piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 7

Ważna notka pod rozdziałem!!!!!!!!



Modliłam się aby osoba za Paulem mi pomogła. Niestety Bóg wydawał się nie słyszeć moich modlitw. Gdy ta osoba była podeszła bliżej okazało się, iż jest to po prostu schlany imprezowicz. Ten koleś ledwo trzymał się na nogach! Nagle poczułam jak uderza we mnie fala zimnego powietrza. Przeszły mnie deszcze. Blondyn niósł mnie jeszcze kawałek po czym się zatrzymał. Po chwili usłyszałam dźwięk otwierania bagażnika do którego chwilę później zostałam wrzucona. Dzięki mojemu "szczęściu" wpadając do bagażnika uderzyłam głową w skrzynkę z narzędziami, która znajdowała się w środku. Straciłam przytomność.


Obudziłam się z potwornym bólem z tyłu głowy. Automatycznie chciałam się chwycić za bolące miejsce lecz coś mi to skutecznie uniemożliwiało. Otworzyłam oczy, byłam przywiązana do krzesła.Od razu ogarną mnie strach i dezorientacja. Znajdowałam się w małym, obskurnym pokoju. Ściany były szare, a w niektórych miejscach było widać dziury. Po mojej prawej stronie znajdowało się jedyne w tym pokoju okno. Już chciałam wołać o pomoc ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak postaram się wymyślić jakiś pomysł dzięki któremu się stąd wydostanę. Jeszcze raz rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie było w nim nic oprócz tego pieprzonego krzesła! A do tego jedynym źródłem światła było to małe okno... właśnie! Okno! W miarę możliwości starałam się przysunąć na krześle do okna. Muszę przyznać, że szło mi to całkiem nieźle. Już po paru chwilach znalazłam się przy oknie. Wyjrzałam przez nie. Pokój znajdował się na pierwszym piętrze ale na moje szczęście tuż obok niego rosło drzewo po którym mogłabym spokojnie zejść. Zadowolona z takiego obrotu sytuacji zaczęłam się szarpać chcąc się uwolnić ze sznurów,którymi byłam przywiązana do krzesła. Nagle drzwi się otworzyły a do środka wszedł Paul i blondyn! O cholera...
-Hej Mike zobacz kto się obudził! - powiedział Paul z tym swoim uśmiechem na mordce.
-Przecież widzę kretynie - powiedział blondyn i podszedł do mnie. - Co ty kombinujesz, hmmm? Z tego co pamiętam krzesło stało na środku pokoju a nie przy oknie. - powiedział szorstko. Ten facet był straszny. Bałam się jak nigdy. Takie sceny oglądałam w filmach i nigdy bym nie pomyślała, że to może mnie spotkać!
- Gdzie są nasze pieniądze? -spytał Mike. Patrzyłam na niego jak na idiotę. O czym on mówi?
-Jakie pieniądze?
-Nie udawaj głupiej! - krzykną groźnie. - Gdzie jest nasza kasa za dragi?
-Słucham?! Ja nie biorę żadnych narkotyków! - krzyknęłam. Szybko tego pożałowałam, ponieważ Mike przywalił mi w twarz. Łzy cisnęły mi się do oczu. To jakaś pieprzona pomyłka!
-Pytam jeszcze raz. Gdzie nasza kasa? - Nic nie mówiłam. Bałam się.
-Mike... - powiedział Paul lecz blondyn zdawał się go nie słyszeć. - Mike!
-Co?! -rykną blondyn.
-Czy tamta dziewczyna która jest nam winna kasę nie jest przypadkiem blondyną? - Mike'owi źrenice momentalnie się powiększyły. Patrzył się na mnie.... z lekkim przerażeniem w oczach.
-O kurwa - wyszeptał Mike. - Ona ma brązowa włosy! Kurwa, pomyliliśmy się!
-Zauważyłem kretynie! Co teraz? Szef zaraz ty będzie! - krzyczał Paul. Patrzyłam się na nich jak na wariatów. Nagle z twardych gangsterów zmienili się w przerażone dzieci.Było to dość zabawne. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
-Szefie! - krzyknęli jednocześnie Mike i Paul. Spojrzałam na osobę która przed chwilą tu weszła. Zatkało mnie, przecież to... David!


