~Marika~
Zaraz po tym jak nasi drodzy panowie opuścili mój dom, rozsiadłam się na sofie i spojrzałam na Natalie. Dziewczyna była trochę zdezorientowana nagłym wyjściem chłopaków, podczas gdy mnie to w tym momencie najmniej obchodziło.
- No więc, słucham. - odezwałam się, przerywając niezręczną ciszę.
- He?
- Co jest między tobą a Peterem?
- Tak właściwie to nie wiem.
- To znaczy?
- To znaczy, że nie wiem.
- Kpisz sobie ze mnie?
- Nie śmiem.
- Skoro nie wiesz, co jest między wami, to czemu się z nim całowałaś?
- Tak wyszło.
- Jak to, tak wyszło?
- Normalnie.
- Jak to, normalnie?
- Lubisz zadawać głupie pytania, tak?
- Lubisz wymijająco odpowiadać na moje pytania, tak?
- To przesłuchanie?
- Owszem, a teraz odpowiadaj.
- Ależ pani detektyw! Ja już odpowiedziałam na pani pytania!
- Zaraz oberwiesz.
- Też cię kocham.
Ta "rozmowa" zaczęła mnie denerwować, więc stwierdziłam, iż ponowię ją jutro. Było już po 23 i zarówno ja jak i Natalie zrobiłyśmy się zmęczone. Posprzątałyśmy cały bałagan w salonie i poszłyśmy spać.
~~~
Leżałam sobie w moim mięciutkim, cieplutkim łóżeczku wraz z Bazylem licząc, że upierdliwy ktoś, w końcu przestanie walić w te cholerne drzwi o 7 rano. Niestety pukanie było coraz głośniejsze i nie do zniesienia.
- Marika, weź otwórz. - powiedziała zaspanym głosem Natalie, która leżała na materacu obok mego łóżka. Westchnęłam, zrzuciłam z siebie kołdrę i podniosłam się do pozycji siedzącej. Na bose stopy założyłam kapcie i powolnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Ten ktoś, walił w te drzwi coraz mocniej, przecież mógł użyć dzwonka! Otworzyłam, w końcu, te głupie drzwi i ku mojemu zdziwieniu za nimi stał mój ojciec!
- No nareszcie. - mrukną i wszedł do środka. Chwila, moment, przecież on był na jakiejś delegacji i miał wrócić dopiero za dwa dni! I czemu se drzwi nie otworzył skoro miał klucze!
- Tato, czemu wróciłeś tak wcześnie i gdzie masz klucze do domu? - spytałam.
- Mam kilka spraw do załatwienia i musiałem wracać, a klucze zostawiłem w biurze. - powiedział wyjmując z szuflady jakieś dokumenty.
- Ale przecież...
- Właśnie! Dziś przyjdą do nas goście, dwójka, masz przygotować jakąś naprawdę dobrą kolację i ubierz się ładnie i Lucasa też ubierz porządnie. Przyjadę z gośćmi o 16 do tego czasu wszystko ma być perfekcyjnie przygotowane. - oznajmił, po czym jakby nigdy nic wyszedł. Co to miało być?! Nie jestem jakąś służącą! Wzięłam pierwszą lepszą rzecz, którą miałam pod ręką - a okazał się nią wazon - i rzuciłam o ścianę. Hałas tłuczonego wazonu sprawił, że po chwili na dół zeszła Natalie z Lucasem.
- Wow, Marika co jest?
- Ojciec wrócił i jeszcze poprosił mnie, a właściwie to rozkazał mi, przygotować kolację, bo przybędą jacyś goście.
- Marika, wyluzuj! Chill out! Ja ci pomogę z tą kolacją!
- Dzięki Natalie - powiedziałam przytulając przyjaciółkę.
- Ja też pomogę! - krzykną Lucas.
- Świetnie! To może zaczniemy od sprzątnięcia wazonu, a raczej tego co z niego zostało, okey?
- Tak jest sir! - krzyknęłam i poszłam po zmiotkę. Chwilę po tym po wazonie nie było śladu, a ja wraz z moją kochaną, niezawodną Natalie w fartuszkach przeglądałyśmy książkę kucharską zastanawiałyśmy się co ugotować na kolację. Po 10 minutach kartkowania zdecydowałyśmy się na sałatkę warzywną z kurczakiem, bigos na który uparłam się z Lucasem, słodko-pikantnego indyka i pierogi.
~~~
- Kocham pierogi! - krzyknęła Natalie śmiesznie wymawiając "pierogi" co wywołało u mnie napad śmiechu. - No co?
- Nic, nic, a teraz zostaw te pierogi bo wszystkie zjesz! - Wzięłam talerz z pierogami aby moja droga Natalie nie mogła zjeść wszystkich.
- Nie! Jak mogłaś!
- Normalnie złotko, normalnie.
- Dobra, jest 13, pomóc ci się wyszykować?
- Jasne, dzięki.
Gdy już byłyśmy w moim pokoju Natalie posadziła mnie na łóżko a samo podeszła do dość dużej szafy. Zaczęła przeglądać jej zawartość co chwila komentując. W pewnym momencie przerwała, myślałam że znalazła coś co jej się spodobało ale nie. Z szafy zamiast jakiejś sukienki wyjęła Bazyla.
- Nie no, znowu. - powiedziałam podchodząc do przyjaciółki i odbierając od niej tą słodką mendę. Miałam wrażenie, że kociak śmieje się ze mnie i z mojej niewiedzy co do tego jak on tam włazi.
