wtorek, 14 października 2014

Rozdział 8

~Marika~
Od tego dziwnego porwania miną tydzień. Gdy tamtego dnia wróciłam do domu, na moje szczęście, ojciec i Lucas byli na meczu i nie zauważyli mojej nieobecności, w przeciwieństwie do Natalie. Zaraz po tym jak się z nią skontaktowałam i opowiedziałam historyjkę, którą wymyślił David, dostałam ochrzan. Na szczęście Natalie nie gniewała się długo i właśnie rozkładałyśmy w salonie poduszki na nasz babski wieczór, prawie. Musiałam się zająć Lucasem, ponieważ ojciec wyjechał na tydzień w jakiejś ważnej sprawie. Gdy skończyłyśmy układać poduszki ja zaczęłam rozstawiać na stoliku słodycze i napoje gazowane, natomiast Natalie poszła po filmy, które zostawiła w swojej torbie. W pewnym momencie do salonu wszedł Lucas ubrany w piżamę.
- Lucas, miałeś iść spać - powiedziałam.
- Nie idę, chcę oglądać z wami filmy - powiedział i tupną nogą. Wyglądało to naprawdę uroczo.
- Ale to babski wieczór - starałam się mu jakoś wytłumaczyć dlaczego nie będzie z nami oglądał, gdy nagle w domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Otworzę! - krzyknęła Natalie z kuchni. Chwilę później do salonu weszła moja przyjaciółka w towarzystwie Davida i Petera. Chwila, moment! Co to ma znaczyć?!
- Ha! - zawołał Lucas. - Skoro oni mogą z wami oglądać to ja też! - Peter i Natalie zachichotali rozbawieni reakcją mojego brata, ja jednak nie zwracałam na to uwagi. Całą swoją uwagę skupiłam na Davidzie. Mierzył mnie swoim chłodnym spojrzeniem. Nie było to komfortowe, więc szybko chwyciłam Natalie za rękę i ruszyłam w stronę kuchni.
- Natalie! Co oni tu robią?!
- Niespodzianka! - krzyknęła uradowana. - Zaprosiłam ich na wspólne oglądanie filmów. Fajnie, prawda?
- Nie, nie fajnie. To miał być nasz baski wieczór.
- Daj spokój, będzie fajnie!
- Ale..
- Nie ma żadnego ale.
- No dobra..
- Yeah! - krzyknęła Natalie i poszła z powrotem do salonu, a ja za nią. Nie byłam zadowolona z obecności Davida w moim domu. Po co on tu przyłaził? Mógł przecież odmówić Natalie. Co jeśli on chce się mnie pozbyć? Może się boi, że się komuś wygadam? Gdyby Natalie wiedziała o tym porwaniu. Ale nie wie i się nie dowie. Boję się myśleć co by ci goście z Davidem na czele mogliby jej zrobić.
- Jaki film najpierw oglądamy? - spytała Natalie wyrywając mnie tym z rozmyślań.
- Może " Szybcy i wściekli 5" ? - zaproponował Peter.
- Yeah! - krzyknęli Natalie i Lucas zgadzając się na film.


~.~.~.~.~.~.~.~

Po godzinie oglądania filmu Lucas zasną na moim ramieniu. Chciałam go obudzisz i powiedzieć, żeby poszedł spać, ale David mi w tym przeszkodził.
- Zostaw, ja go zaniosę - powiedział, a ja skinęłam głową na znak zgody. Nie wiem czemu to zrobiłam, on był niebezpieczny. Może to przez to, że w przeciwieństwie do reszty, ten fil strasznie mnie znudził? David wstał i wziął Lucasa na ręce. Natalie i Peter byli tak zapatrzeni w ekran telewizora, że nie zwrócili na nas najmniejszej uwagi. Wstałam i poprowadziłam Davida do pokoju mojego brata. Gdy już w nim byliśmy, David ostrożnie położył Lucasa do łóżka i go przykrył kocem. Wyglądało to naprawdę uroczo, przez chwilę nawet mogłabym pomyśleć, że to zwykły uczuciowy chłopak, a nie seksowny kryminalista. Moment, czy ja pomyślałam seksowny? Cóż, nie mogę zaprzeczyć, iż jest on świetnie zbudowany i niewątpliwie cudownie byłoby go przytulić, a w jego oczy można się gapić godzinami...
- Długo masz tak zamiar stać i się na mnie gapić? - spytał z łobuzerskim uśmiechem na twarzy David, a ja podskoczyłam zaskoczona. Kiedy on znalazł się tak blisko mnie?! Ja jak głupia gapiłam się na niego przez ten cały czas! Czując, że moje policzki robią się czerwone, czym prędzej odwróciłam się tyłem do niego i wyszłam na korytarz. Ledwie zrobiłam kilka kroków w stronę schodów, gdy nagle David chwycił mnie za ramię i pchną na ścianę. Syknęłam z bólu, a on złapał mnie za nadgarstki i ulokował je po obu stronach mojej głowy. Serce biło mi nienaturalnie szybko. Czułam na sobie jego oddech, był zdecydowanie za blisko.
- Mariś, czyżby w twojej małej niewinnej główce pojawiły się nieczyste myśli wobec mojej osoby? - spytał lekko zachrypniętym głosem. Moje policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone niż były wcześniej. David widząc ja działają na mnie jego słowa zaśmiał się. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku ale na marne.
 - Nie tak szybko kruszyno - odezwał się David. - Mam nadzieję, że byłaś dobrą dziewczynką i tamten incydent został między nami. Czy tak jest? - Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa, więc tylko skinęłam głową. W tym momencie naprawdę się wystraszyłam, a on tylko się uśmiechną się zwycięsko, puścił mnie i skierował się w stronę schodów. Ja po chwili zrobiłam to samo. Moje serce wciąż biło nienaturalnie szybko, a oddech był przyśpieszony. Gdy weszliśmy do salonu, obydwoje stanęliśmy zszokowani sytuacją, która miała miejsce. Peter całował się z Natalie. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Peter wydawał się być naprawdę dobrym chłopakiem.

~David~

 Stałem tam i patrzyłem się jak mój przyjaciel liże się z Natalie. Serio? Musiał to robić akurat w naszej obecności? Spojrzałem na Marikę, a ona szczerzyła się jak idiotka. Westchnąłem.
- Możecie się wymieniać śliną gdzie indziej? - powiedziałem poirytowany, a oczy wszystkich zwróciły się na mnie. Blondi się zarumieniła, a Marika patrzyła się na mnie z wyrzutem. Hello, ja tylko przerwałem tą żenującą scenę. Powinna mi być za to wdzięczna. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Nie zwracając na nikogo uwagi wyszedłem z salonu i odebrałem.
- Szefie, mamy problem - odezwał się głos w słuchawce. Świetnie, jeszcze tego brakowało.
- Co jest?
- Mamy szpiega. - No kurwa, żaden skurwiel nie będzie tak ze mną pogrywał! Dowiem się kto był na tyle głupi, aby bawić się w Bonda. Rozłączyłem się i wszedłem do salonu.
- Peter musimy iść.
- Czemu? - spytała Natalie.
- Jest późno, nie będziemy się narzucać - skłamałem i posłałem Peterowi porozumiewawcze spojrzenie.
- Ale możecie przecież tu spać, prawda Marika?
- David ma rację Natalie, musimy już jechać. Dobranoc - powiedział i dał jej buziaka w policzek. Jakież to było słodkie, a fe! Szybko pożegnaliśmy się jeszcze z Mariką, po czym wyszliśmy i wsiedliśmy do samochodu.
- Co jest? - spytał od razu Peter.
- Jakiś skurwiel nas szpieguje.
~.~.~.~.~.~
Yo!
Na początek przepraszam, że tak długo nie było rozdziału i że ten jest taki krótki.
Szczerze bałam się, że nie zdążę go napisać, ale udało się!
Yeah!
Mam nadzieję, że się podobał i że koś to jeszcze czyta.
 Zachęcam też do komentowania!
Każdy komentarz sprawia, że na mojej mordce ( i na twarzyczce Natalie) pojawia się uśmiech.
Do następnego!
Alice

P.S. Teraz mogą komentować również anonimki ;) 

niedziela, 12 października 2014

Uwaga!


Hejka!

Jest sprawa! :)
Wiem że zawaliłyśmy ;( ale nie będziemy się tłumaczyć szkoła i wgl (no mamy sporo nauki bo to 3 gim.. i wgl zagmatwanie xD) nooo wiec NA PEWNO 8 rozdział się pojawi we wtorek (15 października) jakby jakieś pytania to założyłyśmy ask'a ask.fm/Natalie_Alice Kiiiiiiski :*****
 Do zobaczyska! ^^
Natalie xx

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 7

Ważna notka pod rozdziałem!!!!!!!!



Modliłam się aby osoba za Paulem mi pomogła. Niestety Bóg wydawał się nie słyszeć moich modlitw. Gdy ta osoba była podeszła bliżej okazało się, iż jest to po prostu schlany imprezowicz. Ten koleś ledwo trzymał się na nogach! Nagle poczułam jak uderza we mnie fala zimnego powietrza. Przeszły mnie deszcze. Blondyn niósł mnie jeszcze kawałek po czym się zatrzymał. Po chwili usłyszałam dźwięk otwierania bagażnika do którego chwilę później zostałam wrzucona. Dzięki mojemu "szczęściu" wpadając do bagażnika uderzyłam głową w skrzynkę z narzędziami, która znajdowała się w środku. Straciłam przytomność.