*David*


Już na korytarzu prowadzącym do pokoju, w którym znajdowali się Mike i Paul było słychać ich krzyki. Wkurwiało mnie to tym bardziej, iż po wczorajszym wypadzie do klubu miałem kaca. Teraz powinien być ze mną Peter ale on razem z tą swoją przyjaciółką, hmmm jak jej tam... Natalie szukają Mariki. Według mnie jest to kompletnie bez sensu. Pewnie zasnęła na jakiejś ławce albo wróciła wcześniej do domu. Gdy byłem już przy drzwiach krzyki stały się nie do zniesienia, w wyniku czego dość mocno nacisnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Mike i Paul krzyknęli "Szefie!" . Po jaką cholerę krzyczeli to ja nie wiem. Przecież stoję tuż obok. Po słałem im mordercze spojrzenie. To starczyło aby się zamknęli.
-Czego się drzecie idioci?!
-Sz-szefie bo m-my,nooo - jąkał się Mike. To było irytujące.
-No co?!
-Porwaliśmy nie tą dziewczynę - dokończył Paul.
-Że co wy zrobiliście?! - Spojrzałem na dziewczynę która siedziała przywiązana do krzesła. Nosz kurwa! - Wy idioci! Przecież ona nawet nie przypomina tamtej laski!
-Ale my widzieliśmy jak wchodzi do łazienki. N-no i my poszliśmy wtedy po taśmę i j-jak wracaliśmy to ta dziewczyna wychodziła... - tłumaczył Mike ale to im nie pomagało.
- Nie obchodzi mnie to! Spieprzyliście robotę! Nie dość, że nie odzyskaliście kasy to jeszcze porwaliście córkę prokuratora! - Byłem wściekły. Jak oni mogli spieprzyć tak proste zadanie. Mike znów próbował się tłumaczyć ale ja nie chciałem tego słuchać. Nawet nie wiem kiedy moja pięść powędrowała w stronę Mike'a. Chłopak wylądował na podłodze. - Paul rozwiąż dziewczynę, a ty Mike zejdź mi z oczu. - Paul od razu ruszył wykonać moje polecenie. Mike natomiast przez chwilę patrzył na mnie to na Paula. Kilkakrotnie otwierał usta aby coś powiedzieć ale szybko je zamykał. W końcu wstał i wyszedł. Obróciłem się i zobaczyłem, że Paul już odwiązał dziewczynę. Podszedłem do niej i chwyciłem ją za przedramie. Powiedziałem jeszcze dla Paul'a aby on i Mike znaleźli odpowiednią dziewczyną, po czym wyszedłem z pokoju ciągnąc ze sobą brązowowłosą. Szliśmy przez korytarz w ciszy co wcale mi nie przeszkadzało. Po paru chwilach wyszliśmy z pustostanu. Spojrzałem na dziewczynę. Miała strach w oczach. Szczerze nie dziwie jej się. Otworzyłem drzwi od mojego czarnego Range Rover'a i wskazałem dziewczynie aby wsiadła. Gdy już to zrobiła obszedłem samochód i usiadłem na miejscu kierowcy.
-Marika - zwróciłem się do niej - nic ci się nie stanie jeżeli obiecasz, że nikomu nic nie powiesz.


