradowana Natalie i przytuliła się do przyjaciela. - To jest moja przyjaciółka Marika.Marika to mój przyjaciel Peter.
-Hej! Miło cię poznać. - Powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Ciebie też - powiedziałam bez większego entuzjazmu przez co dyskretnie oberwało mi się od Natalie.
-Chodźcie nie będziemy tak tu stali.David jest już w środku.
-Ale jest kolejka... - powiedziałam cicho.
-Spokojnie.Bramkarz to mój dobry znajomy.
Ludzie w klejce rzucali nam wściekłe spojrzenia gdy obok nich przechodziliśmy .Ochroniarz po króciutkiej rozmowie z Peterem wpuścił nas do środka.Od razu poszliśmy w stronę baru gdzie siedział kumpel Petera.
-Hej stary! To jest moja przyjaciółka o której ci mówiłem, Natalie i jej koleżanka Marika.
Chłopak spojrzał na nas i przywitał się dość ponurym "Hej".Widocznie nie tylko mi dziś humor nie dopisuje.Natalie nie chciała już dłużej zwlekać i zaciągnęła Petera na parkiet.Ja natomiast za cel postanowiłam dziś sobie zalania smutków alkoholem. Wiem, że to dość lekkomyślne i szczeniackie z mojej strony, ale w tym momencie kompletnie mnie to nie obchodziło.Usiadłam obok Davida i poprosiłam barmana o jakiegoś drinka na początek.Czekając na mój napój przyjrzałam się Davidowi.Miał czarne włosy,był on wysoki,dobrze zbudowany i nie ma co ukrywać niezwykle seksowny i przystojny.Miał na sobie czarny t-shirt z logiem jakiegoś zespołu i zwykłe czarne jeansy.Na dłużej mój wzrok zatrzymał się na tatuażach .Były naprawdę świetne.
-Obczajasz mnie? - spytał David podnosząc jedną brew i posyłając mi delikatny - ale jakże cudowny- uśmiech
-Co?Ja?Nie.
Chłopak lekko się zaśmiał słysząc moją odpowiedź.Potem nastała między nami cisza. Chciałam ją przerwać bo czułam się trochę niezręcznie ale co ja mam powiedzieć.Przecież ja nie znam go.To było męczące.Na szczęście barman postawił przede mną drinka.Nie myśląc długo szybko wypiłam połowę lekko się przy tym krzywiąc. Po chwili dokończyłam mój napój i zamówiłam kolejny.