Obudziłam się z potwornym bólem z tyłu głowy. Automatycznie chciałam się chwycić za bolące miejsce lecz coś mi to skutecznie uniemożliwiało. Otworzyłam oczy, byłam przywiązana do krzesła.Od razu ogarną mnie strach i dezorientacja. Znajdowałam się w małym, obskurnym pokoju. Ściany były szare, a w niektórych miejscach było widać dziury. Po mojej prawej stronie znajdowało się jedyne w tym pokoju okno. Już chciałam wołać o pomoc ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak postaram się wymyślić jakiś pomysł dzięki któremu się stąd wydostanę. Jeszcze raz rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie było w nim nic oprócz tego pieprzonego krzesła! A do tego jedynym źródłem światła było to małe okno... właśnie! Okno! W miarę możliwości starałam się przysunąć na krześle do okna. Muszę przyznać, że szło mi to całkiem nieźle. Już po paru chwilach znalazłam się przy oknie. Wyjrzałam przez nie. Pokój znajdował się na pierwszym piętrze ale na moje szczęście tuż obok niego rosło drzewo po którym mogłabym spokojnie zejść. Zadowolona z takiego obrotu sytuacji zaczęłam się szarpać chcąc się uwolnić ze sznurów,którymi byłam przywiązana do krzesła. Nagle drzwi się otworzyły a do środka wszedł Paul i blondyn! O cholera...
-Hej Mike zobacz kto się obudził! - powiedział Paul z tym swoim uśmiechem na mordce.
-Przecież widzę kretynie - powiedział blondyn i podszedł do mnie. - Co ty kombinujesz, hmmm? Z tego co pamiętam krzesło stało na środku pokoju a nie przy oknie. - powiedział szorstko. Ten facet był straszny. Bałam się jak nigdy. Takie sceny oglądałam w filmach i nigdy bym nie pomyślała, że to może mnie spotkać!
- Gdzie są nasze pieniądze? -spytał Mike. Patrzyłam na niego jak na idiotę. O czym on mówi?
-Jakie pieniądze?
-Nie udawaj głupiej! - krzykną groźnie. - Gdzie jest nasza kasa za dragi?
-Słucham?! Ja nie biorę żadnych narkotyków! - krzyknęłam. Szybko tego pożałowałam, ponieważ Mike przywalił mi w twarz. Łzy cisnęły mi się do oczu. To jakaś pieprzona pomyłka!
-Pytam jeszcze raz. Gdzie nasza kasa? - Nic nie mówiłam. Bałam się.
-Mike... - powiedział Paul lecz blondyn zdawał się go nie słyszeć. - Mike!
-Co?! -rykną blondyn.
-Czy tamta dziewczyna która jest nam winna kasę nie jest przypadkiem blondyną? - Mike'owi źrenice momentalnie się powiększyły. Patrzył się na mnie.... z lekkim przerażeniem w oczach.
-O kurwa - wyszeptał Mike. - Ona ma brązowa włosy! Kurwa, pomyliliśmy się!
-Zauważyłem kretynie! Co teraz? Szef zaraz ty będzie! - krzyczał Paul. Patrzyłam się na nich jak na wariatów. Nagle z twardych gangsterów zmienili się w przerażone dzieci.Było to dość zabawne. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
-Szefie! - krzyknęli jednocześnie Mike i Paul. Spojrzałam na osobę która przed chwilą tu weszła. Zatkało mnie, przecież to... David!


*David*


Już na korytarzu prowadzącym do pokoju, w którym znajdowali się Mike i Paul było słychać ich krzyki. Wkurwiało mnie to tym bardziej, iż po wczorajszym wypadzie do klubu miałem kaca. Teraz powinien być ze mną Peter ale on razem z tą swoją przyjaciółką, hmmm jak jej tam... Natalie szukają Mariki. Według mnie jest to kompletnie bez sensu. Pewnie zasnęła na jakiejś ławce albo wróciła wcześniej do domu. Gdy byłem już przy drzwiach krzyki stały się nie do zniesienia, w wyniku czego dość mocno nacisnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Mike i Paul krzyknęli "Szefie!" . Po jaką cholerę krzyczeli to ja nie wiem. Przecież stoję tuż obok. Po słałem im mordercze spojrzenie. To starczyło aby się zamknęli.
-Czego się drzecie idioci?!
-Sz-szefie bo m-my,nooo - jąkał się Mike. To było irytujące.
-No co?!
-Porwaliśmy nie tą dziewczynę - dokończył Paul.
-Że co wy zrobiliście?! - Spojrzałem na dziewczynę która siedziała przywiązana do krzesła. Nosz kurwa! - Wy idioci! Przecież ona nawet nie przypomina tamtej laski!
-Ale my widzieliśmy jak wchodzi do łazienki. N-no i my poszliśmy wtedy po taśmę i j-jak wracaliśmy to ta dziewczyna wychodziła... - tłumaczył Mike ale to im nie pomagało.
- Nie obchodzi mnie to! Spieprzyliście robotę! Nie dość, że nie odzyskaliście kasy to jeszcze porwaliście córkę prokuratora! - Byłem wściekły. Jak oni mogli spieprzyć tak proste zadanie. Mike znów próbował się tłumaczyć ale ja nie chciałem tego słuchać. Nawet nie wiem kiedy moja pięść powędrowała w stronę Mike'a. Chłopak wylądował na podłodze. - Paul rozwiąż dziewczynę, a ty Mike zejdź mi z oczu. - Paul od razu ruszył wykonać moje polecenie. Mike natomiast przez chwilę patrzył na mnie to na Paula. Kilkakrotnie otwierał usta aby coś powiedzieć ale szybko je zamykał. W końcu wstał i wyszedł. Obróciłem się i zobaczyłem, że Paul już odwiązał dziewczynę. Podszedłem do niej i chwyciłem ją za przedramie. Powiedziałem jeszcze dla Paul'a aby on i Mike znaleźli odpowiednią dziewczyną, po czym wyszedłem z pokoju ciągnąc ze sobą brązowowłosą. Szliśmy przez korytarz w ciszy co wcale mi nie przeszkadzało. Po paru chwilach wyszliśmy z pustostanu. Spojrzałem na dziewczynę. Miała strach w oczach. Szczerze nie dziwie jej się. Otworzyłem drzwi od mojego czarnego Range Rover'a i wskazałem dziewczynie aby wsiadła. Gdy już to zrobiła obszedłem samochód i usiadłem na miejscu kierowcy.
-Marika - zwróciłem się do niej - nic ci się nie stanie jeżeli obiecasz, że nikomu nic nie powiesz.


*Marika*

David otworzył mi drzwi od swojego samochodu gestem ręki pokazując abym do niego wsiadła. Posłusznie wykonałam jego polecenie bojąc się konsekwencji jakiegokolwiek sprzeciwu z mojej strony. Chwilę potem chłopak siedział już na miejscu kierowcy.
-Marika, nic ci się nie stanie jeżeli obiecasz, że nikomu nic nie powiesz.
-David ale o co im chodziło i czemu nazywali cię szefem? - spytałam cichutko w głębi duszy mając nadzieję, że tego nie usłyszał.
-To bez znaczenia. - a jednak słyszał - Obiecaj mi teraz, że nikomu nic nie powiesz bo inaczej będę musiał użyć na tobie trochę drastyczniejszych metod, a tego chyba nie chcemy?
-Obiecuję. - Bałam się powiedzieć cokolwiek innego. I co znaczyły te "drastyczniejsze metody"? Może lepiej abym nie wiedziała.
-Dobra dziewczynka - powiedział David z tryumfalnym uśmiechem i uruchomił silnik po czym ruszył z miejsca z piskiem opon. Już po kilku pierwszych minutach jazdy z nim mogłam spokojnie stwierdzić, iż już nigdy więcej nie wsiądę z nim do samochodu! Facet jechał cholernie szybko kompletnie ignorując wszelkie ograniczenia prędkości i inne znaki. Siedziałam przyciśnięta do fotela z szeroko otwartymi oczami. Nienawidzę szybkiej jazdy!
-Mógłbyś zwolnić! - krzyknęłam do Davida bojąc się, że jak tak dalej pójdzie to może dojść do jakiegoś wypadku. Chłopak spojrzał na mnie i po chwili, ku mojemu zdziwieniu, zwolnił.
-Marika, ty się dobrze czujesz? Jesteś strasznie blada.
-Dziwisz mi się! Jedziesz jak wariat przez miasto! Co by było gdybyś kogoś potrącił?!
-Daj spokój. Jestem profesjonalistą jeśli chodzi o szybką jazdę.
-Nie obchodzi mnie to! - David patrzył na mnie przez chwilę ale szybko wrócił wzrokiem na ulicę. O dziwo nie był zły. Przez następne kilka minut żadne z nas się nie odzywało. Chłopakowi chyba zaczęło to przeszkadzać, ponieważ postanowił włączyć radio. W duchu byłam mu za to wdzięczna. Miałam nadzieję, że muzyka odgoni moje wszystkie negatywne myśli, które podczas jazdy nagromadziły się w mojej głowie.
Goodnight, sleep tight
Don't let the dead bite

Johnny 3, and he's dippin' in the four door
44, and it's pointing at your window
Ain't a good shot, here come four more
Gettin' hot, so I play in the snow
In a town made wicked, made from these wicked things
See the dead on the cover of a magazine
I see my smile, it was born from amphetamines
Better duck, 'cause it's war on my enemies
Oh, God, think I lost it all now
Lost some and wanna watch the rest go
A mad man when I'm mixed with Soco
Who would've thought a man could sink to so low
Now, who wants to die from the Mossberg shotty!?
Putting holes in the hotel lobby!
All you fake bitches is just another hobby!
And I'll let you dig, where I dump your body. *

Niestety myliłam się. Ta piosenka ani trochę mi nie pomagała! Wręcz przeciwnie. Ugh. W przeciwieństwie do mnie David był widocznie zadowolony z piosenki bo nawet zaczął ją sobie nucić pod nosem.