*Marika*

David otworzył mi drzwi od swojego samochodu gestem ręki pokazując abym do niego wsiadła. Posłusznie wykonałam jego polecenie bojąc się konsekwencji jakiegokolwiek sprzeciwu z mojej strony. Chwilę potem chłopak siedział już na miejscu kierowcy.
-Marika, nic ci się nie stanie jeżeli obiecasz, że nikomu nic nie powiesz.
-David ale o co im chodziło i czemu nazywali cię szefem? - spytałam cichutko w głębi duszy mając nadzieję, że tego nie usłyszał.
-To bez znaczenia. - a jednak słyszał - Obiecaj mi teraz, że nikomu nic nie powiesz bo inaczej będę musiał użyć na tobie trochę drastyczniejszych metod, a tego chyba nie chcemy?
-Obiecuję. - Bałam się powiedzieć cokolwiek innego. I co znaczyły te "drastyczniejsze metody"? Może lepiej abym nie wiedziała.
-Dobra dziewczynka - powiedział David z tryumfalnym uśmiechem i uruchomił silnik po czym ruszył z miejsca z piskiem opon. Już po kilku pierwszych minutach jazdy z nim mogłam spokojnie stwierdzić, iż już nigdy więcej nie wsiądę z nim do samochodu! Facet jechał cholernie szybko kompletnie ignorując wszelkie ograniczenia prędkości i inne znaki. Siedziałam przyciśnięta do fotela z szeroko otwartymi oczami. Nienawidzę szybkiej jazdy!
-Mógłbyś zwolnić! - krzyknęłam do Davida bojąc się, że jak tak dalej pójdzie to może dojść do jakiegoś wypadku. Chłopak spojrzał na mnie i po chwili, ku mojemu zdziwieniu, zwolnił.
-Marika, ty się dobrze czujesz? Jesteś strasznie blada.
-Dziwisz mi się! Jedziesz jak wariat przez miasto! Co by było gdybyś kogoś potrącił?!
-Daj spokój. Jestem profesjonalistą jeśli chodzi o szybką jazdę.
-Nie obchodzi mnie to! - David patrzył na mnie przez chwilę ale szybko wrócił wzrokiem na ulicę. O dziwo nie był zły. Przez następne kilka minut żadne z nas się nie odzywało. Chłopakowi chyba zaczęło to przeszkadzać, ponieważ postanowił włączyć radio. W duchu byłam mu za to wdzięczna. Miałam nadzieję, że muzyka odgoni moje wszystkie negatywne myśli, które podczas jazdy nagromadziły się w mojej głowie.
Goodnight, sleep tight
Don't let the dead bite

Johnny 3, and he's dippin' in the four door
44, and it's pointing at your window
Ain't a good shot, here come four more
Gettin' hot, so I play in the snow
In a town made wicked, made from these wicked things
See the dead on the cover of a magazine
I see my smile, it was born from amphetamines
Better duck, 'cause it's war on my enemies
Oh, God, think I lost it all now
Lost some and wanna watch the rest go
A mad man when I'm mixed with Soco
Who would've thought a man could sink to so low
Now, who wants to die from the Mossberg shotty!?
Putting holes in the hotel lobby!
All you fake bitches is just another hobby!
And I'll let you dig, where I dump your body. *

Niestety myliłam się. Ta piosenka ani trochę mi nie pomagała! Wręcz przeciwnie. Ugh. W przeciwieństwie do mnie David był widocznie zadowolony z piosenki bo nawet zaczął ją sobie nucić pod nosem.



________________________________________________________________________________________
*Dobranoc, Śpij dobrze
Nie daj ukąsić się śmierci
Johny 3, kroczy do drzwi głównych, czterdziestka czwórka wycelowana w Twoje okno
Niedobry strzał, zaczyna się robić cztery razy bardziej gorąco, więc się bawię
W mieście zrodzonym z grzeszności, zrodzonym z tych niegodziwych rzeczy
Widać trupy na okładkach magazynów
Widzę mój uśmiech, zrodzony z amfetaminy
Lepiej, frajerze, 'przyczyna' to wojna przeciw moim wrogom
Och, Boże, sądzę, że teraz straciłem wszystko
Straciłem nieco, i chcę patrzeć, jak odchodzi reszta
Źli faceci z mixem, to takie zimne
Kto by pomyślał, że facet może utonąć tak płytko
A teraz, kto chce umrzeć od strzału Mossberga?!
Robię dziury w hotelowym holu!
Wszystkie te sztuczne dziwki, to tylko kolejne hobby!
Teraz jesteś martwy, owinięty we własne ciało
Hollywood Undead - Dead Bite

HI!! -.-
Jestem wprost happy z ilości komentarzy pod rozdziałem 5 ale za to pod rozdziałem 6 niema ich wgl! Ugh! Czemuuuuu noo????? xD Ale za to przybywam z rozdziałem 7 jest krótki tak wiem -,- to jest kara! xD 
Więc do następnego! (jak wgl będzie xD)