Po trzech kolejnych drinkach musiała koniecznie udać się do toalety.Zeskoczyłam z siedzenia i lekko się zachwiałam.Nie czekałam, aż w pełni odzyskam równowagę i ruszyła w stronę toalety.To był błąd.Dzięki mojej niezwykłej koordynacji potknęłam się o własne nogi i prawie zaliczyłam bliskie spotkanie z podłogą.Właśnie, prawie... Bo podczas mojego lotu ku podłodze, ktoś mnie złapał.Tym kimś był (jak zapewne się domyślacie) David.
-Nie za dużo wypiłaś? - spytał stawiając mnie do pionu.
-Nie. Po prostu Bóg obdarzył mnie niebywałą gracją i koordynacją ruchową.
-I wszystko jasne. -Powiedział weselej niż na początku wieczoru.Była to zapewne sprawka tych kilku drinków i shot'ów które wypił.
-Muszę do toalety -powiedziałam do Davida ponieważ wciąż mnie trzymał.
-Aha - mrukną i mnie puścił. Od razu skierowałam się do damskiej toalety.Gdy weszłam do środka zauważyłam, że łazienka nie jest zbyt piękna, a w jednej z kabin jakaś para chyba zaczyna się sobą zajmować. Obrzydzało mnie to ale potrzeba była zbyt wielka.Szybko weszłam do kabiny znajdującej się najdalej od zakochańców i załatwiłam swoją potrzebę. Umyłam ręce i wyszłam pośpiesznie z łazienki słysząc iż zabawa w kabinie się rozkręca. Było mi od tego niedobrze. Gdy byłam już na korytarzu skierowałam się w stronę baru, gdzie David pił kolejnego shot'a. Facet ma głowę do picia - pomyślałam. Już byłam na końcu korytarza gdy przede mną pojawił się jakiś facet.Był to dość wysoki blondyn który o dziwo nie był pijany.Chciałam go ominąć ale on skutecznie mi to uniemożliwiał.
-Mógłbyś się przesunąć, chcę przejść - powiedziałam lekko poirytowana zachowaniem nieznajomego.
-Ohh naprawdę nie zauważyłem - powiedział ironicznie z podłym uśmieszkiem na twarzy.Chciałam go odepchnąć ale on ani drgną. Sukinsyn się nawet śmiał z mojej próby usunięcia go z drogi.Znów spróbowałam go ominąć, bezskutecznie. Chłopak złapał mnie za nadgarstki i przycisną do ściany. Syknęłam z bólu.
-Puść mnie - krzyknęłam próbując się wyrwać. On tylko się zaśmiał i przerzucił mnie sobie przez ramię jakbym była jakąś szmacianą lalką. Zaczęłam krzyczeć i uderzać go pięściami w plecy.Lecz on pozostawał niewzruszony.
-Paul, weź ją jakoś ucisz. - Nie miałam pojęcia do kogo to mówi.Lecz po chwili zobaczyłam jakiegoś kolesia który zakleił mi usta taśmą. Sukinsyn! I dlaczego do jasnej cholery teraz nikogo nie ma na tym pieprzonym korytarzu! Chłopak zaczął mnie nieść w stroną tylnego wejścia. Zaczęłam jeszcze mocniej go uderzać. A on? Kurwa nic! Paul szedł za nim i się śmiał z moich starań wyrwania się jego koledze. Zaczęłam się naprawdę bać. Czego oni ode mnie chcą? Co jeżeli to jacyś gwałciciele i mordercy? Ja nie chcę umierać! Mam jeszcze całe życie przed sobą! Zaczęłam cicho szlochać.Widocznie sprawiło to radość tym draniom bo zaczęli się śmiać. Usłyszałam jak blondyn otwiera tylne drzwi. O nie. Wyniosą mnie stąd i zabiorą niewiadomo gdzie.Cholernie się bałam. Spojrzałam na Paula. Na jego twarzy widniał uśmiech. Drań! Nagle za nim (za draniem nie uśmiechem) zobaczyłam ciemną sylwetkę jakiegoś faceta .Boże oby to nie był jeden z nich.

_________________________________________________________________________________
Yo!
Wiem, że jestem podła kończąc w takim momencie.Ale taka moja natura.
Noo przynajmniej w końcu jest jakaś akcja :)
Razem z Natalie chcemy wam podziękować za każdy komentarz.
I zachęcamy do dalszego komentowania.
Dla nas każdy komentarz to motywacja do dalszego pisania.
Proszę was również o udział w ankiecie.
Chcemy wiedzieć ile osób to czyta.
Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz.




Alice.



sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 5

Nie mogłam w to uwierzyć.On.Mnie.Pocałował.Stałam w miejscu i patrzyłam na Williama.Chłopak uśmiechną się do mnie.
-Do zobaczenia śliczna!
-Pa. - Tylko tyle byłam w stanie wydukać.William natomiast jakby nigdy nic wsiadł na motor i odjechał.Mój pierwszy pocałunek.Pierwszy! Został mi odebrany na pierwszej randce.Randce? To miało być tylko przyjacielskie spotkanie! Dlaczego to zrobił? Podobałam mu się, może tylko się ze mnie nabijał.Powinnam być zła, czy się cieszyć? Nie wiem! - Jeszcze chwilę kłóciłam się z samą sobą. W końcu weszłam do domu.
-Już jestem! - krzyknęłam wchodząc do salonu.
-Kto to był? - spytał oschle ojciec.
-Kto?
-Nie udawaj głupiej Marika! Kim był ten chłopak? I czemu z nim byłaś, miałaś robić projekt, a nie iść na randkę!
-Robiłam projekt, ten chłopak to brat Natalie.Zaproponował, że mnie podwiezie, a jest zimno więc się zgodziłam.
-I w nagrodę go pocałowałaś!
-Nie całowałam go!
-Nie udawaj Marika! Nie jestem ślepy. Dobrze, że z nim nie spałaś w ramach wdzięczności!
-Tato!
-Zamknij się!
Nie mogłam tego znieść.Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam się w nim. Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać. Czemu on znów taki jest? Przecież wszystko było dobrze. O co mu chodzi? Co ja zrobiłam? - Te myśli mnie dołowały.Płakałam tak długo, aż w końcu zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk pukania.Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek. Była 2 nad ranem.Otworzyłam drzwi do mojego pokoju, w progu zobaczyłam Lucasa.
-Lucas, czy ty wiesz która jest godzina?
-Wiem - powiedział smutnym głosem i nie czekając ani chwili dłużej wszedł do mojego pokoju i położył się na łóżku.-Mogę dziś spać z tobą?
-Chyba tak, ale Lucas coś się stało?
-Nie wiem.
-Jak to? Dlaczego chcesz ze mną spać?
-Żeby cię pocieszyć.
-Mnie?
-Tak.
-A skąd ten pomysł?
-Płakałaś.
-Słyszałeś?
-Mhhh.Tatuś ci coś zrobił? - gdy usłyszałam to pytanie położyłam się obok Lucasa i go przytuliłam.
-Nie.Spokojnie Lucas tata już nie jest taki.
-Ale krzyczał na ciebie.
-Bo się zdenerwował.To wszystko.
-Więc tatuś nie będzie z powrotem taki jak kiedyś?
-Nie braciszku.
-To dobrze - powiedział ziewając.Przytuliłam go mocniej do siebie.Po kilku minutach zasnął, a ja razem z nim.

Gdy się obudziłam i wstałam z łóżka zobaczyłam Lucasa bawiącego się z Bazylem.Mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Jakie to słodkie - powiedziała, a Lucas spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Ja.Nie.Jestem.Słodki.
-Jesteś.
-Wcale nie!
-Wcale tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
Tą niezwykłą konwersację przerwało nam pojawienie się ojca w pokoju.Z mojej twarzy od razu znikną uśmiech.
-Lucas co ty tu robisz do jasnej cholery?! Idź do swojego pokoju szykować się do szkoły - powiedział oschle po czym spojrzał na mnie - To tyczy się również ciebie Marika i dzisiaj nie ma żadnego wychodzenia.Jak tylko wrócisz ze szkoły ugotuj obiad, bo od dwóch dni nic nie robiłaś i musiałem z Lucas'em żyć na kanapkach.Zrozumiano?
-Tak - odpowiedziałam cicho.
-To dobrze - powiedział i wyszedł.Tak po prostu.