________________________________________________________________________________________
*Dobranoc, Śpij dobrze
Nie daj ukąsić się śmierci
Johny 3, kroczy do drzwi głównych, czterdziestka czwórka wycelowana w Twoje okno
Niedobry strzał, zaczyna się robić cztery razy bardziej gorąco, więc się bawię
W mieście zrodzonym z grzeszności, zrodzonym z tych niegodziwych rzeczy
Widać trupy na okładkach magazynów
Widzę mój uśmiech, zrodzony z amfetaminy
Lepiej, frajerze, 'przyczyna' to wojna przeciw moim wrogom
Och, Boże, sądzę, że teraz straciłem wszystko
Straciłem nieco, i chcę patrzeć, jak odchodzi reszta
Źli faceci z mixem, to takie zimne
Kto by pomyślał, że facet może utonąć tak płytko
A teraz, kto chce umrzeć od strzału Mossberga?!
Robię dziury w hotelowym holu!
Wszystkie te sztuczne dziwki, to tylko kolejne hobby!
Teraz jesteś martwy, owinięty we własne ciało
Hollywood Undead - Dead Bite

HI!! -.-
Jestem wprost happy z ilości komentarzy pod rozdziałem 5 ale za to pod rozdziałem 6 niema ich wgl! Ugh! Czemuuuuu noo????? xD Ale za to przybywam z rozdziałem 7 jest krótki tak wiem -,- to jest kara! xD 
Więc do następnego! (jak wgl będzie xD)







Natalie xx


niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 6

-Nie rozumiem.Marika opowiedz mi wszystko od początku dobrze?
-Nie odwrócisz się ode mnie jak ci to powiem.
-Oczywiście, że nie!
-A obiecasz, że nikomu nie powiesz?
-Obiecuję.
-Więc...
-Więc? -Natalie patrzyła się na mnie czekając,aż powiem jej o co chodzi.Chciałam powiedzieć Natalie całą prawdę ale nie byłam pewna czy powinnam.Co jeżeli tylko mi się wydaje? Może ojciec ma gorsze dni w pracy.Bałam się jej reakcji. Przecież może mnie uznać za rozpieszczoną dziewczynkę, która za wszelką ceną próbuje dopiec ojcu za to, że dał jej szlaban.Nie chciałam stracić mojej jedynej przyjaciółki.Nie zniosłabym tego.
-Ja.... Nie mogę, przepraszam.
-Ehhh. Dobra, powiesz mi jak będziesz gotowa, okey? - Naprawdę mi ulżyło kiedy usłyszałam te słowa z ust Natalie.Byłam jej wdzięczna za to.
-Okey.
-Masz chusteczkę, wysmarkaj się - powiedziała podając mi chusteczki.
-Dzięki.
-Tylko szybko, bo i tak już jesteśmy spóźnione na lekcje.
-Nie wierzę!
-Co?
-Ty się martwisz spóźnieniem na lekcje!
-Hmmm, widzę, że humorek się poprawił, co? - spytała z cwaniackim uśmiechem Natalie.
-Trochę.
-To świetnie! Chodź idziemy na naleśniki!
-Czekaj, co?! Miałyśmy iść na lekcje! Sama tak mówiłaś!
-Rozmyśliłam się. Nie stój tak!
-Okey, okey.


-Będziemy miały kłopoty - powiedziałam już po raz setny podczas naszego pobytu w kawiarence niedaleko szkoły.
-Ojj, zamknij się! Cały czas narzekasz. Nic się nie stanie. Ta facetka nie sprawdza obecności. -Natalie miała już chyba naprawdę dość moich narzekań.Ale to moje pierwsze wagary! Nigdy wcześniej nie uciekłam z ŻADNEJ lekcji.Do szkoły chodziłam nawet gdy mama była w szpitalu.Prawie zawsze miałam 100% frekwencję.A teraz siedzę w jakiejś kawiarence zamiast uczyć się w szkole!
-Okey.. - powiedziałam i kontynuowałam jedzenia cholernie dobrego naleśnika.Nagle Natalie wlepiła wzrok w coś za mną.Obróciłam się, aby zobaczyć co przyciągnęło wzrok mojej przyjaciółki. Okazał się być to wysoki chłopak o czarnych włosach.Był ubrany w szary t-shirt i jeansy.Spojrzałam z powrotem na Natalie.Gapiła się na tego chłopaka z niewiarygodnym skupieniem. Trzeba przyznać, że był to śmieszny widok.
-Natalie. - zwróciłam się do przyjaciółki lekko chichocząc.
-Co? - spytała zdezorientowana.
-Czemu gapisz się na tamtego kolesia?
-Mam wrażenie, że go znam.
-Hmm?
-Nieważne - machnęła na to ręką.


Po naszym wypadzie do kawiarenki wróciłyśmy do szkoły.Chwała Panu, że nie natknęłyśmy się przez resztę dnia w szkole na te puste lalunie.Zaraz po szkole wróciłam do domu i zrobiłam obiad. Tata z Lucasem wrócili niedługo po tym jak nakryłam do stołu. Nie odezwałam się do ojca ani słowem. Po skończonym posiłku Lucas pobiegł do swojego pokoju, a ja musiałam posprzątać. Ojciec przyglądał się wszystkiemu co robię, strasznie mnie to irytowało. Starałam się ukryć moje zdenerwowanie ale chyba nie najlepiej mi to wychodziło.
-Co to za mina, Marika?
-Żadna...
-Marika - powiedział chłodno.
-Co? - spytałam trochę zbyt ostro.
-Kurwa Marika! Może trochę grzeczniej!
Nic nie mówiłam.Byłam zdziwiona jego wybuchem ale postanowiłam to zignorować, więc powróciłam do sprzątania po obiedzie kompletnie ignorując ojca i jego pytania typu "Co w szkole?". Nie wydawał się być zadowolony z mojego zachowania ale nie sądziłam, że będzie, aż tak wściekły.
-Marika do cholery, mówię do ciebie! - Krzykną mocno chwytając mnie za przedramię przez co upuściłam talerze, które niosłam do zmywarki.
-Nie dość, że jesteś rozpieszczoną gówniarą to jeszcze nawet nie potrafisz posprzątać!
-Auć, tato puść mnie! To boli! - krzyczałam próbując się wyrwać.
-Czy ty nie umiesz niczego zrobić porządnie! Przez ciebie twoja matka pewnie teraz się w grobie przewraca!
-Tato przestań - powiedziałam ze łzami w oczach dalej próbując się wyrwać z uścisku.Na marne.
-Zamknij się! Jesteś z siebie dumna, co?! To przez ciebie Iwona zmarła!
-To nieprawda! To choroba! To rak ją zabił!
-Wyzdrowiałaby gdybyś się nią odpowiednio zajęła!
-Codziennie ją odwiedzałam w szpitalu! Codziennie ją pocieszałam! Byłam z nią cały ten czas!
-Widocznie to za mało! Może gdybyś nie sprawiała kłopotów przed tym jak twoja matka zachorowała ty by nie było tej całej sytuacji!
-Ja?! Ja sprawiałam kłopoty?! To ciebie nie było całymi dniami, a jak już byłeś to się kłóciłeś z matką i... - nie zdążyłam dokończyć, bo poczułam silny ból na prawym policzku.On mnie uderzył.Łzy spływały mi po policzkach. Miałam tego dość.Ojciec był wściekły, krzyczał na mnie ale ja już nic nie rozumiałam.Miałam mętlik w głowie.Wyrwałam się z uścisku i pobiegłam do swojego pokoju, który zamknęłam, a następnie udałam się do łazienki. Usiadłam przy ścianie i schowałam twarz w dłoniach.Siedziałam tak parę minut, aż w końcu wstałam i podeszłam do umywalki. Otworzyłam drzwiczki od szafki i wyciągnęłam z niej żyletkę.Przyłożyłam ją sobie do nadgarstka i jednym ruchem przejechałam ją po skórze.Czynność powtórzyłam jeszcze kilka razy.Stałam tak przez chwilę patrząc jak krew spływa mi po nadgarstku. Nie! Nie mogę tego znowu robić! Rzuciłam żyletkę o ścianę i znów kucnęłam przy ścianie.Byłam psychicznie wykończona.Chciałam aby ten ból znikną i już nigdy więcej się nie pojawił.Nie chodzi tu o ból fizyczny ale psychiczny, a on jest znacznie gorszy.Uciska cię w sercu, a ty nic nie możesz z tym zrobić.Krzyczysz, kopiesz, bijesz, a on pozostaje niewzruszony.To cię niszczy od środka.