Natalie xx


niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 6

-Nie rozumiem.Marika opowiedz mi wszystko od początku dobrze?
-Nie odwrócisz się ode mnie jak ci to powiem.
-Oczywiście, że nie!
-A obiecasz, że nikomu nie powiesz?
-Obiecuję.
-Więc...
-Więc? -Natalie patrzyła się na mnie czekając,aż powiem jej o co chodzi.Chciałam powiedzieć Natalie całą prawdę ale nie byłam pewna czy powinnam.Co jeżeli tylko mi się wydaje? Może ojciec ma gorsze dni w pracy.Bałam się jej reakcji. Przecież może mnie uznać za rozpieszczoną dziewczynkę, która za wszelką ceną próbuje dopiec ojcu za to, że dał jej szlaban.Nie chciałam stracić mojej jedynej przyjaciółki.Nie zniosłabym tego.
-Ja.... Nie mogę, przepraszam.
-Ehhh. Dobra, powiesz mi jak będziesz gotowa, okey? - Naprawdę mi ulżyło kiedy usłyszałam te słowa z ust Natalie.Byłam jej wdzięczna za to.
-Okey.
-Masz chusteczkę, wysmarkaj się - powiedziała podając mi chusteczki.
-Dzięki.
-Tylko szybko, bo i tak już jesteśmy spóźnione na lekcje.
-Nie wierzę!
-Co?
-Ty się martwisz spóźnieniem na lekcje!
-Hmmm, widzę, że humorek się poprawił, co? - spytała z cwaniackim uśmiechem Natalie.
-Trochę.
-To świetnie! Chodź idziemy na naleśniki!
-Czekaj, co?! Miałyśmy iść na lekcje! Sama tak mówiłaś!
-Rozmyśliłam się. Nie stój tak!
-Okey, okey.


-Będziemy miały kłopoty - powiedziałam już po raz setny podczas naszego pobytu w kawiarence niedaleko szkoły.
-Ojj, zamknij się! Cały czas narzekasz. Nic się nie stanie. Ta facetka nie sprawdza obecności. -Natalie miała już chyba naprawdę dość moich narzekań.Ale to moje pierwsze wagary! Nigdy wcześniej nie uciekłam z ŻADNEJ lekcji.Do szkoły chodziłam nawet gdy mama była w szpitalu.Prawie zawsze miałam 100% frekwencję.A teraz siedzę w jakiejś kawiarence zamiast uczyć się w szkole!
-Okey.. - powiedziałam i kontynuowałam jedzenia cholernie dobrego naleśnika.Nagle Natalie wlepiła wzrok w coś za mną.Obróciłam się, aby zobaczyć co przyciągnęło wzrok mojej przyjaciółki. Okazał się być to wysoki chłopak o czarnych włosach.Był ubrany w szary t-shirt i jeansy.Spojrzałam z powrotem na Natalie.Gapiła się na tego chłopaka z niewiarygodnym skupieniem. Trzeba przyznać, że był to śmieszny widok.
-Natalie. - zwróciłam się do przyjaciółki lekko chichocząc.
-Co? - spytała zdezorientowana.
-Czemu gapisz się na tamtego kolesia?
-Mam wrażenie, że go znam.
-Hmm?
-Nieważne - machnęła na to ręką.