Gdy tylko weszłam do szkoły natknęłam się na Isabelle i jej bandę.Chciałam je ominąć aby jeszcze bardziej nie psuć sobie humoru. Niestety świat mnie nienawidzi i postanowił, że mi się to nie uda.
-Witamy naszą słowiankę - powiedziała tym swoim przesłodzonym i sztucznym głosem Isabelle.Miałam ochotę wymiotować na sam dźwięk jej głosu.Chciałam ją zignorować i iść dalej ale ktoś mnie chwycił za ramię.Tym kimś była Sophie.
-Głucha jesteś suko? - spytała.
-Nie jestem głucha po prostu nie mam zamiaru tracić czasu na takie dziwki.
-Uważaj na słowa! - krzyknęła Luna.
-Zamknij się! Mam ci przypomnieć kto poszedł po panią Osheroff! - krzyknęłam zdenerwowana całą sytuacją.
-Jak widzisz się opłaciło, bo teraz masz zajęcie po lekcjach.
-Starczy Luna - powiedziała władczo Isabelle. - A ty Marika chyba zapomniałaś o naszej umowie.
-O czym ty pierdolisz?
-O tym, że miałaś się odczepić od Williama!
-Słucham?! Ci się chyba coś pomyliło! Nie przestanę się spotykać z Williamem tylko dlatego, że ty tak chcesz!
-Pożałujesz tego!
-Już się boje - powiedziałam sarkastycznie i odeszłam od tej bandy dziwek.Szłam korytarzem i rozglądałam się w poszukiwaniu Natalie.Znalazłam ją przy parapecie, który był takim naszym miejscem.
-Cześć - przywitałam się mało entuzjastycznie.
-Cześć. Coś się stało? William ci coś zrobił? - dopytywała się Natalie
-Nie po prostu mam kiepski dzień.
-Rozumiem, a jak było na spotkaniu z moim bratem?
-Super.Byliśmy w kinie, a potem William....
-Co William?
-No...
-Mów!
-Pocałował mnie.
-Aha pocałował cię... Ja go kurwa zabije!
-Nie! On... Znaczy... Mi się to podobało - powiedziałam cicho.
-Co?
-Podobało mi się to, że mnie pocałował...
-Marika, ty mi nie mów, że on ci się podoba.
-Podoba mi się ale nie w ten sposób.
-To znaczy.
-To znaczy, że jest przystojny itd. ale nie mogę powiedzieć, że go w jakiś sposób bardzo lubię.
-Chociaż tyle.
-Tylko szkoda, że mój ojciec musiał to zobaczyć - nawet nie wiem kiedy te słowa wyszły z moich ust.
-Coś się stało?
-Nie nic.
-Przecież widzę, mów co cię dręczy.
-Pokłóciłam się z ojcem.
-O to, że William cię pocałował?
-Można tak powiedzieć - mówiąc to głos mi się lekko załamał.
-Marika, wszystko w porządku?
-Nie - głos mi się jeszcze mocniej załamał, a w oczach pojawiły się łzy.Natalie widząc w jakim jestem stanie wzięła mnie za rękę i poprowadziła na dach szkoły.
-Marika co się dzieje? - spytała z troską.
-Nic.
-Przecież widzę! Marika mi możesz zaufać, jesteśmy przyjaciółkami tak?
-Tak.
-Więc teraz weź dwa głębokie wdechy. -  Zrobiłam tak jak kazała mi Natalie.
-A teraz mów co się dzieje.
-Boję się.
-Czego?
-Tego że tata będzie taki jak kiedyś.
-Nie rozumiem.Marika opowiedz mi wszystko od początku dobrze?
-Nie odwrócisz się ode mnie jak ci to powiem.
-Oczywiście, że nie!
-A obiecasz, że nikomu nie powiesz?
-Obiecuję.
-Więc...
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Yo!
PRZEPRASZAMY :(((((((((((((((((((((
Za nasza nieobecność ale nasza kochana Alice nie miała czasu i WENY która od was zależy xD
Mamy nadzieje, że rozdział wam się spodoba. :'))))))))))))))\
Postaramy się dodawać rozdziały regularnie :D