Obudził mnie dźwięk dzwonka od telefonu.Nawet nie zdawałam sobie sprawy kiedy zasnęłam.Wciąż byłam w łazience. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam połączenie.
-Halo?
-Hej,Marika.Z tej strony Natalie.Wszystko w porządku?
-To nic takiego.
-Na pewno?
-Tak.
-Okey.Pamiętasz tego chłopaka w kawiarni?
-Tak, a co?
-To był Peter.Mój przyjaciel z dzieciństwa. Przeprowadził się 3 lata temu i kontakt nam się urwał.Ale teraz jest w okolicy i go spotkałam.Pogadaliśmy i on zaprosił mnie i ciebie na imprezę. Przyjdzie z kumplem, więc ubieraj się w seksowne ciuchy i widzimy się przy parku za godzinę!
-Ale... - połączenie zostało przerwane,zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.Naprawdę nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, najchętniej położyła bym się teraz do łóżka i nie wychodziła z niego przez cały weekend ale w tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak tylko przygotować się na imprezę.Wstałam z podłogi i wzięłam prysznic.Nie trwał on długo ponieważ miałam tylko godzinę.Założyłam za siebie czarną koronkową bieliznę i podeszłam do lustra.Wyglądałam strasznie.Nie chciałam na siebie patrzeć, gdy byłam w takim stanie.Szybko się umalowałam i ruszyłam w stronę garderoby.Po dłuższym zastanowieniu postanowiłam założyć moją czarną sukienkę z wycięciem na plecach oraz czarne szpilki.Na nadgarstek założyłam sporą ilość bransoletek aby zakryć ślady po moim spotkaniu z żyletką.Gdy już się ubrałam schowałam do torebki telefon i portfel.Nie miałam zamiaru pytać ojca o zgodę.Otworzyłam drzwi na balkon i ostrożnie zeszłam na dół.O dziwo nie doznałam żadnej nieprzyjemności, więc najszybciej jak tylko mogłam ruszyłam w stronę parku. Dotarcie na miejsce zajęło mi około 20 minut. Natalie była już w umówionym miejscu więc nie czekając ani chwili dłużej ruszyłyśmy w stronę klubu. Przed klubem ciągnęła się cholernie długa kolejka.Już chciałyśmy grzecznie stanąć w kolejce gdy nagle usłyszałyśmy jak ktoś nas woła, a konkretniej jak ktoś woła Natalie.
-Natalie! - krzykną chłopak którego widziałam w kawiarni i podbiegł do nas.
-Peter! - krzyknęła uradowana Natalie i przytuliła się do przyjaciela. - To jest moja przyjaciółka Marika.Marika to mój przyjaciel Peter.
-Hej! Miło cię poznać. - Powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Ciebie też - powiedziałam bez większego entuzjazmu przez co dyskretnie oberwało mi się od Natalie.
-Chodźcie nie będziemy tak tu stali.David jest już w środku.
-Ale jest kolejka... - powiedziałam cicho.
-Spokojnie.Bramkarz to mój dobry znajomy.
Ludzie w klejce rzucali nam wściekłe spojrzenia gdy obok nich przechodziliśmy .Ochroniarz po króciutkiej rozmowie z Peterem wpuścił nas do środka.Od razu poszliśmy w stronę baru gdzie siedział kumpel Petera.
-Hej stary! To jest moja przyjaciółka o której ci mówiłem, Natalie i jej koleżanka Marika.
Chłopak spojrzał na nas i przywitał się dość ponurym "Hej".Widocznie nie tylko mi dziś humor nie dopisuje.Natalie nie chciała już dłużej zwlekać i zaciągnęła Petera na parkiet.Ja natomiast za cel postanowiłam dziś sobie zalania smutków alkoholem. Wiem, że to dość lekkomyślne i szczeniackie z mojej strony, ale w tym momencie kompletnie mnie to nie obchodziło.Usiadłam obok Davida i poprosiłam barmana o jakiegoś drinka na początek.Czekając na mój napój przyjrzałam się Davidowi.Miał czarne włosy,był on wysoki,dobrze zbudowany i nie ma co ukrywać niezwykle seksowny i przystojny.Miał na sobie czarny t-shirt z logiem jakiegoś zespołu i zwykłe czarne jeansy.Na dłużej mój wzrok zatrzymał się na tatuażach .Były naprawdę świetne.
-Obczajasz mnie? - spytał David podnosząc jedną brew i posyłając mi delikatny - ale jakże cudowny- uśmiech
-Co?Ja?Nie.
Chłopak lekko się zaśmiał słysząc moją odpowiedź.Potem nastała między nami cisza. Chciałam ją przerwać bo czułam się trochę niezręcznie ale co ja mam powiedzieć.Przecież ja nie znam go.To było męczące.Na szczęście barman postawił przede mną drinka.Nie myśląc długo szybko wypiłam połowę lekko się przy tym krzywiąc. Po chwili dokończyłam mój napój i zamówiłam kolejny.

Po trzech kolejnych drinkach musiała koniecznie udać się do toalety.Zeskoczyłam z siedzenia i lekko się zachwiałam.Nie czekałam, aż w pełni odzyskam równowagę i ruszyła w stronę toalety.To był błąd.Dzięki mojej niezwykłej koordynacji potknęłam się o własne nogi i prawie zaliczyłam bliskie spotkanie z podłogą.Właśnie, prawie... Bo podczas mojego lotu ku podłodze, ktoś mnie złapał.Tym kimś był (jak zapewne się domyślacie) David.
-Nie za dużo wypiłaś? - spytał stawiając mnie do pionu.
-Nie. Po prostu Bóg obdarzył mnie niebywałą gracją i koordynacją ruchową.
-I wszystko jasne. -Powiedział weselej niż na początku wieczoru.Była to zapewne sprawka tych kilku drinków i shot'ów które wypił.
-Muszę do toalety -powiedziałam do Davida ponieważ wciąż mnie trzymał.
-Aha - mrukną i mnie puścił. Od razu skierowałam się do damskiej toalety.Gdy weszłam do środka zauważyłam, że łazienka nie jest zbyt piękna, a w jednej z kabin jakaś para chyba zaczyna się sobą zajmować. Obrzydzało mnie to ale potrzeba była zbyt wielka.Szybko weszłam do kabiny znajdującej się najdalej od zakochańców i załatwiłam swoją potrzebę. Umyłam ręce i wyszłam pośpiesznie z łazienki słysząc iż zabawa w kabinie się rozkręca. Było mi od tego niedobrze. Gdy byłam już na korytarzu skierowałam się w stronę baru, gdzie David pił kolejnego shot'a. Facet ma głowę do picia - pomyślałam. Już byłam na końcu korytarza gdy przede mną pojawił się jakiś facet.Był to dość wysoki blondyn który o dziwo nie był pijany.Chciałam go ominąć ale on skutecznie mi to uniemożliwiał.
-Mógłbyś się przesunąć, chcę przejść - powiedziałam lekko poirytowana zachowaniem nieznajomego.
-Ohh naprawdę nie zauważyłem - powiedział ironicznie z podłym uśmieszkiem na twarzy.Chciałam go odepchnąć ale on ani drgną. Sukinsyn się nawet śmiał z mojej próby usunięcia go z drogi.Znów spróbowałam go ominąć, bezskutecznie. Chłopak złapał mnie za nadgarstki i przycisną do ściany. Syknęłam z bólu.
-Puść mnie - krzyknęłam próbując się wyrwać. On tylko się zaśmiał i przerzucił mnie sobie przez ramię jakbym była jakąś szmacianą lalką. Zaczęłam krzyczeć i uderzać go pięściami w plecy.Lecz on pozostawał niewzruszony.
-Paul, weź ją jakoś ucisz. - Nie miałam pojęcia do kogo to mówi.Lecz po chwili zobaczyłam jakiegoś kolesia który zakleił mi usta taśmą. Sukinsyn! I dlaczego do jasnej cholery teraz nikogo nie ma na tym pieprzonym korytarzu! Chłopak zaczął mnie nieść w stroną tylnego wejścia. Zaczęłam jeszcze mocniej go uderzać. A on? Kurwa nic! Paul szedł za nim i się śmiał z moich starań wyrwania się jego koledze. Zaczęłam się naprawdę bać. Czego oni ode mnie chcą? Co jeżeli to jacyś gwałciciele i mordercy? Ja nie chcę umierać! Mam jeszcze całe życie przed sobą! Zaczęłam cicho szlochać.Widocznie sprawiło to radość tym draniom bo zaczęli się śmiać. Usłyszałam jak blondyn otwiera tylne drzwi. O nie. Wyniosą mnie stąd i zabiorą niewiadomo gdzie.Cholernie się bałam. Spojrzałam na Paula. Na jego twarzy widniał uśmiech. Drań! Nagle za nim (za draniem nie uśmiechem) zobaczyłam ciemną sylwetkę jakiegoś faceta .Boże oby to nie był jeden z nich.

_________________________________________________________________________________
Yo!
Wiem, że jestem podła kończąc w takim momencie.Ale taka moja natura.
Noo przynajmniej w końcu jest jakaś akcja :)
Razem z Natalie chcemy wam podziękować za każdy komentarz.
I zachęcamy do dalszego komentowania.
Dla nas każdy komentarz to motywacja do dalszego pisania.
Proszę was również o udział w ankiecie.
Chcemy wiedzieć ile osób to czyta.
Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz.




Alice.



sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 5

Nie mogłam w to uwierzyć.On.Mnie.Pocałował.Stałam w miejscu i patrzyłam na Williama.Chłopak uśmiechną się do mnie.
-Do zobaczenia śliczna!
-Pa. - Tylko tyle byłam w stanie wydukać.William natomiast jakby nigdy nic wsiadł na motor i odjechał.Mój pierwszy pocałunek.Pierwszy! Został mi odebrany na pierwszej randce.Randce? To miało być tylko przyjacielskie spotkanie! Dlaczego to zrobił? Podobałam mu się, może tylko się ze mnie nabijał.Powinnam być zła, czy się cieszyć? Nie wiem! - Jeszcze chwilę kłóciłam się z samą sobą. W końcu weszłam do domu.
-Już jestem! - krzyknęłam wchodząc do salonu.
-Kto to był? - spytał oschle ojciec.
-Kto?
-Nie udawaj głupiej Marika! Kim był ten chłopak? I czemu z nim byłaś, miałaś robić projekt, a nie iść na randkę!
-Robiłam projekt, ten chłopak to brat Natalie.Zaproponował, że mnie podwiezie, a jest zimno więc się zgodziłam.
-I w nagrodę go pocałowałaś!
-Nie całowałam go!
-Nie udawaj Marika! Nie jestem ślepy. Dobrze, że z nim nie spałaś w ramach wdzięczności!
-Tato!
-Zamknij się!
Nie mogłam tego znieść.Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam się w nim. Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać. Czemu on znów taki jest? Przecież wszystko było dobrze. O co mu chodzi? Co ja zrobiłam? - Te myśli mnie dołowały.Płakałam tak długo, aż w końcu zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk pukania.Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek. Była 2 nad ranem.Otworzyłam drzwi do mojego pokoju, w progu zobaczyłam Lucasa.
-Lucas, czy ty wiesz która jest godzina?
-Wiem - powiedział smutnym głosem i nie czekając ani chwili dłużej wszedł do mojego pokoju i położył się na łóżku.-Mogę dziś spać z tobą?
-Chyba tak, ale Lucas coś się stało?
-Nie wiem.
-Jak to? Dlaczego chcesz ze mną spać?
-Żeby cię pocieszyć.
-Mnie?
-Tak.
-A skąd ten pomysł?
-Płakałaś.
-Słyszałeś?
-Mhhh.Tatuś ci coś zrobił? - gdy usłyszałam to pytanie położyłam się obok Lucasa i go przytuliłam.
-Nie.Spokojnie Lucas tata już nie jest taki.
-Ale krzyczał na ciebie.
-Bo się zdenerwował.To wszystko.
-Więc tatuś nie będzie z powrotem taki jak kiedyś?
-Nie braciszku.
-To dobrze - powiedział ziewając.Przytuliłam go mocniej do siebie.Po kilku minutach zasnął, a ja razem z nim.

Gdy się obudziłam i wstałam z łóżka zobaczyłam Lucasa bawiącego się z Bazylem.Mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Jakie to słodkie - powiedziała, a Lucas spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Ja.Nie.Jestem.Słodki.
-Jesteś.
-Wcale nie!
-Wcale tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
Tą niezwykłą konwersację przerwało nam pojawienie się ojca w pokoju.Z mojej twarzy od razu znikną uśmiech.
-Lucas co ty tu robisz do jasnej cholery?! Idź do swojego pokoju szykować się do szkoły - powiedział oschle po czym spojrzał na mnie - To tyczy się również ciebie Marika i dzisiaj nie ma żadnego wychodzenia.Jak tylko wrócisz ze szkoły ugotuj obiad, bo od dwóch dni nic nie robiłaś i musiałem z Lucas'em żyć na kanapkach.Zrozumiano?
-Tak - odpowiedziałam cicho.
-To dobrze - powiedział i wyszedł.Tak po prostu.


Gdy tylko weszłam do szkoły natknęłam się na Isabelle i jej bandę.Chciałam je ominąć aby jeszcze bardziej nie psuć sobie humoru. Niestety świat mnie nienawidzi i postanowił, że mi się to nie uda.
-Witamy naszą słowiankę - powiedziała tym swoim przesłodzonym i sztucznym głosem Isabelle.Miałam ochotę wymiotować na sam dźwięk jej głosu.Chciałam ją zignorować i iść dalej ale ktoś mnie chwycił za ramię.Tym kimś była Sophie.
-Głucha jesteś suko? - spytała.
-Nie jestem głucha po prostu nie mam zamiaru tracić czasu na takie dziwki.
-Uważaj na słowa! - krzyknęła Luna.
-Zamknij się! Mam ci przypomnieć kto poszedł po panią Osheroff! - krzyknęłam zdenerwowana całą sytuacją.
-Jak widzisz się opłaciło, bo teraz masz zajęcie po lekcjach.
-Starczy Luna - powiedziała władczo Isabelle. - A ty Marika chyba zapomniałaś o naszej umowie.
-O czym ty pierdolisz?
-O tym, że miałaś się odczepić od Williama!
-Słucham?! Ci się chyba coś pomyliło! Nie przestanę się spotykać z Williamem tylko dlatego, że ty tak chcesz!
-Pożałujesz tego!
-Już się boje - powiedziałam sarkastycznie i odeszłam od tej bandy dziwek.Szłam korytarzem i rozglądałam się w poszukiwaniu Natalie.Znalazłam ją przy parapecie, który był takim naszym miejscem.
-Cześć - przywitałam się mało entuzjastycznie.
-Cześć. Coś się stało? William ci coś zrobił? - dopytywała się Natalie
-Nie po prostu mam kiepski dzień.
-Rozumiem, a jak było na spotkaniu z moim bratem?
-Super.Byliśmy w kinie, a potem William....
-Co William?
-No...
-Mów!
-Pocałował mnie.
-Aha pocałował cię... Ja go kurwa zabije!
-Nie! On... Znaczy... Mi się to podobało - powiedziałam cicho.
-Co?
-Podobało mi się to, że mnie pocałował...
-Marika, ty mi nie mów, że on ci się podoba.
-Podoba mi się ale nie w ten sposób.
-To znaczy.
-To znaczy, że jest przystojny itd. ale nie mogę powiedzieć, że go w jakiś sposób bardzo lubię.
-Chociaż tyle.
-Tylko szkoda, że mój ojciec musiał to zobaczyć - nawet nie wiem kiedy te słowa wyszły z moich ust.
-Coś się stało?
-Nie nic.
-Przecież widzę, mów co cię dręczy.
-Pokłóciłam się z ojcem.
-O to, że William cię pocałował?
-Można tak powiedzieć - mówiąc to głos mi się lekko załamał.
-Marika, wszystko w porządku?
-Nie - głos mi się jeszcze mocniej załamał, a w oczach pojawiły się łzy.Natalie widząc w jakim jestem stanie wzięła mnie za rękę i poprowadziła na dach szkoły.
-Marika co się dzieje? - spytała z troską.
-Nic.
-Przecież widzę! Marika mi możesz zaufać, jesteśmy przyjaciółkami tak?
-Tak.
-Więc teraz weź dwa głębokie wdechy. -  Zrobiłam tak jak kazała mi Natalie.
-A teraz mów co się dzieje.
-Boję się.
-Czego?
-Tego że tata będzie taki jak kiedyś.
-Nie rozumiem.Marika opowiedz mi wszystko od początku dobrze?
-Nie odwrócisz się ode mnie jak ci to powiem.
-Oczywiście, że nie!
-A obiecasz, że nikomu nie powiesz?
-Obiecuję.
-Więc...
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Yo!
PRZEPRASZAMY :(((((((((((((((((((((
Za nasza nieobecność ale nasza kochana Alice nie miała czasu i WENY która od was zależy xD
Mamy nadzieje, że rozdział wam się spodoba. :'))))))))))))))\
Postaramy się dodawać rozdziały regularnie :D



Natalie xx ^.^




niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się, gdy do moich uszu dotarły pierwsze nuty piosenki Justina Biebera "Confident". Wstałam z mojego wygodnego łóżka i wyłączyłam budzik.Od razu zaczęłam szukać wymówki, dzięki której mogłabym spotkać się dziś z Williamem.Nagle wpadłam na pomysł.Może banalny ale zawsze coś.Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Natalie.Po dwóch sygnałach dziewczyna odebrała.
    -Natalie, musisz mi pomóc.
    -No hej Marika.Jak miło, że dzwonisz moja droga przyjaciółko - powiedziała teatralnie Natalie.
    -Natalie...proszę cię to ważne.
    -Dobra.Pełna powaga.Co się stało?
    -Potrzebuję alibi na dzisiejszy wieczór.
    -Nie zamierzasz nikogo zabić, torturować, okraść, zgwałcić...
    -Nie!
    -W takim razie kontynuuj.
    -Chcę abyś w razie potrzeby potwierdziła, że jestem u ciebie i razem robimy projekt z angielskiego.
    -Dobra... ale po co ci to?
    -Ale zgadzasz się na 100%, tak?
    -Tak, tak, gadaj mnie teraz.
    -Bo dzisiaj jestem umówiona z Williamem.Nie pamiętasz?
    -Cholera! Zapomniałam.Grrrrr mogłam się nie zgadzać.
    -Dziękuję bardzo - powiedziałam sarkastycznie.
    -Dobra, tylko mi się nie obrażaj.Załatwię ci to alibi ale robię to tylko i wyłącznie dla ciebie.
    -Kochana jesteś!
    -Wiem złotko. Do zobaczenia w szkole.
    -Papatki - powiedziałam radosnym głosem i się rozłączyłam.Szybko poszłam wziąć prysznic po czym skierowałam się w stronę szafy. Nałożyłam na siebie ubrania, które wczoraj wybrałam.Przed wyjściem do szkoły powiedziałam tacie, że wrócę późno, ponieważ muszę robić projekt z  Natalie. Na początku nie chciał mi uwierzyć ale w końcu go przekonałam.W szkole większość czasu rozmawiałam z Natalie, a raczej słuchałam jej narzekań na naszą nauczycielkę chemii.Po lekcjach i odbyciu kary pożegnałam się z Natalie i ruszyłam w stroną Williama, który czekał na mnie przy swoim motorze.
    -Cześć śliczna - przywitał się z uśmiechem na twarzy.
    -Cześć - odpowiedziałam nieśmiało.
    -Lubisz filmy?
    -Tak i to bardzo.
    -To świetnie - powiedział podając mi kask - bo dziś zabieram cię do kina.
Uśmiechnęłam się i założyłam kask.William zrobił to samo i usiadł na motorze, chwilę potem dołączyłam do niego i objęłam go mocno w pasie.Jechaliśmy dość wolno.Nie wiem czy to dlatego, że William dbał o nasze bezpieczeństwo, czy po prostu bał się, że jak przyśpieszy jego motor może się rozsypać albo coś podobnego.Bądźmy szczerzy jego maszyna nie jest w najlepszym stanie, a on sam - z tego co mi mówiła Natalie - nie jest za dobrym mechanikiem.Gdy dotarliśmy na miejsce William kupił 2 bilety na film, którego tytułu i gatunku nie chciał mi zdradzić.Zaopatrzyliśmy się w colę oraz duży popcorn po czym weszliśmy do sali, w której miał zostać puszczony film.Usiedliśmy na końcu pomieszczenia.Dopiero gdy kończono wyświetlać reklamy William zdradził mi jaki film za chwilę obejrzymy.Gdy już to powiedział nie mogłam uwierzyć własnym uszom.Film okazał się horrorem.Horrorem! Nie lubię tego typu filmów.Śnią mi się potem koszmary, a każdy cień wydaje się być bestią pragnącą mojej męki oraz śmierci.William widząc moją minę próbował mnie uspokoić.
    -Spokojnie to tylko film.Poza tym ja jestem obok więc możesz się do mnie przytulić jeżeli będziesz się bała.
Na początku nie planowałam skorzystać z tej propozycji.Postanowiłam być dzielna.Jednak już podczas pierwszej strasznej sceny z krzykiem wtuliłam się w Williama rozsypując przy tym cały popcorn.Chłopak zaskoczony lecz wyraźnie zadowolony moją reakcją objął mnie.
    Po filmie wyszliśmy na świeże powietrze.William żartował sobie ze mnie przez całą drogę na parking.
    -To nie jest śmieszne William!
    -Jest i to bardzo - wykrztusił z siebie chłopak ciągle się śmiejąc.
    -Jesteś podły - powiedziałam i zrobiłam minę zbitego psiaka.
    -Ojj przepraszam aniołku.
William pochylił się nade mną i w ramach przeprosin dał mi buziaka w policzek.Zarumieniłam się, on był uroczy.

