piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 7

Ważna notka pod rozdziałem!!!!!!!!



Modliłam się aby osoba za Paulem mi pomogła. Niestety Bóg wydawał się nie słyszeć moich modlitw. Gdy ta osoba była podeszła bliżej okazało się, iż jest to po prostu schlany imprezowicz. Ten koleś ledwo trzymał się na nogach! Nagle poczułam jak uderza we mnie fala zimnego powietrza. Przeszły mnie deszcze. Blondyn niósł mnie jeszcze kawałek po czym się zatrzymał. Po chwili usłyszałam dźwięk otwierania bagażnika do którego chwilę później zostałam wrzucona. Dzięki mojemu "szczęściu" wpadając do bagażnika uderzyłam głową w skrzynkę z narzędziami, która znajdowała się w środku. Straciłam przytomność.


Obudziłam się z potwornym bólem z tyłu głowy. Automatycznie chciałam się chwycić za bolące miejsce lecz coś mi to skutecznie uniemożliwiało. Otworzyłam oczy, byłam przywiązana do krzesła.Od razu ogarną mnie strach i dezorientacja. Znajdowałam się w małym, obskurnym pokoju. Ściany były szare, a w niektórych miejscach było widać dziury. Po mojej prawej stronie znajdowało się jedyne w tym pokoju okno. Już chciałam wołać o pomoc ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak postaram się wymyślić jakiś pomysł dzięki któremu się stąd wydostanę. Jeszcze raz rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie było w nim nic oprócz tego pieprzonego krzesła! A do tego jedynym źródłem światła było to małe okno... właśnie! Okno! W miarę możliwości starałam się przysunąć na krześle do okna. Muszę przyznać, że szło mi to całkiem nieźle. Już po paru chwilach znalazłam się przy oknie. Wyjrzałam przez nie. Pokój znajdował się na pierwszym piętrze ale na moje szczęście tuż obok niego rosło drzewo po którym mogłabym spokojnie zejść. Zadowolona z takiego obrotu sytuacji zaczęłam się szarpać chcąc się uwolnić ze sznurów,którymi byłam przywiązana do krzesła. Nagle drzwi się otworzyły a do środka wszedł Paul i blondyn! O cholera...
-Hej Mike zobacz kto się obudził! - powiedział Paul z tym swoim uśmiechem na mordce.
-Przecież widzę kretynie - powiedział blondyn i podszedł do mnie. - Co ty kombinujesz, hmmm? Z tego co pamiętam krzesło stało na środku pokoju a nie przy oknie. - powiedział szorstko. Ten facet był straszny. Bałam się jak nigdy. Takie sceny oglądałam w filmach i nigdy bym nie pomyślała, że to może mnie spotkać!
- Gdzie są nasze pieniądze? -spytał Mike. Patrzyłam na niego jak na idiotę. O czym on mówi?
-Jakie pieniądze?
-Nie udawaj głupiej! - krzykną groźnie. - Gdzie jest nasza kasa za dragi?
-Słucham?! Ja nie biorę żadnych narkotyków! - krzyknęłam. Szybko tego pożałowałam, ponieważ Mike przywalił mi w twarz. Łzy cisnęły mi się do oczu. To jakaś pieprzona pomyłka!
-Pytam jeszcze raz. Gdzie nasza kasa? - Nic nie mówiłam. Bałam się.
-Mike... - powiedział Paul lecz blondyn zdawał się go nie słyszeć. - Mike!
-Co?! -rykną blondyn.
-Czy tamta dziewczyna która jest nam winna kasę nie jest przypadkiem blondyną? - Mike'owi źrenice momentalnie się powiększyły. Patrzył się na mnie.... z lekkim przerażeniem w oczach.
-O kurwa - wyszeptał Mike. - Ona ma brązowa włosy! Kurwa, pomyliliśmy się!
-Zauważyłem kretynie! Co teraz? Szef zaraz ty będzie! - krzyczał Paul. Patrzyłam się na nich jak na wariatów. Nagle z twardych gangsterów zmienili się w przerażone dzieci.Było to dość zabawne. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
-Szefie! - krzyknęli jednocześnie Mike i Paul. Spojrzałam na osobę która przed chwilą tu weszła. Zatkało mnie, przecież to... David!