Natalie xx ^.^




niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się, gdy do moich uszu dotarły pierwsze nuty piosenki Justina Biebera "Confident". Wstałam z mojego wygodnego łóżka i wyłączyłam budzik.Od razu zaczęłam szukać wymówki, dzięki której mogłabym spotkać się dziś z Williamem.Nagle wpadłam na pomysł.Może banalny ale zawsze coś.Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Natalie.Po dwóch sygnałach dziewczyna odebrała.
    -Natalie, musisz mi pomóc.
    -No hej Marika.Jak miło, że dzwonisz moja droga przyjaciółko - powiedziała teatralnie Natalie.
    -Natalie...proszę cię to ważne.
    -Dobra.Pełna powaga.Co się stało?
    -Potrzebuję alibi na dzisiejszy wieczór.
    -Nie zamierzasz nikogo zabić, torturować, okraść, zgwałcić...
    -Nie!
    -W takim razie kontynuuj.
    -Chcę abyś w razie potrzeby potwierdziła, że jestem u ciebie i razem robimy projekt z angielskiego.
    -Dobra... ale po co ci to?
    -Ale zgadzasz się na 100%, tak?
    -Tak, tak, gadaj mnie teraz.
    -Bo dzisiaj jestem umówiona z Williamem.Nie pamiętasz?
    -Cholera! Zapomniałam.Grrrrr mogłam się nie zgadzać.
    -Dziękuję bardzo - powiedziałam sarkastycznie.
    -Dobra, tylko mi się nie obrażaj.Załatwię ci to alibi ale robię to tylko i wyłącznie dla ciebie.
    -Kochana jesteś!
    -Wiem złotko. Do zobaczenia w szkole.
    -Papatki - powiedziałam radosnym głosem i się rozłączyłam.Szybko poszłam wziąć prysznic po czym skierowałam się w stronę szafy. Nałożyłam na siebie ubrania, które wczoraj wybrałam.Przed wyjściem do szkoły powiedziałam tacie, że wrócę późno, ponieważ muszę robić projekt z  Natalie. Na początku nie chciał mi uwierzyć ale w końcu go przekonałam.W szkole większość czasu rozmawiałam z Natalie, a raczej słuchałam jej narzekań na naszą nauczycielkę chemii.Po lekcjach i odbyciu kary pożegnałam się z Natalie i ruszyłam w stroną Williama, który czekał na mnie przy swoim motorze.
    -Cześć śliczna - przywitał się z uśmiechem na twarzy.
    -Cześć - odpowiedziałam nieśmiało.
    -Lubisz filmy?
    -Tak i to bardzo.
    -To świetnie - powiedział podając mi kask - bo dziś zabieram cię do kina.
Uśmiechnęłam się i założyłam kask.William zrobił to samo i usiadł na motorze, chwilę potem dołączyłam do niego i objęłam go mocno w pasie.Jechaliśmy dość wolno.Nie wiem czy to dlatego, że William dbał o nasze bezpieczeństwo, czy po prostu bał się, że jak przyśpieszy jego motor może się rozsypać albo coś podobnego.Bądźmy szczerzy jego maszyna nie jest w najlepszym stanie, a on sam - z tego co mi mówiła Natalie - nie jest za dobrym mechanikiem.Gdy dotarliśmy na miejsce William kupił 2 bilety na film, którego tytułu i gatunku nie chciał mi zdradzić.Zaopatrzyliśmy się w colę oraz duży popcorn po czym weszliśmy do sali, w której miał zostać puszczony film.Usiedliśmy na końcu pomieszczenia.Dopiero gdy kończono wyświetlać reklamy William zdradził mi jaki film za chwilę obejrzymy.Gdy już to powiedział nie mogłam uwierzyć własnym uszom.Film okazał się horrorem.Horrorem! Nie lubię tego typu filmów.Śnią mi się potem koszmary, a każdy cień wydaje się być bestią pragnącą mojej męki oraz śmierci.William widząc moją minę próbował mnie uspokoić.
    -Spokojnie to tylko film.Poza tym ja jestem obok więc możesz się do mnie przytulić jeżeli będziesz się bała.
Na początku nie planowałam skorzystać z tej propozycji.Postanowiłam być dzielna.Jednak już podczas pierwszej strasznej sceny z krzykiem wtuliłam się w Williama rozsypując przy tym cały popcorn.Chłopak zaskoczony lecz wyraźnie zadowolony moją reakcją objął mnie.
    Po filmie wyszliśmy na świeże powietrze.William żartował sobie ze mnie przez całą drogę na parking.
    -To nie jest śmieszne William!
    -Jest i to bardzo - wykrztusił z siebie chłopak ciągle się śmiejąc.
    -Jesteś podły - powiedziałam i zrobiłam minę zbitego psiaka.
    -Ojj przepraszam aniołku.
William pochylił się nade mną i w ramach przeprosin dał mi buziaka w policzek.Zarumieniłam się, on był uroczy.

    William zatrzymał się pod moim domem.Zsiadłam z motoru chłopaka i zdjęłam kask.William zrobił to samo.Podałam mu kask, a on schował go do schowka po siedzeniem.Przez jakiś czas staliśmy w ciszy.Zaczęło robić się niezręcznie, więc postanowiłam przytulić Williama na pożegnanie.
    -Dzięki za ten wieczór. - Powiedziałam i chciałam go przytulić lecz gdy William się schylił zamiast mnie przytulić on pocałował mnie.
__________________________________________________________________________________
Yo!
Nareszcie wakacje! Mam nadzieję, że wszyscy się cieszą z tego faktu.
Bardzo was przepraszam za jakiekolwiek błędy, które pojawiły się w tym rozdziale.
Niestety, ortografia nie jest moją najlepszą stroną.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał i wraz z Natalie liczymy na wasze komentarze.Dają nam one motywację do dalszego pisania.
I na koniec podsumowanie dzisiejszego rozdziału w formie gif'a:
Alice