    William zatrzymał się pod moim domem.Zsiadłam z motoru chłopaka i zdjęłam kask.William zrobił to samo.Podałam mu kask, a on schował go do schowka po siedzeniem.Przez jakiś czas staliśmy w ciszy.Zaczęło robić się niezręcznie, więc postanowiłam przytulić Williama na pożegnanie.
    -Dzięki za ten wieczór. - Powiedziałam i chciałam go przytulić lecz gdy William się schylił zamiast mnie przytulić on pocałował mnie.
__________________________________________________________________________________
Yo!
Nareszcie wakacje! Mam nadzieję, że wszyscy się cieszą z tego faktu.
Bardzo was przepraszam za jakiekolwiek błędy, które pojawiły się w tym rozdziale.
Niestety, ortografia nie jest moją najlepszą stroną.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał i wraz z Natalie liczymy na wasze komentarze.Dają nam one motywację do dalszego pisania.
I na koniec podsumowanie dzisiejszego rozdziału w formie gif'a:
Alice

 
 

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 3

-Co tu się dzieje?- zapytała podniesionym głosem pani Osheroff.
-Ta suka Isabelle rzuciła się na Marikę!- powiedziała zdenerwowana Natalie.
-Panno Smith, proszę nie używać takiego słownictwa- powiedziała już podenerwowana nauczycielka.
-Isabelle, Sophie co się stało?
-Marika rzuciła się na mnie- powiedziała płaczliwie Isabelle- ja i Sophie chciałyśmy jej i Natalie tylko zwrócić uwagę na ich niewłaściwe zachowanie.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Te suki kłamały w żywe oczy. Miałam ochotę przypieprzyć teraz wszystkim trzem: Isabelle i Sophie za te perfidne kłamstwa, a tej suce Lunie za sprowadzenie nauczycielki. Patrząc na minę Natalie widziałam, że popiera mój tok myślenia.
-Klaso czy to prawda?- zapytała pani Osheroff.
 -One kłamią proszę pani- powiedziałam starając się bronić.
-Nie ciebie pytałam panno Brunke!- krzyknęła nauczycielka.
-Klaso, zadałam pytanie.
-Isabelle mówi prawdę proszę pani- powiedziała jakaś dziewczyna. Reszta klasy pokiwała twierdząco głowami.
Tego było za wiele. Jak ta dziewczyna mogła tak powiedzieć! Przecież widziała jak było naprawdę! A reszta klasy to potwierdziła. Co to ma być do kurwa nędzy!
-Marika, Natalie do dyrektora! Ale to już!- powiedziała, a raczej krzyknęła pani Osheroff.
       Siedziałam z Natalie w gabinecie dyrektora. Pani Osheroff powiedziała mu jak wygląda sytuacja.
-Dziewczynki, możecie mi powiedzieć dlaczego pobiłyście Isabelle oraz Sophie?- zapytał oschle mężczyzna.
-My się tylko broniłyśmy proszę panna. To one zachowywały się agresywnie wobec nas i zaczęły bójkę.- powiedziałam próbując nas obronić.
-To prawda proszę panna.- zgodziła się ze mną Natalie.
-W takim razie dlaczego reszta klasy twierdzi, że było odwrotnie?
-Ponieważ oni się boja, że jeżeli nie potwierdzą wersji Isabelle to będą mieli kłopoty w szkole i z jej ojczulkiem.- powiedziała lekko zdenerwowana Natalie.
-Panno Smith, proszę nie gadać takich głupot. Isabelle jest porządną dziewczyną.
-No ależ oczywiście, bo jakby inaczej.- powiedziała z kpiną Natalie- Mówi pan tak tylko dlatego, że ojciec Isabelle daje mnóstwo kasy na tą szkołę.
-Dość!- krzyknął wyraźnie zdenerwowany dyrektor- Powinienem was zawiesić w prawach ucznia. Ale ze względu, że to  wasze pierwsze przewinienie będę dla was łaskawy. W ramach kary będziecie sprzątać gumy poprzyklejane do ławek. Przez 2 tygodnie. Od dziś.
-No super. Kurwa po prostu świetnie!- krzyknęła Natalie po tym jak wyszłyśmy z gabinetu.
-Mam ochotę jeszcze raz przypieprzyć tej dziwce.- powiedziałam wkurzona całą tą sytuacją.
Nagle usłyszałam śmiech Natalie.
-Co?- spytałam zdziwiona jej nagłą poprawą nastroju.
-Nie znałam cię od tej strony Marika. Skopałaś dupę tej suce.
-Taaa ale teraz mnie strasznie  ręka boli. Ty to dopiero pokazałaś tej dziwce gdzie jej miejsce. Nie dałaś jej się nawet tknąć.
Teraz i ja zaczęłam się śmiać.
           Po zakończonych lekcjach poszłyśmy do składziku gdzie otrzymałyśmy rękawiczki, dwie skrobaczki i wiaderko. Zaczęłyśmy od Sali, w której pobiłyśmy się z tymi plastikami.
-Bleee. To jest obrzydliwe.- zaczęła narzekać Natalie- Ja tak nie wytrzymam 2 tygodnie!
-Myśl pozytywnie Natalie. Przecież przywalenie tym sukom było jedna z najlepszych rzeczy jakie robiłam.
-Tyyy. Jesteś świetna w pocieszaniu.- uśmiechnęła się Natalie.
-Mój dar.- odwzajemniłam uśmiech.
Po godzinie mogłyśmy wracać do domu. Ze względu na to, że o tej godzinie niema autobusów w stronę naszych domów, przyjechał po nas wujek Natalie. Był bardzo miłym i zabawnym 40-latkiem. Gdy zatrzymaliśmy się pod moim domem, pożegnałam się z Natalie oraz Jeremy’m. Przez chwilę stałam bojąc się ruszyć. Tata i Lucas już zapewne wrócili. Weszłam do domu i od razu skierowałam się do salonu, w którym siedział tata.
-Marika gdzie ty byłaś? Martwiłem się o ciebie.- powiedział ojciec podnosząc się z sofy.
-Przepraszam tato. Musiałamodbyćkarę.- powiedziałam na jednym wdechu- Idę zrobić obiad.- powiedziałam chcąc ruszyć w stronę kuchni.
-Co musiałaś zrobić?
-Odbyćkarę.
-Marika mów wyraźnie.
-Musiałam odbyć karę!
-Co?!? Marika coś ty zrobiła? Przecież to dopiero twój drugi dzień w szkole!
-Ale to nie moja wina! To ta suka się na mnie rzuciła.
-Słucham?!?
-Taka Isabelle się mnie czepiała, a potem zaczęła mnie ciągać za włosy! No i ja się broniłam! Ale nikt nie chciał mi uwierzyć, że to jej wina! Więc przez 2 tygodnie muszę zostawać po lekcjach i sprzątać gumy!- powiedziałam podniesionym głosem.
-Marika! Masz szlaban na dwa tygodnie! Zero telewizji i komputera!
-Ale czemu ?!? Przecież ci mówię, że się tylko broniłam!
-Zawsze mogłaś załatwić sprawę w pokojowy sposób!
-Ale…
-Żadnego ale! Masz szlaban!
Byłam wściekła. Poszłam do swojego pokoju i opadłam na łóżko. Przycisnęłam poduszkę do twarzy i wydałam z siebie krzyk frustracji. Kurwa! Przecież to nie moja wina! Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i wzięłam długi relaksujący prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i weszłam do garderoby. Ubrałam się w wygodny dres i białą koszulkę, a włosy związałam w niechlujnego koka. Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam, że niema w nim laptopa. Ojciec musiał go wziąć. Sprawdziłam telefon. Miałam 2 nieodebrane połączenia od Natalie oraz sms’a również od niej z prośba o oddzwonienie. Od razu wybrałam numer Natalie i zadzwoniłam do niej. Od razu odebrała.
-Hej Natalie!
-Marika to straszne.
-Co się stało?
-Mam szlaban na dwa tygodnie!
-To jesteśmy dwie.
-Ty też?
-Niestety.
-Nie rozumiem przecież to niemy zaczęłyśmy! I jeszcze William się pyta za co mam ten szlaban.
-Ja też nie rozumiem, a William się dowie pewnie w szkole.
-Pewnie co i tak.
-Ughhh.
-Dobra muszę kończyć, papa.
-Papatki.
Rozłączyłam się. Z braku zajęć postanowiłam wziąć się za pracę domową z historii. Po 30 minutach poczułam się zmęczona. Wzięłam Bazylka, który cały czas leżał mi na kolanach i położyłam go na jego posłanie. Rozczesałam włosy i ubrałam się w piżamę. Położyłam się do łóżka i szczelnie opatuliłam się cieplutką kołdrą. Zasnęłam niemal natychmiast.
____________________________________________________________________________
                                                                 Yo!
Jest już 3 rozdział! Dziękujemy za komentarz od Mery Popynss! Gdy go przeczytałyśmy miałyśmy wielki zaciesz :)