Po naszym wypadzie do kawiarenki wróciłyśmy do szkoły.Chwała Panu, że nie natknęłyśmy się przez resztę dnia w szkole na te puste lalunie.Zaraz po szkole wróciłam do domu i zrobiłam obiad. Tata z Lucasem wrócili niedługo po tym jak nakryłam do stołu. Nie odezwałam się do ojca ani słowem. Po skończonym posiłku Lucas pobiegł do swojego pokoju, a ja musiałam posprzątać. Ojciec przyglądał się wszystkiemu co robię, strasznie mnie to irytowało. Starałam się ukryć moje zdenerwowanie ale chyba nie najlepiej mi to wychodziło.
-Co to za mina, Marika?
-Żadna...
-Marika - powiedział chłodno.
-Co? - spytałam trochę zbyt ostro.
-Kurwa Marika! Może trochę grzeczniej!
Nic nie mówiłam.Byłam zdziwiona jego wybuchem ale postanowiłam to zignorować, więc powróciłam do sprzątania po obiedzie kompletnie ignorując ojca i jego pytania typu "Co w szkole?". Nie wydawał się być zadowolony z mojego zachowania ale nie sądziłam, że będzie, aż tak wściekły.
-Marika do cholery, mówię do ciebie! - Krzykną mocno chwytając mnie za przedramię przez co upuściłam talerze, które niosłam do zmywarki.
-Nie dość, że jesteś rozpieszczoną gówniarą to jeszcze nawet nie potrafisz posprzątać!
-Auć, tato puść mnie! To boli! - krzyczałam próbując się wyrwać.
-Czy ty nie umiesz niczego zrobić porządnie! Przez ciebie twoja matka pewnie teraz się w grobie przewraca!
-Tato przestań - powiedziałam ze łzami w oczach dalej próbując się wyrwać z uścisku.Na marne.
-Zamknij się! Jesteś z siebie dumna, co?! To przez ciebie Iwona zmarła!
-To nieprawda! To choroba! To rak ją zabił!
-Wyzdrowiałaby gdybyś się nią odpowiednio zajęła!
-Codziennie ją odwiedzałam w szpitalu! Codziennie ją pocieszałam! Byłam z nią cały ten czas!
-Widocznie to za mało! Może gdybyś nie sprawiała kłopotów przed tym jak twoja matka zachorowała ty by nie było tej całej sytuacji!
-Ja?! Ja sprawiałam kłopoty?! To ciebie nie było całymi dniami, a jak już byłeś to się kłóciłeś z matką i... - nie zdążyłam dokończyć, bo poczułam silny ból na prawym policzku.On mnie uderzył.Łzy spływały mi po policzkach. Miałam tego dość.Ojciec był wściekły, krzyczał na mnie ale ja już nic nie rozumiałam.Miałam mętlik w głowie.Wyrwałam się z uścisku i pobiegłam do swojego pokoju, który zamknęłam, a następnie udałam się do łazienki. Usiadłam przy ścianie i schowałam twarz w dłoniach.Siedziałam tak parę minut, aż w końcu wstałam i podeszłam do umywalki. Otworzyłam drzwiczki od szafki i wyciągnęłam z niej żyletkę.Przyłożyłam ją sobie do nadgarstka i jednym ruchem przejechałam ją po skórze.Czynność powtórzyłam jeszcze kilka razy.Stałam tak przez chwilę patrząc jak krew spływa mi po nadgarstku. Nie! Nie mogę tego znowu robić! Rzuciłam żyletkę o ścianę i znów kucnęłam przy ścianie.Byłam psychicznie wykończona.Chciałam aby ten ból znikną i już nigdy więcej się nie pojawił.Nie chodzi tu o ból fizyczny ale psychiczny, a on jest znacznie gorszy.Uciska cię w sercu, a ty nic nie możesz z tym zrobić.Krzyczysz, kopiesz, bijesz, a on pozostaje niewzruszony.To cię niszczy od środka.