*David*


Już na korytarzu prowadzącym do pokoju, w którym znajdowali się Mike i Paul było słychać ich krzyki. Wkurwiało mnie to tym bardziej, iż po wczorajszym wypadzie do klubu miałem kaca. Teraz powinien być ze mną Peter ale on razem z tą swoją przyjaciółką, hmmm jak jej tam... Natalie szukają Mariki. Według mnie jest to kompletnie bez sensu. Pewnie zasnęła na jakiejś ławce albo wróciła wcześniej do domu. Gdy byłem już przy drzwiach krzyki stały się nie do zniesienia, w wyniku czego dość mocno nacisnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Mike i Paul krzyknęli "Szefie!" . Po jaką cholerę krzyczeli to ja nie wiem. Przecież stoję tuż obok. Po słałem im mordercze spojrzenie. To starczyło aby się zamknęli.
-Czego się drzecie idioci?!
-Sz-szefie bo m-my,nooo - jąkał się Mike. To było irytujące.
-No co?!
-Porwaliśmy nie tą dziewczynę - dokończył Paul.
-Że co wy zrobiliście?! - Spojrzałem na dziewczynę która siedziała przywiązana do krzesła. Nosz kurwa! - Wy idioci! Przecież ona nawet nie przypomina tamtej laski!
-Ale my widzieliśmy jak wchodzi do łazienki. N-no i my poszliśmy wtedy po taśmę i j-jak wracaliśmy to ta dziewczyna wychodziła... - tłumaczył Mike ale to im nie pomagało.
- Nie obchodzi mnie to! Spieprzyliście robotę! Nie dość, że nie odzyskaliście kasy to jeszcze porwaliście córkę prokuratora! - Byłem wściekły. Jak oni mogli spieprzyć tak proste zadanie. Mike znów próbował się tłumaczyć ale ja nie chciałem tego słuchać. Nawet nie wiem kiedy moja pięść powędrowała w stronę Mike'a. Chłopak wylądował na podłodze. - Paul rozwiąż dziewczynę, a ty Mike zejdź mi z oczu. - Paul od razu ruszył wykonać moje polecenie. Mike natomiast przez chwilę patrzył na mnie to na Paula. Kilkakrotnie otwierał usta aby coś powiedzieć ale szybko je zamykał. W końcu wstał i wyszedł. Obróciłem się i zobaczyłem, że Paul już odwiązał dziewczynę. Podszedłem do niej i chwyciłem ją za przedramie. Powiedziałem jeszcze dla Paul'a aby on i Mike znaleźli odpowiednią dziewczyną, po czym wyszedłem z pokoju ciągnąc ze sobą brązowowłosą. Szliśmy przez korytarz w ciszy co wcale mi nie przeszkadzało. Po paru chwilach wyszliśmy z pustostanu. Spojrzałem na dziewczynę. Miała strach w oczach. Szczerze nie dziwie jej się. Otworzyłem drzwi od mojego czarnego Range Rover'a i wskazałem dziewczynie aby wsiadła. Gdy już to zrobiła obszedłem samochód i usiadłem na miejscu kierowcy.
-Marika - zwróciłem się do niej - nic ci się nie stanie jeżeli obiecasz, że nikomu nic nie powiesz.