Natalie_Alice
xoxo

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 2

 Stałyśmy z Natalie pod salą nr. 46-gdzie miała się odbyć nasza ostatnia lekcja-i rozmawiałyśmy o różnych błahych sprawach. Przez cały dzień miałam wrażenie jakby ktoś na mnie patrzył. Na początku myślałam, że mi się tylko wydaje lecz kilka razy przyłapałam na gorącym uczynku przystojnego chłopaka o blond włosach. On nawet się z tym nie ukrywał. Gdy nasze spojrzenia się spotykały, posyłał w moja stronę uśmiech lub puszczał oczko. Gdzie byśmy nie poszły on zawsze tam był w pobliżu wraz ze swoimi kolegami, otoczony wianuszkiem dziewczyn. Zaczęło mnie to naprawdę irytować.       
-Natalie, co to za koleś?- wskazałam na chłopaka, który znów zaczął mnie obczajać.
-Aż wstyd się przyznać, ale to mój brat.- powiedziała mało entuzjastycznie Natalie. W tym momencie chłopak uśmiechnął się do mnie zalotnie. Powiedział coś swojemu koledze po czym oboje wybuchnęli śmiechem.
-Naprawdę? Więc mogłabyś mu powiedzieć, aby się przestał na mnie gapić.- powiedziałam lekko podenerwowana zachowaniem osobnika, który był bratem Natalie.
-Nawet jeśli mu powiem to mnie nie posłucha, a ty powinnaś się trzymać od niego z daleka. Mój to kobieciarz to smutne, ale prawdziwe.- narzekała Natalie- Już tyle razy mu mówiłam, że zachowuje się jak gnojek, ale on ma to gdzieś. Nic do niego nie dociera. Myśli, że jak jest w drużynie football’owej to mu wszystko wolno! To jest denerwujące!
-Spokojnie nie mam zamiaru się do niego zbliżać.- uspokoiłam przyjaciółkę- On nie jest w moim typie, a poza tym zachowuje się jak idiota.
-Ty masz to szczęście, że z nim nie mieszkasz.
-I tu masz rację.
       Po zakończonych lekcjach ruszyłyśmy w stronę przystanku autobusowego. Gdy mijałyśmy szkolny parking zobaczyłam Williama- bo tak się nazywał brat Natalie- wsiadającego na motor.
-Dlaczego twój brat jeździ motorem,  a ty musisz jeździć autobusem?- zapytałam nie kryjąc zdziwienia.
-Ponieważ jak już ci wcześniej wspominałam mój kochany braciszek jest idiotą i nie ma zamiaru mnie wozić.
        Pożegnałam się  z Natalie i poszłam w stronę domu. Gdy już byłam pod drzwiami wyjęłam kluczę z torby i weszłam do środka. Ojca i Lucasa nie było jeszcze w domu. Położyłam torbę na sofę i poszłam do kuchni. Odkąd nie ma z nami mamy to na mnie spadł obowiązek przygotowywania obiadu. Dziś postanowiłam, że ugotuję kurczaka ze szpinakiem. Po 40 minutach danie było gotowe. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wyszłam na korytarz, przywitałam tatę i uściskałam Lucasa. Gdy usiedliśmy przy stole musiałam odpowiedzieć na szereg pytań dotyczących szkoły. Gdy obiad się skończył posprzątałam ze stołu i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam laptopa na kolana i zalogowałam się na Facebook’a. Miałam sporo zaproszeń do znajomych wśród nich było zaproszenie od Williama. Mimo jego zachowania w szkole i ostrzeżeń od Natalie postanowiłam je zaakceptować. Chwilę po tym napisał do mnie.
William:
‘’Hej śliczna ;)’’
Nie wiedzieć  czemu mu odpisałam.
Marika:
‘’Hej’’
William:
‘’Widziałem cię w szkole. Wygląda na to, że zaprzyjaźniłaś się z moją siostrą.’’
Marika:
‘’Tak. Natalie jest strasznie wesołą osobą.’’
William:
‘’Taaa ma dużo energii, ale jest upierdliwa -,-‘’
Marika:
‘’To samo słyszałam od niej na twój temat.’’
William:
‘’Ooo już mnie oczernia ;( nie jestem taki zły.’’
Marika:
‘’W szkole odniosłam inne wrażenie.’’
William:
‘’Przepraszam za moje zachowanie tego dnia, ale nie mogłem oderwać od ciebie wzroku. Byłaś niczym anioł ;)’’                       
Zarumieniłam się. Brawo Marika zaczyna ci się podobać chłopak, który pewnie cie wykorzysta, a potem zostawi- skarciłam się w myślach. Ale on przecież nie może być taki zły. Każdemu należy się szansa. Z ta myślą odpisałam Williamowi.
Marika:
‘’Wcale nie byłam niczym anioł.’’   
William:
‘’Dla mnie byłaś, pogadamy jutro w szkole?’’
Marika:
‘’Pewnie’’
William:
‘’Świetnie. Do zobaczenia jutro ;)’’         
Marika:       
‘’Papatki :)’’                                            
Wylogowałam się. Coś ty zrobiła Marika. Przecież on cie skrzywdzi. Będziesz żałować, że nie posłuchałaś Natalie- biłam się z myślami- ale on wydaje się być miły. W szkole zachowywał się jak idiota, lecz pewnie chciał się tylko popisać przed kolegami. Zaraz. Po co ja go usprawiedliwiam?!? Głowa mnie bolała od natłoku myśli. Włączyłam muzykę na laptopie i postawiłam go na Szawle nocną. Zaczęłam odrabiać lekcje.
       Obudziłam się cała obolała, bo jak się okazało prace domowe były tak fascynujące,  że zasnęłam przy biurku. Rozciągnęłam się, wzięłam prysznic i ubrałam się w różowe rurki i szara bluzę. Sprawdziłam telefon i zobaczyłam, że mam 2 nieodebrane połączenia od Natalie. Ciekawe czego chciała.- pomyślałam i spojrzałam na godzinę, 756. Wybiegłam jak poparzona z domu. Jakimś cudem udało mi się zdążyć na autobus. Byłam wściekła na ojca, że mnie nie obudził. Ku mojemu zdziwieniu Natalie nie było w autobusie. Wysłałam jej sms’a z zapytaniem gdzie jest. Po chwili otrzymałam odpowiedz.
               Od Natalie:
‘’Jestem już w szkole. Stało się coś dziwnego O.o, pogadamy w szkole.’’
         Weszłam do szkoły i skierowałam się w stronę szafek z zamiarem wzięcia książek od historii. Niestety dzięki mojemu szczęściu szafka nie chciała się otworzyć. Dopiero po kilku uderzeniach i szarpnięciach drzwiczki ustąpiły. Wzięłam książki i zamknęłam szafkę. Obróciłam się  i podskoczyłam zaskoczona obecnością Natalie tuż obok mnie.
-Natalie, przestraszyłaś mnie!
-Oj przepraszam, ale to nie jest ważne.
-Co się stało i dlaczego nie było cie w autobusie?
-Oto właśnie chodzi. Mój brat się dziwnie dzisiaj zachowuje. Zrobił śniadanie, podwiózł mnie do szkoły i dał pieniądze na lunch.
Byłam lekko zaskoczona tym co mówi moja przyjaciółka. Jednocześnie nie opuszczała mnie radość spowodowana zachowaniem Williama. Wiedziałam, że on nie jest taki zły! Założę się, że jak go bliżej poznam będę mile zaskoczona co do charakteru chłopaka. Ruszyłyśmy w stronę sali, w której miała się odbyć nasza pierwsza lekcja nie przestając rozmawiać o nagłej zmianie zachowania Williama. Gdy nadeszła pora na lunch, poszłyśmy na stołówkę. W drodze do naszego punktu docelowego natknęłyśmy się na trzy tapeciary. Spojrzały na mnie z wyższością i przechodząc obok nas jedna z nich szturchnęła mnie w ramię. Byłam zniesmaczona ich zachowaniem. One kurwa myślą, że kim niby są?!?
-Właśnie miałaś okazję spotkać szkolne ‘’piękności’’.- powiedziała Natalie robiąc cudzysłów w powietrzu- Nie mam pojęcia co faceci w nich widzą.
-Uwierz mi, że ja też nie wiem. Szczerze to najchętniej bym zrobiła coś tej plastikowej laluni.
-Moja bratnia duszo!- krzyknęła Natalie i mnie przytuliła- nawet nie wiesz ile czasu czekałam, aż ktoś podzieli moje zdanie na ten temat!
Wybuchnęłyśmy śmiechem tym samym zwracając na siei uwagę innych uczniów. Weszłyśmy do stołówki i zajęłyśmy stolik w kacie pomieszczenia. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym oraz zajadałyśmy się kanapkami. W pewnym momencie do naszego stolika podszedł William.
-Hej siostrzyczko. Cześć Marika- przywitał się z nami
-Czego chcesz?- zapytała oschle Natalie
-Nie rozumiem o co ci chodzi siostrzyczko.
-William za dobrze cie znam! Od rana jesteś zbyt miły dla mnie. Co ty knujesz?
-Ranisz mnie.- powiedział z miną zbitego psiaka William- ja tylko staram się być miły. Mariś czy ja jestem taki zły?
-Nie wiem William- powiedziałam rumieniąc się- Nie znam cie za dobrze.
-W takim razie czas to zmienić! Czy zgodziłabyś się spotkać ze mną jutro o 1800 w pobliskiej kawiarni, droga Mariko?
-Tak, brzmi nieźle- odpowiedziałam schylając głowę by zasłonić rumieńce.
-Więc widzimy się jutro- powiedział William i ruszył w stronę swoich kolegów.
-Co to kurwa miało być?- zapytała zdenerwowana Natalie.
-Nie rozumiem o co ci chodzi.
-Marika przecież mówiłam ci, że mój brat to babiarz. Kurwa, teraz wiem dlaczego był taki milutki.
-Daj spokój Natalie. Postanowiłam dać mu szanse.
-Będziesz tego żałować.
-Możemy zakończyć ten temat.- poprosiłam, Natalie skinęła tylko głową.
          Zadzwonił dzwonek. Weszłyśmy do Sali, w której za chwilę miała się odbyć godzina wychowawcza. Na moje szczęście nasza wychowawczyni jest również nauczycielką angielskiego, więc przedstawianie się nowej klasie mam za sobą. Usiadłyśmy na swoich miejscach. Chwilę potem pani Osheroff weszła do Sali. Już chciała coś powiedzieć, gdy nagle do sali wszedł dyrektor i poprosił ją do siebie. Pani Osheroff poprosiła abyśmy zachowali się przyzwoicie i nie hałasowali. Razem z Natalie zaczęłyśmy rozmawiać o moim jutrzejszym spotkaniu z William’em (tak udało mi się ją do tego przekonać). Nagle ktoś mnie szarpną za ramię powodując, że prawie upadłam.
-Co jest kurwa?- wysyczałam w stronę Isabelle- jednej ze szkolnych ‘’piękności’’.
-Odpieprz się od Williama- powiedziała swoim cholernie irytującym i sztucznym głosem.
-A to niby czemu Barbie?
-Bo on jest mój!
-Weź się zamknij Isabelle i spieprzaj stąd.- powiedziała jadowicie Natalie.
-Nie wtrącaj się Smith. To nie twoja sprawa.- powiedziała druga suka o imieniu Sophie.
-Jak nie moja sprawa?!? To jest do jasnej cholery mój brat pizdo!
W tej chwili Isabelle chwyciła mnie za włosy i je pociągnęła. Nie pozostając jej dłużna zrobiłam to samo. Sophie poszła w ślady Isabelle i rzuciła się na Natalie. Lecz nie zdążyła jej nawet tknąć, ponieważ moja przyjaciółka Nielubi się cackać i od razu przywaliła jej pięścią w jej paskudną mordę. Sophie upadła na ziemie i pokazała, że się poddaje. Luna- trzecia Barbie- wybiegła z sali. Nie za bardzo mnie obchodziło po co. Dalej szarpałyśmy się z Isabelle. Suka wbiła mi swoje pazury w ramię! Miałam jej po prostu dość. Pchnęłam ją powodując, że upadła. Niestety przez to, że mnie trzymała upadłam razem z nią z tą różnicą, że ja byłam na górze. Będąc już niezwykle zdenerwowaną, przywaliłam jej pięścią w nos. Nie byłam jakąś  furiatką, więc po tym ciosie zeszłam z niej i przybiłyśmy sobie piątkę z Natalie. Zauważyłam, że swoją bójką zwróciłyśmy na siebie uwagę całej klasy. Nagle drzwi się otworzyły, a do sali weszła Luna z panią Osheroff.