-Masz! Zakładaj to i jeszcze do tego te buty! No już! Ja lecę ubrać Lucasa! - Natalie rzuciła we mnie wybranymi przez siebie ubraniami i wychodząc z mego pokoju. Jej wybór padł na beżową sukienkę bez ramiączek, przepasaną czarnym paskiem z kokardą oraz czarne buty na obcasie z również czarnymi ćwiekami na pięcie.
~~~
-Dzięki za pomoc. - powiedziałam przytulając się do Natalie.
- Nie ma sprawy! Powodzenia na zapewne prze nudnej kolacji! - powiedziała blondynka po czym zamknęła za sobą drzwi. Za dwadzieścia minut powinien pojawić się ojciec se swoimi "gośćmi". Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Dom był wysprzątany, stół nakryty, pozostawało nam tylko czekać. Aby umilić sobie czas zagrałam sobie z Lucasem w jakieś wyścigi na xboxie. Oczywiście dzięki moim niebywałym zdolnością przegrywałam za każdym razem. Podczas tej rozgrywki kompletnie straciliśmy poczucie czasu. Ocknęliśmy się gdy w domu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Poderwaliśmy się z kanapy, szybko wyłączyliśmy grę i poszliśmy się przywitać. Przy drzwiach stał ojciec z jakąś kobietą i chłopakiem mniej więcej w moim wieku. Oczy wszystkich zwróciły się ku nam.
- Patrycia, Olivier, poznajcie moją córkę - Marikę oraz syna - Lucasa.
- Miło mi was poznać. - powiedziała promiennie Patrycia podając mi dłoń. Odwzajemniłam gest i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Olivier, przywitaj się. - odezwała się do swego syna Patrycia.
- Cześć. - mrukną. Uśmiechnęłam się do niego w ramach przywitania. Muszę przyznać, że wyglądał naprawdę świetnie, ubrany był w ciemne jeansy, białą koszulę, która lekko się opinała na jego umięśnionej klacie oraz eleganckie czarne buty.Jego kasztanowe włosy były w lekkim, można by rzec, artystycznym nieładzie. Natomiast jego matka wyglądała niczym gwiazda filmowa, miała na sobie długą, czerwoną sukienkę, perfekcyjnie podkreślającą jej kształty, czarne buty na wysokim obcasie, w dłoni trzymała kopertówkę. Mimo, iż wyglądała na miłą kobietę, moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że nie jest ona do końca taka za jaką można by ją uznać. W końcu nie ocenia się książki po okładce, prawda? Jak przystało na pana domu, ojciec zaprosił gości do jadalni. Patrycia pochwaliła dania, które przyrządziłam, Olivierowi widocznie też posmakowało bo policzki miał wypchane bigosem. Naprawdę się ucieszyłam, że tak mu posmakowała polska kuchnia. Sytuacja między mną, a Olim znacznie się rozluźniła i już normalnie ze sobą rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Oczywiście nie mogliśmy sobie pozwolić na zbyt wiele, bo co chwila byliśmy uciszani. Patrycia okazała się niezwykle sztywna i zachowywała się jak jakaś dama. Mój ojciec nie był lepszy ale nie zawsze taki był. Lucas był już wyraźnie znudzony tą kolacją i chciał odejść od stołu lecz ojciec go zatrzymał.
- Lucas, siadaj.
- Ale tato, nudzi mi się. Zjadłem już.
- Będziesz mógł odejść od stołu za chwilę. Musimy tylko coś ogłosić.
- Musimy? - odezwałam się. Ojciec spojrzał porozumiewawczo na Patrycię po czym obydwoje wstali. Nie podoba mi się to.
- Drogie dzieci, - zaczęła Patrycia. - na początku może być to dla was trudne do zrozumienia ale ja oraz John od jakiegoś...
- Jesteśmy razem. - dokończył ojciec. - Postanowiliśmy, że zamieszkamy tu wszyscy razem.
- Słucham?! - krzyknęłam jednocześnie z Olivierem. On sobie z nas kpi?! Mama zmarła ledwie rok temu, a on już sobie panienkę znalazł i jeszcze chce żebyśmy razem zamieszkali! To jakiś żart, tak?
- Nie odwalajcie niepotrzebnych scen. - powiedziała Patrycia aka nowa panienka ojca.
- Wszystko jest już ustalone. Jutro przyjadą rzeczy Patryci i Oliviera. Olivier zajmie pokój obok Mariki. - dodał ojczulek. Spojrzałam na Oliego, nie był zadowolony tym co usłyszał, podobnie jak ja. Nie miałam ochoty tu być. Nie miałam ochoty patrzeć na ojca. Musiałam wyjść tak też zrobiłam. Nie myśląc o konsekwencjach wstałam od stołu, szybko wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu. Szłam przed siebie. Nie miałam określonego celu podróży. Byle dalej.
___________________________________________________________________________
Yo!
Patrzcie, patrzcie, ja żyje!
Szok, co nie?
Mniejsza o to.
Oto mamy rozdział numer 9!
Swoją drogą, cholernie dawno nie było rozdziału,
ale cóż rok szkolny i egzaminy!
Od tego się nie ucieknie.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny
(jestem szczera).
Wkrótce pojawią się niewielkie zmiany.
Patrzcie, patrzcie, ja żyje!
Szok, co nie?
Mniejsza o to.
Oto mamy rozdział numer 9!
Swoją drogą, cholernie dawno nie było rozdziału,
ale cóż rok szkolny i egzaminy!
Od tego się nie ucieknie.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny
(jestem szczera).
Wkrótce pojawią się niewielkie zmiany.