Obudził mnie dźwięk dzwonka od telefonu.Nawet nie zdawałam sobie sprawy kiedy zasnęłam.Wciąż byłam w łazience. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam połączenie.
-Halo?
-Hej,Marika.Z tej strony Natalie.Wszystko w porządku?
-To nic takiego.
-Na pewno?
-Tak.
-Okey.Pamiętasz tego chłopaka w kawiarni?
-Tak, a co?
-To był Peter.Mój przyjaciel z dzieciństwa. Przeprowadził się 3 lata temu i kontakt nam się urwał.Ale teraz jest w okolicy i go spotkałam.Pogadaliśmy i on zaprosił mnie i ciebie na imprezę. Przyjdzie z kumplem, więc ubieraj się w seksowne ciuchy i widzimy się przy parku za godzinę!
-Ale... - połączenie zostało przerwane,zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.Naprawdę nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, najchętniej położyła bym się teraz do łóżka i nie wychodziła z niego przez cały weekend ale w tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak tylko przygotować się na imprezę.Wstałam z podłogi i wzięłam prysznic.Nie trwał on długo ponieważ miałam tylko godzinę.Założyłam za siebie czarną koronkową bieliznę i podeszłam do lustra.Wyglądałam strasznie.Nie chciałam na siebie patrzeć, gdy byłam w takim stanie.Szybko się umalowałam i ruszyłam w stronę garderoby.Po dłuższym zastanowieniu postanowiłam założyć moją czarną sukienkę z wycięciem na plecach oraz czarne szpilki.Na nadgarstek założyłam sporą ilość bransoletek aby zakryć ślady po moim spotkaniu z żyletką.Gdy już się ubrałam schowałam do torebki telefon i portfel.Nie miałam zamiaru pytać ojca o zgodę.Otworzyłam drzwi na balkon i ostrożnie zeszłam na dół.O dziwo nie doznałam żadnej nieprzyjemności, więc najszybciej jak tylko mogłam ruszyłam w stronę parku. Dotarcie na miejsce zajęło mi około 20 minut. Natalie była już w umówionym miejscu więc nie czekając ani chwili dłużej ruszyłyśmy w stronę klubu. Przed klubem ciągnęła się cholernie długa kolejka.Już chciałyśmy grzecznie stanąć w kolejce gdy nagle usłyszałyśmy jak ktoś nas woła, a konkretniej jak ktoś woła Natalie.
-Natalie! - krzykną chłopak którego widziałam w kawiarni i podbiegł do nas.
-Peter! - krzyknęła uradowana Natalie i przytuliła się do przyjaciela. - To jest moja przyjaciółka Marika.Marika to mój przyjaciel Peter.
-Hej! Miło cię poznać. - Powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Ciebie też - powiedziałam bez większego entuzjazmu przez co dyskretnie oberwało mi się od Natalie.
-Chodźcie nie będziemy tak tu stali.David jest już w środku.
-Ale jest kolejka... - powiedziałam cicho.
-Spokojnie.Bramkarz to mój dobry znajomy.
Ludzie w klejce rzucali nam wściekłe spojrzenia gdy obok nich przechodziliśmy .Ochroniarz po króciutkiej rozmowie z Peterem wpuścił nas do środka.Od razu poszliśmy w stronę baru gdzie siedział kumpel Petera.
-Hej stary! To jest moja przyjaciółka o której ci mówiłem, Natalie i jej koleżanka Marika.
Chłopak spojrzał na nas i przywitał się dość ponurym "Hej".Widocznie nie tylko mi dziś humor nie dopisuje.Natalie nie chciała już dłużej zwlekać i zaciągnęła Petera na parkiet.Ja natomiast za cel postanowiłam dziś sobie zalania smutków alkoholem. Wiem, że to dość lekkomyślne i szczeniackie z mojej strony, ale w tym momencie kompletnie mnie to nie obchodziło.Usiadłam obok Davida i poprosiłam barmana o jakiegoś drinka na początek.Czekając na mój napój przyjrzałam się Davidowi.Miał czarne włosy,był on wysoki,dobrze zbudowany i nie ma co ukrywać niezwykle seksowny i przystojny.Miał na sobie czarny t-shirt z logiem jakiegoś zespołu i zwykłe czarne jeansy.Na dłużej mój wzrok zatrzymał się na tatuażach .Były naprawdę świetne.
-Obczajasz mnie? - spytał David podnosząc jedną brew i posyłając mi delikatny - ale jakże cudowny- uśmiech
-Co?Ja?Nie.
Chłopak lekko się zaśmiał słysząc moją odpowiedź.Potem nastała między nami cisza. Chciałam ją przerwać bo czułam się trochę niezręcznie ale co ja mam powiedzieć.Przecież ja nie znam go.To było męczące.Na szczęście barman postawił przede mną drinka.Nie myśląc długo szybko wypiłam połowę lekko się przy tym krzywiąc. Po chwili dokończyłam mój napój i zamówiłam kolejny.

Po trzech kolejnych drinkach musiała koniecznie udać się do toalety.Zeskoczyłam z siedzenia i lekko się zachwiałam.Nie czekałam, aż w pełni odzyskam równowagę i ruszyła w stronę toalety.To był błąd.Dzięki mojej niezwykłej koordynacji potknęłam się o własne nogi i prawie zaliczyłam bliskie spotkanie z podłogą.Właśnie, prawie... Bo podczas mojego lotu ku podłodze, ktoś mnie złapał.Tym kimś był (jak zapewne się domyślacie) David.
-Nie za dużo wypiłaś? - spytał stawiając mnie do pionu.
-Nie. Po prostu Bóg obdarzył mnie niebywałą gracją i koordynacją ruchową.
-I wszystko jasne. -Powiedział weselej niż na początku wieczoru.Była to zapewne sprawka tych kilku drinków i shot'ów które wypił.
-Muszę do toalety -powiedziałam do Davida ponieważ wciąż mnie trzymał.
-Aha - mrukną i mnie puścił. Od razu skierowałam się do damskiej toalety.Gdy weszłam do środka zauważyłam, że łazienka nie jest zbyt piękna, a w jednej z kabin jakaś para chyba zaczyna się sobą zajmować. Obrzydzało mnie to ale potrzeba była zbyt wielka.Szybko weszłam do kabiny znajdującej się najdalej od zakochańców i załatwiłam swoją potrzebę. Umyłam ręce i wyszłam pośpiesznie z łazienki słysząc iż zabawa w kabinie się rozkręca. Było mi od tego niedobrze. Gdy byłam już na korytarzu skierowałam się w stronę baru, gdzie David pił kolejnego shot'a. Facet ma głowę do picia - pomyślałam. Już byłam na końcu korytarza gdy przede mną pojawił się jakiś facet.Był to dość wysoki blondyn który o dziwo nie był pijany.Chciałam go ominąć ale on skutecznie mi to uniemożliwiał.
-Mógłbyś się przesunąć, chcę przejść - powiedziałam lekko poirytowana zachowaniem nieznajomego.
-Ohh naprawdę nie zauważyłem - powiedział ironicznie z podłym uśmieszkiem na twarzy.Chciałam go odepchnąć ale on ani drgną. Sukinsyn się nawet śmiał z mojej próby usunięcia go z drogi.Znów spróbowałam go ominąć, bezskutecznie. Chłopak złapał mnie za nadgarstki i przycisną do ściany. Syknęłam z bólu.
-Puść mnie - krzyknęłam próbując się wyrwać. On tylko się zaśmiał i przerzucił mnie sobie przez ramię jakbym była jakąś szmacianą lalką. Zaczęłam krzyczeć i uderzać go pięściami w plecy.Lecz on pozostawał niewzruszony.
-Paul, weź ją jakoś ucisz. - Nie miałam pojęcia do kogo to mówi.Lecz po chwili zobaczyłam jakiegoś kolesia który zakleił mi usta taśmą. Sukinsyn! I dlaczego do jasnej cholery teraz nikogo nie ma na tym pieprzonym korytarzu! Chłopak zaczął mnie nieść w stroną tylnego wejścia. Zaczęłam jeszcze mocniej go uderzać. A on? Kurwa nic! Paul szedł za nim i się śmiał z moich starań wyrwania się jego koledze. Zaczęłam się naprawdę bać. Czego oni ode mnie chcą? Co jeżeli to jacyś gwałciciele i mordercy? Ja nie chcę umierać! Mam jeszcze całe życie przed sobą! Zaczęłam cicho szlochać.Widocznie sprawiło to radość tym draniom bo zaczęli się śmiać. Usłyszałam jak blondyn otwiera tylne drzwi. O nie. Wyniosą mnie stąd i zabiorą niewiadomo gdzie.Cholernie się bałam. Spojrzałam na Paula. Na jego twarzy widniał uśmiech. Drań! Nagle za nim (za draniem nie uśmiechem) zobaczyłam ciemną sylwetkę jakiegoś faceta .Boże oby to nie był jeden z nich.

_________________________________________________________________________________
Yo!
Wiem, że jestem podła kończąc w takim momencie.Ale taka moja natura.
Noo przynajmniej w końcu jest jakaś akcja :)
Razem z Natalie chcemy wam podziękować za każdy komentarz.
I zachęcamy do dalszego komentowania.
Dla nas każdy komentarz to motywacja do dalszego pisania.
Proszę was również o udział w ankiecie.
Chcemy wiedzieć ile osób to czyta.
Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz.




Alice.