_______________________________________________________________________________

Na poprawę humoru Justinek od Natalie.
Natalie_Alice
xoxo


środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 1




Obudziły mnie jakieś szmery. Leniwie zeszłam z łóżka i szurając nogami ruszyłam w stronę źródła hałasu, którym była szafa. Delikatnie uchyliłam drzwiczki mebla i zajrzałam do środka. Na stercie poskładanych ubrań siedział Bazyl, mój kilkumiesięczny biały kotek. Wzięłam go na ręce i przeniosłam na łóżko. Sprawdziłam godzinę na telefonie. Była 5:20. Czując, że już nie zasnę, postanowiłam przygotować się na mój pierwszy dzień w nowej szkole. Poszłam wziąć prysznic, ubrałam się w moje ulubione dżinsy i wygodną bluzę.


 Gdy skończyłam makijaż, zeszłam do kuchni, w której zobaczyłam półprzytomnego ojca.
    - Dzień doby tato - przywitałam się.
    - Dzień dobry Marika - odpowiedział zaspanym głosem mój ojciec. - Znów miałaś problemy ze snem?
    - Nie.Tym razem to wina Bazyla. Nie mam pojęcia jak on wlazł do tej szafy, ale strasznie hałasował.
    - Mówiłem ci, że z tym kotem jest coś nie tak.
    - Wiem! Może on ma jakieś super umiejętności albo jest takim szpiegiem jak z filmu "Psy i koty" - powiedziałam wyciągając jogurt z lodówki.
    - Może oglądasz za dużo filmów?
    - Wcale nie!  
    - Naprawdę? Dwa dni temu znalazłem cię śpiącą na sofie przed telewizorem. Byłaś cała w popcornie i...
    - Dość! Dobra, może i oglądam trochę za dużo filmów. Wygrałeś! - mówiąc to wyrzuciłam pojemnik po jogurcie i wróciłam do pokoju.
    Położyłam się na łóżko i założyłam słuchawki na uszy, chwilę potem rozbrzmiały w nich pierwsze nuty piosenki One Direction - "You and I". Zamknęłam oczy i niemalże w tej samej chwili w mojej głowie pojawił się obraz zdarzenia sprzed tygodnia. Miałam wrażenie, jakby znów ktoś przykładał mi nóż do gardła. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Teraz w głowie rozbrzmiał mi ten seksowny głos mego wybawcy. Mogłabym się nim delektować godzinami. Niestety mój kot był innego zdania i postanowił pogryźć kabel od słuchawek, tym samym przerywając moje rozmyślania. Usiadłam i zdjęłam już nienadające się do użytku słuchawki. Spojrzałam na Bazyla. Ten bezczelny, lecz słodki kotek gapił się na mnie, wyraźnie zadowolony ze zniszczenia kolejnego sprzętu (tak, kolejnego). Wzięłam go na ręce i przysunęłam do swojej twarzy.
    - Bazyl, koteczku, jesteś najbardziej wkurwiającym, a zarazem najsłodszym stworzeniem jakie kiedykolwiek widziałam.
    Odłożyłam go z powrotem na łóżko. Zeszłam do salonu i zobaczyłam mojego ośmioletniego brata Lucasa. Siedział na sofie z miską płatków na kolanach i oglądał kreskówki.
    - Posiłki spożywamy w kuchni głupku.
    - Wieeeeeeem, ale teraz leci w TV moja ulubiona bajka.
    - Dobra,ale to ostatni raz.
    W tej samej chwili do pokoju wszedł tata. Był ubrany w garnitur, w którym chodzi do pracy.
    - Lucas, wyłącz telewizor. Pora do szkoły.
    - Ale się jeszcze nie skończyło - powiedział błagalnym tonem Lucas.
    - Obejrzysz powtórkę wieczorem.
    - Dooooooobra - powiedział Lucas i ruszył w stronę wyjścia.
    - Marika. Ty też powinnaś już wychodzić, zaraz się spóźnisz na autobus.
    - Dobrze, tato. Pa - pożegnałam się i wyszłam z domu od razu kierując się w stronę przystanku.
    Szłam jakieś 20 minut. Gdy byłam już niedaleko zobaczyłam, że autobus już podjeżdża pod przystanek. Zaczęłam biec. "Ufff, zdążyłam" - pomyślałam wchodząc do środka. Ledwo zrobiłam dwa kroki i potknęłam się o czyjąś torbę.
    - Przepraszam - powiedziałam do właścicielki torby.
    - Spoko - odparła z uśmiechem na twarzy. - Jestem Natalie.
    - Marika.
    - Siadaj - poklepała miejsce obok siebie. - To ty jesteś z tej rodziny co się tu niedawno przeprowadziła?
    - Tak.
    - Skąd jesteś?
    - Z Polski, konkretniej z Białegostoku.
    - Do której szkoły będziesz chodzić?
    - Dziś będzie mój pierwszy dzień w John Marshall High School.
    - To świetnie! Właśnie do tego liceum uczęszczam! - powiedziała trochę za głośno Natalie.
    Przez całą jazdę autobusem rozmawiałam z nową znajomą. Nie mogłam pojąć skąd w niej tyle pozytywnej energii. Bardzo ją polubiłam. W końcu autobus się zatrzymał. Wysiadłyśmy i ruszyłyśmy w stronę liceum.
    - Natalie, muszę iść do sekretariatu po plan lekcji, a nie wiem gdzie to jest...
    - Zaprowadzę cię.
    - Dzięki.
    Po przebyciu niedługiej drogi doszłyśmy do sekretariatu.
    - Ja tu poczekam - powiedziała Natalie.
    - Okej.
    Zapukałam do drzwi i gdy usłyszałam, że mogę wejść, otworzyłam je i weszłam do pomieszczenia. Przedstawiłam się. Od starszej kobiety z okularami na nosie otrzymałam plan lekcji i listę kół zainteresowań na które będę mogła uczęszczać. Podziękowałam i wyszłam. Gdy tylko zamknęłam drzwi, usłyszałam Natalie.
    - Pokaż mi swój plan lekcji.
    Podałam jej kartkę z moim planem lekcji.
    - Mamy razem większość lekcji - powiedziała z radością Natalie. - Chodź, teraz mamy historię.
    Poszłyśmy w stronę sali w której odbywały się zajęcia. W międzyczasie Natalie mówiła mi, gdzie co się znajduje. "Skąd do jasnej cholery tyle w niej radości?!" - pomyślałam patrząc na moją nową przyjaciółkę.

________________________________________________________________________________

Eloszki ^.^
Jest już pierwszy rozdział yuuupi xD. Jesteśmy ciekawe czy wam się spodobały nasze wypociny.


Natalie_Alice
xoxo

Prolog


Był już późny wieczór. Szłam ciemnymi ulicami Los Angeles i rozmyślałam o jutrzejszym dniu. Miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Oglądałam się nerwowo za siebie, jednak nikogo nie mogłam zauważyć. Przyśpieszyłam. Nagle poczułam zimną stal na mojej szyi.
    - Bądź cicho, a nic ci się nie stanie - usłyszałam głos napastnika.
Spanikowałam. Nogi się pode mną ugięły. Napastnik zażądał ode mnie pieniędzy i telefonu. I wtedy poczułam, że ktoś odciąga bandytę do tyłu. Mój wybawca okazał się być chłopakiem w kapturze. Uderzył napastnika pięścią w twarz, a następnie w brzuch.
    - Spieprzaj, albo ci wpierdolę!
    Bandyta odszedł, trzymając się za brzuch i klnąc pod nosem. Chłopak w kapturze spojrzał w moją stronę.
    - Wszystko w porządku? - zapytał swoim seksownym głosem.
    - T-tak - odpowiedziałam, chociaż nie byłam do końca pewna.
    - Nie powinnaś chodzić tak późno po tej dzielnicy - ostrzegł mnie. - Jakiś nieprzyjemny typ mógłby ci zrobić krzywdę.
    - Dzięki za pomoc.
    - Nie ma sprawy.
    - Jestem Marika - powiedziałam cicho
    - Ładne imię - rzucił komplement i chwilę później zniknął w ciemnym zaułku.
    Jeszcze jakiś czas stałam, nie mogąc się ruszyć. Byłam przerażona tym co się stało, a jednocześnie w mojej głowie wciąż słyszałam nieziemski głos nieznajomego.

__________________________________________________________________________________
 Witajcie na naszym pierwszym blogu!
Mamy nadzieje, że prolog wam się spodobał.^.^ Czekamy na wasze komentarze zarówno te pozytywne jak i negatywne. ;3


Natalie_Alice
xoxo