*Marika*

David otworzył mi drzwi od swojego samochodu gestem ręki pokazując abym do niego wsiadła. Posłusznie wykonałam jego polecenie bojąc się konsekwencji jakiegokolwiek sprzeciwu z mojej strony. Chwilę potem chłopak siedział już na miejscu kierowcy.
-Marika, nic ci się nie stanie jeżeli obiecasz, że nikomu nic nie powiesz.
-David ale o co im chodziło i czemu nazywali cię szefem? - spytałam cichutko w głębi duszy mając nadzieję, że tego nie usłyszał.
-To bez znaczenia. - a jednak słyszał - Obiecaj mi teraz, że nikomu nic nie powiesz bo inaczej będę musiał użyć na tobie trochę drastyczniejszych metod, a tego chyba nie chcemy?
-Obiecuję. - Bałam się powiedzieć cokolwiek innego. I co znaczyły te "drastyczniejsze metody"? Może lepiej abym nie wiedziała.
-Dobra dziewczynka - powiedział David z tryumfalnym uśmiechem i uruchomił silnik po czym ruszył z miejsca z piskiem opon. Już po kilku pierwszych minutach jazdy z nim mogłam spokojnie stwierdzić, iż już nigdy więcej nie wsiądę z nim do samochodu! Facet jechał cholernie szybko kompletnie ignorując wszelkie ograniczenia prędkości i inne znaki. Siedziałam przyciśnięta do fotela z szeroko otwartymi oczami. Nienawidzę szybkiej jazdy!
-Mógłbyś zwolnić! - krzyknęłam do Davida bojąc się, że jak tak dalej pójdzie to może dojść do jakiegoś wypadku. Chłopak spojrzał na mnie i po chwili, ku mojemu zdziwieniu, zwolnił.
-Marika, ty się dobrze czujesz? Jesteś strasznie blada.
-Dziwisz mi się! Jedziesz jak wariat przez miasto! Co by było gdybyś kogoś potrącił?!
-Daj spokój. Jestem profesjonalistą jeśli chodzi o szybką jazdę.
-Nie obchodzi mnie to! - David patrzył na mnie przez chwilę ale szybko wrócił wzrokiem na ulicę. O dziwo nie był zły. Przez następne kilka minut żadne z nas się nie odzywało. Chłopakowi chyba zaczęło to przeszkadzać, ponieważ postanowił włączyć radio. W duchu byłam mu za to wdzięczna. Miałam nadzieję, że muzyka odgoni moje wszystkie negatywne myśli, które podczas jazdy nagromadziły się w mojej głowie.
Goodnight, sleep tight
Don't let the dead bite

Johnny 3, and he's dippin' in the four door
44, and it's pointing at your window
Ain't a good shot, here come four more
Gettin' hot, so I play in the snow
In a town made wicked, made from these wicked things
See the dead on the cover of a magazine
I see my smile, it was born from amphetamines
Better duck, 'cause it's war on my enemies
Oh, God, think I lost it all now
Lost some and wanna watch the rest go
A mad man when I'm mixed with Soco
Who would've thought a man could sink to so low
Now, who wants to die from the Mossberg shotty!?
Putting holes in the hotel lobby!
All you fake bitches is just another hobby!
And I'll let you dig, where I dump your body. *

Niestety myliłam się. Ta piosenka ani trochę mi nie pomagała! Wręcz przeciwnie. Ugh. W przeciwieństwie do mnie David był widocznie zadowolony z piosenki bo nawet zaczął ją sobie nucić pod nosem.



________________________________________________________________________________________
*Dobranoc, Śpij dobrze
Nie daj ukąsić się śmierci
Johny 3, kroczy do drzwi głównych, czterdziestka czwórka wycelowana w Twoje okno
Niedobry strzał, zaczyna się robić cztery razy bardziej gorąco, więc się bawię
W mieście zrodzonym z grzeszności, zrodzonym z tych niegodziwych rzeczy
Widać trupy na okładkach magazynów
Widzę mój uśmiech, zrodzony z amfetaminy
Lepiej, frajerze, 'przyczyna' to wojna przeciw moim wrogom
Och, Boże, sądzę, że teraz straciłem wszystko
Straciłem nieco, i chcę patrzeć, jak odchodzi reszta
Źli faceci z mixem, to takie zimne
Kto by pomyślał, że facet może utonąć tak płytko
A teraz, kto chce umrzeć od strzału Mossberga?!
Robię dziury w hotelowym holu!
Wszystkie te sztuczne dziwki, to tylko kolejne hobby!
Teraz jesteś martwy, owinięty we własne ciało
Hollywood Undead - Dead Bite

HI!! -.-
Jestem wprost happy z ilości komentarzy pod rozdziałem 5 ale za to pod rozdziałem 6 niema ich wgl! Ugh! Czemuuuuu noo????? xD Ale za to przybywam z rozdziałem 7 jest krótki tak wiem -,- to jest kara! xD 
Więc do następnego! (jak wgl będzie xD)







Natalie xx


1 komentarz:

  1. Świetny rozdział :) Gnam przeczytać wszystkie po kolei ;) Fanką Biebera nie jestem, ale to chyba mało ważne ;) Zapraszamy: allexandklaudyynka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń